15 Klasztor

Głośne powarkiwania na zewnątrz zaniepokoiły Hator. Wyjrzałam ostrożnie zza wody.

„Znaleźli broń.” – poinformowałam towarzyszy. – „Dwóch nie żyje, chyba się pokłócili. Ale reszta już zerka na wodospad. Mamy mało czasu.”

Miriel podniosła się gwałtownie, podeszła do wodospadu. Po chwili woda zaczęła błyskawicznie zamarzać tworząc przed nami niezwykłą lodową rzeźbę.

„To ich powstrzyma na jakiś czas.” – kiwnęła głową zadowolona i znów usiadła nad księgą.

Przez taflę lodu widziałam zniekształcone twarze ogrów. Gwałtowne zamarznięcie wodospadu powstrzymało ich nie dlatego, że nie mogli przejść a dlatego, że było to coś niezwykłego, coś czego nie rozumieli, coś, co ich mózgi musiały dopiero przetworzyć.

„Jak jest po elfiemu życie?” – wyrwał mnie z zamyślenia głos Borgila wyraźnie poirytowanego bezczynnością.

„Życie to nie jest dobre hasło.” – zaoponowała Miriel. – „Dla elfów życie nigdy nie jest poświęceniem.”

„To wymyślcie coś wreszcie!” – Borgil puścił szablę, przepchnął się koło mnie i wyjrzał ostrożnie na zewnątrz. – „Wiecznie tak nie będą stali.”

„Nadal uważam, że hasłem są Księgi Cierpienia.” – obstawała przy swoim Miriel.

„To kto mówi hasło?” – Durgol spojrzał na Borgila.

„Księgi cierpienia nie pasują.” – wtrąciłam się. – „Uważam, że osoba, która otwiera powinna sama zdecydować, które hasło.”

Znów zapadło milczenie. Czułam, podobnie chyba jak Borgil, że wzrasta we mnie irytacja. Tkwiliśmy tam jak zwierzę w potrzasku nie robiąc absolutnie nic żeby się z niego wydostać. Wreszcie nie wytrzymałam.

„Słuchajcie.” – odezwałam się. – „Nie mam pojęcia czy trafię ale uważam, że jeśli coś pójdzie nie tak macie większe szanse się stąd wydostać z Borgilem u boku niż ze mną. Powiedz mi Miriel jak w elfim brzmią Góry Delaryjskie, spróbuję. Jak mi się nie uda będziecie mieli jeszcze jedną szansę.”

Miriel skinęła tylko głową. Kilka razy powtórzyła mi nazwę, żebym miała pewność, że dobrze ją wymawiam, po czym wydałam zwierzętom rozkaz słuchania Miriel i położyłam dłoń na szabli. Kiedy przyłożyłam drugą do wyznaczonego miejsca poczułam jak magia wiąże moją dłoń z kamieniem drzwi. „Mynbruje miej mnie w swojej opiece” – pomyślałam a głośno powiedziałam wyuczone hasło.

Siła zaklęcia, które we mnie uderzyło, była porażająca. Zdezorientowana odsunęłam się od drzwi i opadłam na ziemię tuż przy skale.

„Nie zmarnujcie drugiej szansy.” – jęknęłam, po czym zanurzyłam się w ciemność.

Gdy Raven zemdlała Hator i Szafir rzuciły się wściekle na kamienne drzwi, kierując się zwierzęcą logiką. Niemal w tym samym czasie ogry przestały się gapić z rozdziawionymi gębami na zamrożony wodospad i wpadły na myśl, że można wejść bokiem, omijając taflę lodu, a także spróbować ją rozbić.

Borgil wykorzystał brak Raven i połączył się mentalnie z Hator. „Spokój” – wydał polecenie a kotka usłuchała zerkając na niego wciąż z furią w oczach. – „To nie wina drzwi. To ogry zraniły twoją panią.” Hator warknęła w kierunku wejścia. Z dwóch stron już wchodzili pierwsi napastnicy.

