05 Bariera żywiołów

Teren zmieniał się coraz bardziej. Skaliste wąwozy, rozpadliny, wąskie ścieżki i wyjący pomiędzy tym wszystkim wiatr. Miriel wyczuła esencję powietrza. Gdy wyszliśmy wąską półką za jeden z załomów skalnych zobaczyliśmy ogromną przepaść. Pośrodku stała iglica, na której szczycie zbudowano coś na kształt totemu. Nad nim wisiała niewielka chmurka. Do iglicy prowadził drewniany mostek zawieszony nad przepaścią. Miriel doszła do wniosku że najzwinniejszy jest t’skrang więc Salazar obwiązał się liną, drugi koniec złapał Gharth i Fechmistrz ruszył na most. Kiedy tylko postawił na nim stopę mostem zaczął szarpać wściekle wiatr. Ledwo utrzymał się na chwiejnej konstrukcji ale jakimś cudem dotarł na drugi brzeg. Udało mu się wspiąć na totem, machnął różdżką w chmurę i… nic! Kompletnie nic się nie stało. Spróbował kolejny raz, pod innym kątem, i jeszcze jeden. Wiatr szarpał nim strącając go na dół i nawet stąd było widać że ledwo utrzymuje się na górze. W końcu zsunął się i spróbował jeszcze raz. Znów na górę. Znów machanie różdżką i znów bez efektu. Zniechęcony zaczął wracać. W połowie mostu wiatr uderzył z ogromną siłą i Salazara zdmuchnęło w przepaść. Szczęściem troll utrzymał go i wciągnął na półkę skalną bez większych uszkodzeń na ciele.

Staliśmy przez chwilę zniechęceni zastanawiając się czemu to nie działa. Salazar zerknął na most i oznajmił że nie ma mowy żeby jeszcze raz spróbował na niego wejść. Miriel postanowiła więc że sama pójdzie. Oznajmiła że jeśli nie wróci mam przejąć dowództwo, obwiązała się liną i ruszyła. Już pierwsza próba skończyła się spadnięciem z mostu i wciąganiem przez Ghartha ale elfka nie poddała się. Dotarła w końcu do kolumny, wspięła się na nią i osiągnęła dokładnie taki sam efekt jak t’skrang. Kusiła los tak długo aż w końcu zsunęła się z kolumny a lina która ją opasywała odpadła i jej koniec poszybował w dół. Gharth przyciągnął ją do siebie i popatrzył na nas bezradnie. Rozejrzałam się po okolicy. Na niebie dostrzegłam w końcu to, czego szukałam, majestatycznie krążącego po okolicy sokoła. Krótkie „do mnie” niesione magią sprawiło że przepiękny ptak miękko usiadł na moim ramieniu. Poprosiłam Ghartha o drugi koniec liny, dałam go sokołowi w dziób i kazałam zanieść do elfki. Ptak sprawnie podleciał i opuścił linę wprost w jej ręce. Miriel obwiązała się dokładnie i postanowiła wrócić do nas. Po raz kolejny spadła z mostu ale w końcu, bezpiecznie, dotarła na twardy ląd.

Patrzyliśmy przez chwilę na szalejące powietrze i wiedzieliśmy że żadne z nas nie ma ochoty próbować po raz kolejny.
„Chodźmy do innego żywiołu.” – zaproponowałam – „Do ziemi na przykład. Jest dużo bezpieczniejsza niż powietrze i może tam uda nam się ustalić jak działa ta różdżka.”

Po chwili milczenia wszyscy skinęli głowami potakująco.

Do esencji ziemi doprowadził nas dużo łagodniejszy teren, pełen pagórków i niewielkich jaskiń. Po drodze spotkaliśmy stado omaków. Jednego nawet mi się udało namówić żeby podszedł i poczęstował się bananem ale są bardzo płochliwe.
Sama esencja znajduje się pośrodku sporej jaskini najeżonej stalaktytami i stalagmitami. Patrząc na nią wszyscy mieliśmy dziwne przeświadczenie, że ta na pozór spokojna jaskinia, zamieni się w drżącą, śmiertelną pułapkę jak tylko ktoś spróbuje do niej wejść. Pozostało więc spróbować ustalić jak działa różdżka zanim ktokolwiek z nas podejmie to ryzyko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s