04 Różdżka Pięciu Żywiołów

Gdy Salazar wstał i oznajmił, że jest gotowy do dalszych wyzwań ostrożnie zaczęliśmy badać resztę pomieszczeń. Okazało się że w środkowym z nich zawaliła się część podłogi, tworząc dziurę dużo głębszą niż dwa piętra i to zapewne stamtąd przyleciały stworzenia.

Ruszyliśmy na niższe piętro. Było zbudowane podobnie jak górne. Z ciekawszych miejsc znaleźliśmy jedno pomieszczenie zamknięte na cztery spusty, w którym stały beczki z wodą i niewielka fontanna, wielką salę zgromadzeń z areną do ćwiczeń pośrodku oraz pokój z zawalonym sufitem i podłogą, gdzie była zepsuta, i bardzo śmierdząca, uprawa grzybów wzbogacona o wielką galaretowatą amebę, która najwyraźniej postanowiła się z nami zaprzyjaźnić gdyż na nasz widok wyraźnie przyspieszyła. Rozpoznałam ją jako gatunek, który truje, więc Gharth podjął szybką decyzję i gwałtownie zatrzasnął drzwi przed pełznącym stworem. Uznaliśmy że chwilowo nie będziemy go drażnić.

Niestety po obejrzeniu całego kaeru stwierdziliśmy że nie ma nigdzie śladu różdżki ani mapy ani nawet miejsca gdzie ewentualnie można by je schować. Zaczęłam nawet węszyć jak Hator pewna, że gdzieś coś musieliśmy przeoczyć. Podczas gdy nasz troll gdzieś zniknął, co jakiś czas tłukąc się w którejś części kaeru a reszta chodziła po pomieszczeniach szukając wskazówek coś mnie tknęło. Ruszyłam prosto do sali zgromadzeń. Salazar, zaciekawiony poszedł za mną. Rozejrzałam się uważnie. Nie ściany. Nie dało się tu schować nic w ścianie. Popatrzyłam na zasypaną piaskiem arenę pod moimi stopami. Opadłam na kolana i zaczęłam rozkopywać piach. Już po chwili trafiłam na metal. Krzyknęłam zadowolona kiedy moim oczom ukazała się metalowa klapa. Miriel spojrzała na nią zaciekawiona z Salazar natychmiast wziął się do otwierania. Klapa odsunęła się powoli na bok ukazując nam schody w dół. Zajrzeliśmy ostrożnie i naszym oczom ukazało się nieforemne pomieszczenie o pięciu ścianach. W czterech były drzwi, piątą stanowiły schody. Podłogę zaścielał miękki dywan a pośrodku stał posąg wykonany z metalu o oczach z rubinów. Pomyślałam że to dość specyficzny wystrój wnętrza, dywan i rzeźba, ale wszak o gustach się nie dyskutuje. Ostrożnie zeszłam na dół. Kiedy tylko postawiłam stopę na podłodze pomieszczenia posąg ożył i ruszył w moją stronę. Cofnęłam się przestraszona. To nie jest zwykły posąg. To golem strażniczy. Nagle gdzieś spod schodów wyleciał kamień i trafił w golema. Ten ominął schody, jego oczy zaświeciły się na czerwono i wystrzeliły z nich promienie. Okrzyk bólu i swąd palonego futra świadczyły że promienie dosięgnęły celu. Domyśliliśmy się, że nasz trollowy Łupieżca postanowił zbadać tą dziurę z pierwszego poziomu kaeru i znalazł się w owej zawalonej części. Najwyraźniej postanowił przy okazji sprawdzić bojowość golema. Sprowokowany posąg ruszył pod schody i usłyszeliśmy jak zaczyna odwalać jakieś kamienie.

To dawało nam szansę. Kazałam Hator zostać i ruszyliśmy na dół. Plan zakładał, że zejdziemy bezgłośnie do pomieszczenia i dopóki golem zajmuje się próbą dotarcia do trolla my cicho przeszukamy pokoje. Salazar zszedł pierwszy, jak zwykle zręcznie i cicho, za nim ruszyła Miriel i też poszło jej gładko, niestety ja nie miałam tyle szczęścia. Tak bardzo starałam się nie narobić hałasu, że straciłam równowagę i poleciałam jak długa na dywan. Golem natychmiast odwrócił się i ruszył na nas. Miriel wskoczyła do pierwszych drzwi, na szczęście były otwarte, Salazar próbował wbiec do następnych ale okazały się zamknięte, widząc, że dopiero się gramolę z ziemi a golem już się zbliża podskoczył więc do mnie, błyskawicznie chwycił mnie w pół i jednym szarpnięciem postawił na nogi, po czym natarł na golema.