Durgol zablokował jedną stronę wodospadu a Borgil na wierzchowcu drugą. Miriel krzyknęła do Hator, żeby stała spokojnie ale kiedy Durgol, mimo pomocy magicznej Mistrzyni Żywiołów, przewrócił się pod kolejnym ciosem ogra, elfka, mamrocząc pod nosem „Raven mnie zabije” wydała kotce rozkaz „Broń Durgola”, sama zajęta pomocą Borgilowi. Krojen nie potrzebował więcej. Czarna furia kłów i pazurów w jednej chwili znalazła się przy gardle blokującego wejście ogra. Jedno mrugnięcie wystarczyło krojenowi żeby rozszarpać tętnice. Bluznęła krew a ogr ciężko zwalił się na ziemię tuż obok krasnoluda. Borgil dzielnie odpierał napastników z drugiej strony.

Głuche uderzenia i trzask pękającego lodu uświadomiły drużynie, że czas kończy im się dramatycznie szybko. Hator położyła trupem trzeciego ogra ale sama została przy tym mocno ranna. Strumienie wody runęły z góry uwolnione z okowów lodu a pięć zwalistych sylwetek już wkraczało do jaskini.

„Miriel zrób coś!” – wrzasnął Borgil jednocześnie zasłaniając elfkę, którą upatrzył sobie za cel jeden z ogrów.

Miriel podbiegła do drzwi, chwyciła szablę, przyłożyła dłoń i głośno powiedziała „Shosara” zaciskając powieki, gotowa na cios potężnego zaklęcia ochronnego.

W jaskini rozległ się zgrzyt. Ogromne kamienne drzwi ustąpiły, wsuwając się w ścianę i odsłaniając ciemne, zakurzone wnętrze klasztoru Głosicieli Mynbruje. Na ten widok ogry, w panice, zaczęły uciekać. Drużyna odetchnęła z ulgą. Dopiero po chwili Durgol opadł ciężko na ziemię zaś Miriel pochyliła się żeby ocucić Raven.

Kiedy świadomość wróciła jaskinię zaścielały trupy ogrów. Wokoło unosił się metaliczny zapach krwi. Poprawiłam się nieco i syknęłam z bólu.

„Co się stało?” – zapytałam nieco nieprzytomnie.

„Zemdlałaś. Wpadły ogry. Otworzyłam drzwi. Ogry uciekły. Dobrze się czujesz?” – jednym tchem wyrzuciła z siebie Miriel.

„Nienajlepiej…”

Hator podbiegła do mnie i radośnie polizała mnie po ręce. Dostrzegłam na jej futrze krew. Natychmiast oprzytomniałam.

„Hator! Ona jest ranna! Co się stało?” – rzuciłam się do oglądania ran i opatrywania mojej najdroższej przyjaciółki. Kotka, wyraźnie zachwycona, zerkała z uwielbieniem na Miriel.

„Broniła Durgola.” – wyjaśniła Miriel – „Nie miałam wyjścia.” – dodała szybko – „Bez niej wszyscy byśmy zginęli. Jest niesamowita.”

„Nie walczyłaby tak zażarcie gdyby jej ktoś nie powiedział, że to ogry zraniły jej panią.” – odezwał się Borgil z szerokim uśmiechem.

„Co?!” – krzyknęłyśmy obie z Miriel jednocześnie wpatrując się w orka.

„Nic, nic. Wchodzimy?” – wskazał głową wnętrze klasztoru.

Podniosłam się z ziemi i zajrzałam ostrożnie do środka. Przed nami był długi, szeroki korytarz z wnękami na strażnice. Ciemno, cicho, groźnie. Poczułam dreszcze na samą myśl, co może się kryć w ciemnościach przedpogromowego klasztoru. Przywołałam Hator i spojrzałam dzięki jej zmysłowi w przestrzeń astralną. Od razu uderzyła mnie ilość czerni. Przestrzeń była spaczona. Zdecydowanie działał tutaj Horror. Nagle dostrzegłam ruch. W przestrzeni zamajaczył dziwny, lewitujący nad ziemią wzorzec. Zamarł wpatrując się we mnie. Hator warknęła i spróbowała się cofnąć. Przyjrzałam się duchowi, przypominał mnicha i wydawał się nie mieć wrogich zamiarów. Skłoniłam lekko głowę mówiąc „witaj”. Postać odpłynęła w głąb klasztoru.

