Copernicon 2015

To był konwent zupełnie nieplanowany i trochę „na wariackich papierach.” Jak wiecie, postanowiłam pierwszy raz wziąć udział w Quentinie, konkursie na najlepszy scenariusz RPG’owy. Nigdy wcześniej nie pisałam scenariusza, a nawet moje własne do prowadzonego przeze mnie ED ciężko nazwać scenariuszami, więc trochę się obawiałam. Ale cóż, do odważnych świat należy więc scenariusz napisałam i wysłałam. Z pewnym rozczarowaniem dowiedziałam się, że ogłoszenie wyników będzie na Copernikonie, którego zupełnie nie planowałam. W końcu, po namowach znajomych, zdecydowałam, że pojadę. Na konwent, a przy okazji na Quentina.

Toruń to piękne miasto a sam konwent odbywał się blisko starówki, więc już pierwszego dnia miałam okazję zachwycić się nią. Ale od początku. Do Torunia zabrałam się samochodem z koleżanką. Akredytacja była szybka i bezproblemowa, za to z dotarciem na nocleg miałyśmy pewne problemy. Wraz z jej bratem nocowaliśmy w stadninie koni pod miastem. Przecudowne miejsce z ogromny pokojem za niewielkie pieniądze, ale znalezienie go po nocy nie było proste. W końcu udało się, zostawiliśmy rzeczy i wróciliśmy na konwent. Było już późno i kilka znajomych nam osób jeszcze nie dojechało. Pojawił się pierwszy zgrzyt – tym, którzy dojechali w okolicach godziny 22-ej odmówiono akredytacji. Mimo, że orgowie cały czas byli obecni, podobnie jak osoby, które wcześniej siedziały na akredytacji, żadna nie chciała zrobić wyjątku. Zgrzytało mi to. Nie spotkałam się z tym wcześniej i nie miałam pojęcia, że osoby, które nie są w stanie dojechać wcześniej, mogą być tak potraktowane.

Po tych niedogodnościach było już tylko lepiej. Identyfikator był duży i przejrzysty, z miejscem z tyłu na numer ICE oraz najważniejszymi informacjami. Informatory dostałam dwa, jeden w postaci pokaźnej książeczki, w której dokładnie opisano program, drugi to cienka broszura z mapkami budynków (bo były dwa) i krótką, czytelną rozpiską programową. Oj było z czego wybierać. Przyznam, że dla mnie królował na Coperniconie Master Mind. Byłam na kilku prelekcjach prowadzonych przez ludzi z tej grupy i każda była super. Szczególnie przydała mi się prelekcja o konstruktywnym feedbacku, zestawiona z późniejszą oceną Quentina, ale o tym za chwilę.

W osobnym budynku znajdowała się sala dla wystawców i to właśnie ją uważam, za największą porażkę konwentu – była tak ciasna, że żeby przejść z jednego końca na drugi trzeba było się przeciskać przez ludzi, a oglądanie czegokolwiek na stoiskach stanowiło spore wyzwanie. Masakra.

Sam program przebogaty. Było wszystko, od superkomputerów po kurs wiązania erotycznego, od poszukiwań inteligencji pozaziemskiej po powody oglądania Power Rangers. Każdy znalazł tam coś dla siebie aż do ostatniego dnia.

Cieszę się, że pojechałam na ten konwent. To był fantastycznie spędzony czas w gronie wspaniałych, pozytywnie zakręconych osób. Takie powinny być konwenty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s