To nie była prosta walka. Uciekłam na górę i próbowałam kamieniami odciągnąć uwagę golema od Salazara. Widziałam jak z pokoju mkną w stronę stwora pociski Miriel nie czyniąc mu większej krzywdy zaś spod schodów co jakiś czas leci kamień, także nie przynosząc większych rezultatów. Gdyby nie zagrożenie życia była bym zachwycona tańcem Fechmistrza. To w jaki sposób t’skrang unikał każdego ciosu wyraźnie wskazywało na magię, która w nim płynęła. Nie mógł jednak unikać ich w nieskończoność. Widząc jak Salazar przewraca się po jednym z ciosów rzuciłam się z pazurami na golema żeby choć na chwilę go zająć. Pazury ledwo rysowały metal. Szalę zwycięstwa przechyliła Miriel, której pocisk wreszcie uderzył z taką mocą, że trafił golema w oko i częściowo je uszkadzając najwyraźniej pozbawił go nieco mocy. Kilka pozostałych pocisków utworzyło też wyrwy w metalu więc moje pazury też stały się skuteczniejsze. Gdy golem ledwo już stał na nogach Gharth znów trafił go kamieniem więc stwór odwrócił się i poszedł w jego stronę. Salazar usiłował go powstrzymać ale zyskał jedynie kolejną porcję poparzeń. Tymczasem troll wreszcie wylazł z kryjówki i zadał jeden, niezwykle celny cios, którym wyłupał ostatecznie oko golema i posąg wyłączył się nieruchomiejąc tam gdzie stał.

Odetchnęliśmy z ulgą. Salazar nie wyglądał dobrze. Miał liczne poparzenia i dwie poważne rany. Dałyśmy mu jeden z eliksirów i kazałyśmy odpocząć a same zaczęłyśmy przeszukiwać pomieszczenia. Miriel trafiła do sypialni i tam znalazła pęk kluczy który otworzył nam pozostałe drzwi. Za jednymi z nich znajdowało się laboratorium, w którym wciąż coś bulgotało, płynęło i parowało. Kolejne ukazały nam bibliotekę i to w niej utknęłam na dłuższy czas przeszukując księgi. Miriel i Salazar odnaleźli jeszcze gabinet, w którym była skrytka, zabezpieczona magią i też otwierana na hasło, przy której z kolei oni utknęli na dłużej.

Wśród ksiąg znalazłam kilka dotyczących magii żywiołów, które odłożyłam na bok z myślą o Miriel aż w końcu trafiłam na tą, po którą przyszliśmy. Od razu schowałam ją do torby i zawołałam Miriel. Powiedziałam jej o znalezisku i spytałam co oni znaleźli. Powiedziała o skrytce więc poszłam za nią do gabinetu. Próbowali zgadnąć hasło ale im nie szło. Salazar zapytał co wiemy o Tyzdrinie. Miriel wyjaśniła nam że był uczniem Jarona, twórcy tajemniczego Sfinksa, który ma pilnować Imperium Therańskiego by to nie uzurpowało sobie władzy nad całym światem. „To może Sfinks” – powiedziałam jednocześnie z Gharthem i obrys drzwi zniknął ukazując nam niszę w ścianie. Na tylnej ścianie niszy ujrzeliśmy mapę okolicy z symbolami pięciu żywiołów zaś na niewielkim postumencie leżała różdżka z jednej strony zakończona dłonią o zagiętych w kształt koszyczka palcach. Miriel niepewnie wzięła różdżkę do ręki. Nic strasznego się nie stało. Salazar wyjął pergamin i zaczął przerysowywać mapę.

Opuściliśmy kaer z niejaką ulgą. Namówiłam Ghartha żeby zabrał księgi, które odłożyłam dla Miriel. W końcu nikomu tutaj już się nie przydadzą. Złowrogi obelisk nadal stał przed wejściem. Nic się nie zmieniło. Wróciliśmy do wioski odpocząć i wyleczyć się. Miriel próbowała badać księgę ale została zamknięta magicznie i nie dało się jej otworzyć więc dała sobie spokój.

W końcu musieliśmy podjąć decyzję co dalej. Miriel zasugerowała żeby powiedzieć wieśniakom co zamierzamy i kazać im się spakować i ustawić przy granicy bariery żeby mogli odejść jak tylko ją zdejmiemy. Odradziłam jej to a Salazar mnie poparł. Spanikowani wieśniacy mogli by nas pozabijać bojąc się że obudzimy horrora i sami przez to zginą. Natomiast Gharth chciał koniecznie zdjąć barierę i szybko uciec zostawiając horrora w spokoju. Miriel zdecydowała że zdejmujemy barierę nic nie mówiąc wieśniakom, jako ostatni odblokowując żywioł znajdujący się najbliżej kaeru żeby zaraz potem stawić czoło horrorowi jeśli się uwolni.
Najpierw poszliśmy do Jorela. Miriel chciała go zapytać jak użyć różdżki. Domek okazał się wysprzątany a po Jorelu i Poly nie było nawet śladu. Obeszłam więc drzewo i znalazłam jego trop. Poszliśmy za nim. Zobaczyliśmy go siedzącego w jakimś transie na polance. Poly ostrzegła go że ktoś się zbliża więc otworzył oczy, spojrzał na nas i niezbyt miło kazał nam się wynosić. Widząc nasze wahanie spytał czego chcemy. Miriel spytała go więc jak użyć przedmiotu. Powiedział że wystarczy pochwycić nią żywioł. Zostawiliśmy go. Poszliśmy do bariery sprawdzić, czy uda nam się opuścić to miejsce. Niestety magia nas zatrzymała. Nie mając innego wyjścia ruszyliśmy na poszukiwanie pierwszego z żywiołów czyli Powietrza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s