Dzień chylił się już ku końcowi a mokre ubrania na ranach zaczęły nam przeszkadzać. Zdecydowaliśmy się odpocząć zanim wejdziemy do klasztoru. Borgil wyciągnął szablę i drzwi zamknęły się. Rozłożyliśmy obóz na miękkiej trawie niedaleko jeziorka i rozpaliliśmy niewielkie ognisko. Wysłałam Noir na skały prosząc, żeby sygnalizował nam każde niebezpieczeństwo. Miriel zagłębiła się w lekturze ksiąg zaś Borgil z Durgolem zaczęli ponownie badać szablę. Wyciągnęłam się na posłaniu. Rany, chociaż niewidoczne, bardzo mi przeszkadzały. Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł wchodzić tam w takim stanie. Może i jestem Adeptem ale moje ciało ma jednak swoje granice. Obawiałam się, że jeśli w środku czeka nas walka to będzie ona dla mnie zbyt trudna. Leżałam w milczeniu gładząc miękkie futerko Hator, pogrążona w myślach.

„To ciekawe.” – odezwał się Durgol. – „Szabla ma wątki. Moim zdaniem jej magia jest skierowana przeciwko Horrorom, konstruktom i ożywieńcom.”

„Dostrój się.” – mruknęłam bez większego zainteresowania. – „Może się przydać tam w środku.”

„Znalazłam coś w księgach.” – wtrąciła się Miriel. – „Te istoty, które widziałaś we wnętrzu, są niematerialne ale mogą oddziaływać na rzeczywistość.”

„Czyli mogą nas zranić jeśli są wrogo nastawione.” – podsumowałam.

„Może nie są.” – optymistycznie stwierdził Durgol. – „To pewnie strażnicy, jak zobaczą, że nie chcemy nic złego to nas zostawią w spokoju.”

„Oby. Kładźmy się spać.”

Drużyna nie oponowała. Trzeba było odpocząć przed wejściem w paszczę Horrora. Zasnęłam błyskawicznie sycąc się kojącym ciepłem Hator.

Późno w nocy poczułam delikatne dziobnięcie w ramię. Przed moją twarzą stał wyraźnie zdenerwowany Noir.

„Co się stało.” – zapytałam cicho.

Kruk machnął głową gdzieś w kierunku skał.

„Ogry?” – dopytałam ale pokręcił przecząco głową.

„Cień.” – poinformował mnie mój skrzydlaty przyjaciel.

Zadrżałam. Bezwiednie dotknęłam Hator i spojrzałam w przestrzeń. Był między skałami. Czarny jak węgiel, śmiertelnie groźny. Obserwował.

„Mówiłeś Borgilowi?” – spytałam Noir.

Kruk spojrzał na mnie z takim politowaniem w oczach, że miałam ochotę parsknąć śmiechem. Podniosłam się szybko, zawołałam Borgila i obudziłam resztę.

„Czym jest cień?” – spytała Miriel rozglądając się trwożnie na boki. W ciemności nocy był niemożliwy do zauważenia.

„To konstrukt Horrora. Śmiertelnie niebezpieczny. Mój nauczyciel opowiadał mi kiedyś o nich. Poruszają się poprzez cienie, potrafią zabić najdzielniejszego Adepta w kilka chwil. Słyszałam też opowieści, że są manifestacją koszmarów nocnych.”

„Odszedł.” – zakrakał już głośno Noir.

„Gdzie?” – spojrzałam na kruka. Wskazał kierunek odwrotny do tego, z którego przyszliśmy.

„Tam gdzieś jest ta wioska, przed którą ostrzegały nas ogry.” – odezwała się Miriel.

„No nic!” – Borgil dorzucił do ognia. – „Poszedł więc idźcie spać a rano właźmy do tego klasztoru. Trzeba to załatwić zanim wróci z kumplami.”

Nie sposób było się nie zgodzić z orkiem.

