Kapitularz 2015

Koniec września to kolejny konwent – Kapitularz w Łodzi. To właśnie na nim odbywał się konkurs „Złote Topory”, organizowany przez stowarzyszenie Topory, i dla tego właśnie konkursu pojechałam do Łodzi. Samego konwentu Wam nie opiszę bo nie uczestniczyłam w nim czynnie. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

„Złote Topory” to konkurs na najlepszego mistrza gry i najlepszego gracza. Nie brałam w nim wcześniej udziału a miałam plan, żeby wystartować w Pucharze Mistrza Mistrzów, więc uznałam to za dobry trening. Pierwsza sesja odbywała się już w piątek wieczorem, tak więc na konwent pojechałam. Odbywał się w szkole, za wejściówkę, mimo udziału w konkursie, trzeba było zapłacić (ze zniżką) no i zabrakło okładek na identyfikatory. Od razu udałam się do punktu zapisów na sesje. Earthdawn jest niszowym systemem, mimo to miałam już komplet graczy, co po równi cieszyło jak i martwiło, bo jakoś strasznie skonana byłam tego dnia. Ale cóż, rzekło się A trzeba powiedzieć i B. Na samą organizację nie narzekam. Przydzielenie sal i odnalezienie własnych graczy nie zajęło dużo czasu i w końcu usiedliśmy sobie spokojnie, rozstawiłam rzeczy i mogłam przystąpić do tego, co lubię najbardziej, czyli prowadzenia.

Sama struktura konkursu wygląda dobrze. MG prowadzi sesję, sędziowie oceniają tak jego jak i graczy, do następnego etapu przechodzą najlepsi MG ale też najlepsi gracze, więc w finałowej sesji MG ma samych najlepszych graczy, co oczywiście podnosi jakość sesji. Za to wykonanie… Sami oceńcie.

Na mojej sesji było bardzo dużo momentów, kiedy nie było w sali żadnego sędziego, właściwie nie było żadnego przez większość sesji. Pojawiał się jakiś, siedział kilka minut, może z pięć, i znikał. Dodam, że konkurs ten reklamowano mi jako dość prestiżowy. Tymczasem moje odczucia są zupełnie inne. No bo jak można ocenić Mistrza Gry czy graczy nie mając pełnego obrazu sesji? Wygrywa ta, na której, jak taki sędzia wpada, jest akcja, rozpierducha, walka, pościg, coś, co jest widowiskowe właśnie w tym konkretnie momencie. Jak ja mam wyczuć ten konkretny moment, kiedy akurat jakiś sędzia zaszczyci moją sesję swoją obecnością? Gdybym jeszcze nie miała porównania to może bym się nie odzywała, ale mam. Brałam udział w półfinałowej sesji PMMa w 2014 roku, później oglądałam też dwie sesje finałowe. Nie ma na PMMie nawet sekundy, żeby na sali nie było sędziego. Nawet jednej sekundy. A często jest ich nawet dwóch. Jak jeden wchodzi, drugi wychodzi. Grałam też sesję w PMMie na Falkonie 2015, było to samo. Ciągła obecność i rotacja sędziów daje im pełniejszy wgląd w prowadzone sesje.

Moim zdaniem, z całą sympatią jaką mam do Toporów, ten konkurs położyli totalnie. Ja jestem zadowolona, bo raz, że gracze byli bardzo zadowoleni i jeszcze sobie po sesji chwilę pogadaliśmy, a dwa, że już wiem, że świadomość oceniania nie wpływa na mnie paraliżująco. Prowadziłam jak zawsze. To jest dobry znak. Bo choć nie wystartowałam jednak w PMMie w 2015 roku, to będę miała odwagę zrobić to w 2016, o ile, oczywiście, czas i zdrowie pozwolą.

Natomiast wracając na chwilę do Kapitularza, dowiedziawszy się rano, że nie przeszłam dalej już na niego nie wróciłam. W Łodzi mieszka moja serdeczna przyjaciółka, która przygarnęła mnie pod swój dach, i postanowiłam resztę weekendu spędzić z nią, nadrabiając te lata nie widzenia się. Może w 2016 uda mi się pojechać na Kapitularz tak na luzie, dla samego konwentu, wtedy, na pewno, opiszę go szerzej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s