Bez przygód dotrwaliśmy do rana a kiedy słońce stało już wysoko ponownie otworzyliśmy drzwi do klasztoru. Niestety zwierzęta zdecydowanie nie chciały wejść do środka. Jedynie Noir zachował spokój. Borgil próbował zmusić swojego wierzchowca do wejścia ale powstrzymałam go.

„Nawet jeśli teraz mu karzesz to jak w środku coś go spłoszy ucieknie na oślep i jeszcze zrobi sobie krzywdę. Lepiej żeby zostały tutaj pod pieczą Noir.”

Ork, niechętnie, przyznał mi rację. Zabrał swoje rzeczy z wierzchowca a ja poprosiłam Noir żeby pilnował zwierząt i natychmiast dał mi znać jeśli coś im będzie zagrażało. Kruk usiadł na skale a my wkroczyliśmy pewnie w ciemność klasztoru.

Reklamy

Zakochaj się w Barsawii – potęga Throalu

zakochaj-się-w-Barsawii

Zdjęcie z moich prywatnych zbiorów. Portugalia.

Chcesz poznać Barsawię powiadasz? Pytasz, co zachwyca w tej niezwykłej krainie? Czemu jest tak ciekawa i pełna tajemnic? Dobrze trafiłeś. O Barsawii wiem niemal wszystko. No, przynajmniej o tej bardziej cywilizowanej części, jeśli wiesz co mam na myśli… Ale Wielki Targ znasz, tak? Nie? Jak to możliwe? Wszak jesteśmy w najsłynniejszej karczmie w całych górach Throalskich! Nie znajdziesz drugiej takiej jak „Odważny Wojownik” w całej Barsawii! To skąd Ty się wyrwałeś? Z kaeru? Albo nie, nie mów, nie chcę teraz wiedzieć. Wszak mam snuć opowieść a słuchanie Twojej, na pewno niezbyt fascynującej, historii tylko by mnie rozpraszało. Uznam, że dopiero się narodziłeś i opowiem wszystko po kolei. Tylko zamów więcej miodu – to będzie długa opowieść…

Skoro jesteś nietutejszy to muszę Cię ostrzec. Jakkolwiek Wielki Targ mógł Ci się wydawać kolorowym, gwarnym i przyjaznym miejscem za dnia, to po nocy lepiej się nie włóczyć po ulicach. Wiem co mówię i radzę posłuchać dobrej rady. Jak chcesz coś kupić, albo sprzedać, to idź do Hithorna. Co prawda to wietrzniak ale ma głowę na karku i umie robić interesy. Kupi wszystko co magiczne i jeszcze papiery na to załatwi. Tutaj na wszystko musisz mieć papier. Nie dajcie Pasje, żebyś kupił coś bez świstka bo Cię z miejsca o szmuglerkę posądzą. A nie wiem co gorsze, wpaść w łapy orkowych pomagierów Clystone’a czy podpaść Szybkiemu Cieniowi. Ten drugi, podobno, jest śmiertelnie groźny dla swoich wrogów. Chociaż słyszałem, nie dalej jak wczoraj, w „Żonglującej Cieniopłaszczce”, to podobna do „Wojownika” karczma, całkiem niedaleko stąd, że zaginął czyjś dzieciak i, podobno, trafił na nielegalną arenę walk, zorganizowaną przez pomagiera Szybkiego Cienia. Plotki głoszą, że ów pomagier jest szalony. Może nawet służy Horrorowi… Szkoda dzieciaka. Pewnie żyw stamtąd nie wyjdzie. Zastanawiam się, czy Szybki Cień wie o tym całym podziemiu.

Ale nie o tym miałem mówić. Wielki Targ jest dużo przyjemniejszym miejscem, przynajmniej moim zdaniem, niż Królewski Bazar. Co prawda nie ma w nim ładu ni składu ale ma to swój urok. Nie znajdziesz tutaj numerów, czy dokładnych nazw ulic, nawet Królewski Trakt nazywają zwyczajnie Drogą. No i te budynki… Każdy inny. Jakby jakiś szalony artysta robił eksperyment i średnio mu to wyszło. Moja t’skrandzka dusza bardzo cierpi patrząc na te niektóre koszmarki. Nie wiem, czy wiesz, ale my t’skrangi jesteśmy znane z artystycznego smaku i wyczucia stylu. Nie znajdziesz wspanialszego artysty niż t’skrang. Nasze rzeźby, kosze, obrazy, naszyjniki, nawet nasze sztućce zachwycą każdego Dawcę Imion. No może poza elfami ale one są tak pyszne i zarozumiałe, że nie dostrzegłyby piękna nawet gdyby go nim walnąć w te nadęte główki. Oczywiście same twierdzą, że tylko ich sztuka godna jest być nazywana sztuką, ale jeśli mam być szczery to mnie nie zachwyca. Zimna i bezosobowa. Zapewne wynika to z ich tragicznej historii. Ale o tym później.

Wróćmy do Królestwa Throalu. Jak już znudzi Cię gwar Wielkiego Targu i zapragniesz nieco innych doświadczeń wybierz się na wycieczkę do Wewnętrznego Królestwa. Może udało Ci się dostrzec bramy Throalu kiedy tu przybywałeś? Nie? To gwarantuję Ci, że Cię zachwycą. Trzy potężne łuki trzymają dwie pary dwuskrzydłowych drzwi. To zapierająca dech w piersiach konstrukcja stworzona przez najwspanialszych magów, inżynierów i kowali. Bramę wykonano z umagicznionego kamienia, samo drewno zostało wzmocnione esencją ziemi i drewna, zaś ramy żelazem i orichalkiem. Oczywiście pozostają one otwarte od dnia zakończenia Pogromu, czyli od 1420 roku kalendarza throalskiego. Nawet podczas późniejszych wojen brama pozostała otwarta. I pozostanie. Chyba, że znów nadejdzie Pogrom, ale miejmy nadzieję, że to się nie wydarzy. Zresztą bramę można otworzyć i zamknąć za pomocą zaklęć, które znają tylko najbardziej zaufani magowie królestwa. Albo z pomocą stada najpotężniejszych zwierząt. Chociaż nie wiem, czy ten drugi sposób jest wygodny. Na bramie zastaniesz trzydziestu sześciu strażników. Ale nie obawiaj się. Ich jedyną rolą jest uprzejmie pytać podróżnych dokąd zdążają i na jak długo oraz dobrze wyglądać, żeby ewentualni wrogowie wiedzieli, że z Throalem lepiej nie zadzierać. A tych nam, jak zapewne wiesz, nie brakuje.

No nie patrz na mnie z takim powątpiewaniem. Wszak chyba wiesz, że Thera ostrzy sobie zęby na prowincję już od jej otwarcia? Tylko patrzeć jak Kanidris straci cierpliwość i rozpęta się tutaj całkiem spora burza. Co prawda nasz młody król, Neden, dostał niezłego łupnia nad polami Prajjora. Żeby tak narazić flotę! Doprawdy. Widać, że w gorącej wodzie kąpany. Z drugiej strony nie ma co się dziwić. Najpierw porwał go ten szalony mag, na zlecenie Theran oczywiście, i poddawał jakimś okrutnym eksperymentom, ponoć nawet Horrorowi go ofiarował i gdyby nie jeden z wielkich smoków to już by było po królu. Później otruli mu ojca a w końcu Triumph, therański Behemoth, wylądował w samym sercu Barsawii, na wzgórzu Ayodhya. Nie dość, że to święte miejsce dla wszystkich mieszkańców, gdyż rozpoczyna szlak pielgrzymki do Domu Syrtis to jeszcze zablokowali tą twierdzą Żywogłaz i wielu obsydian oszalało. To się król uniósł i w gniewie rzucił wojska na Triumfa. A że poniósł ogromne straty to było do przewidzenia. Chociaż uszkodził Behemotha, więc trzeba mu przyznać, że jakiś sukces odniósł. Tyle, że teraz twierdza nie odleci, bo nie może, a pokonać jej nie sposób, więc mamy pewien impas.

O czym to ja mówiłem? A! Tak. Zagrożenia.

No a Ioposi? Przecież całkiem niedawno opanowali, i to po cichu, całe Jerris. Plotki głoszą, że chcą się stać trzecią siłą polityczną i kiedyś zdeklasować Throal. Na co mają, moim zdaniem, całkiem spore szanse, zważywszy na fakt, że rodzinka Denairastas nie ustępuje Theranom pod względem potęgi magicznej. W dodatku trzyma swoich poddanych za mordy, że się tak kolokwialnie wyrażę. „Uhl jest naszym panem. Uhl jest naszym światłem. Uhl jest naszym wszystkim.” czy jakoś tak brzmiały te brednie. Trzeba to deklamować na bramie zanim Cię wpuszczą do miasta, dasz wiarę? Dopóki mnie to nie spotkało byłem przekonany, że to elfy mają największe ego w Barsawii. A spróbuj powiedzieć cokolwiek niemiłego na rodzinę rządzącą… Natychmiast znikniesz w niewyjaśnionych okolicznościach. Muszę jednak przyznać, że zbudowali sobie całkiem przyjemne gniazdko. Czyściutko tam, wszyscy uśmiechnięci, życzliwi, mili. Żadnego żebraka czy choćby śmiecia na ulicy. Wysoki połysk, mówię Ci. Tylko wolność osobista taka nieco therańska. Chociaż oficjalnie klan Denairastasów jest zaprzysięgłym wrogiem tak Throalu jak i Thery to ja tam bez trudu dostrzegam wpływy kultury Imperium.

Tylko nie wiem co oni widzą w Jerris. To chyba najgorsze miasto jakie widziałem. Nawet Kratas ma więcej życia i koloru. Może to bliskość Zatrutego Lasu a może wpływ niedalekich pustkowi? Nie wiadomo co sprawiło, że miasto jest takie szare i ponure. Wszędzie pełno pyłu a Dawcy Imion chodzą jak w transie. Jeśli Cię tam kiedyś nogi poniosą lepiej miej dobre towarzystwo. Wierz mi, że choćby Cię ćwiartowano pośrodku ulicy nikt nie zwróci na to uwagi. A nawet jeśli zwróci to zanim zbierze się, żeby cokolwiek zrobić to już będzie po Tobie. Odniosłem wrażenie jakby mieszkańcy pozamieniali się duszami z obsydianinami – są powolni i mają strasznie długie procesy myślowe.

Ale, ale, ja tu o odległych miejscach a wrogów króla aż tak daleko szukać nie trzeba. Wystarczy na doradzców popatrzeć. Selenda Uerawen. Głowa największego domu kupieckiego w Throalu i jedna z wieloletnich doradczyń króla. Głośno i przy każdej okazji deklaruje swoje zamiłowanie do Imperium. Uważa, że Neden powinien przyjąć Therańczyków z otwartymi ramionami. Król trzyma ją przy sobie chyba tylko ze względu na starą dobrą zasadę, która mówi, żeby trzymać przyjaciół blisko a wrogów jeszcze bliżej. Oby mu się to kiedyś czkawką nie odbiło. Selenda to sprytna krasnoludka. Ma głowę na karku. Jeśli miałbym powiedzieć coś od siebie na jej temat to rzekłbym, że ta kobieta coś niecnego kombinuje. Doszły mnie słuchy, że szuka Adeptów do eskorty karawany. Zważywszy na fakt, że Selenda nigdy nie ochraniała swoich karawan Adeptami, jest to wielce podejrzane. Zwłaszcza, że w półświatku rozeszła się plotka, że ze sklepu Hithorna zniknął niezwykle cenny artefakt, który, ponoć, jest całkiem potężną bronią.

Jesteśmy, obaj, tylko pyłem w wielkiej politycznej grze, więc nikt nie będzie robił Ci trudności w czasie wycieczki po królestwie. Królewski Bazar na pewno Cię zainteresuje. Jest kolorowy, zresztą jak cały Throal, krasnoludy kochają się w jaskrawych, nie pasujących do siebie kolorach, rozświetlony i dziwnie gwarny. Czemu dziwnie? To ogromna jaskinia, wyłożona kryształami i mozaikami, dźwięk w niej się potęguje i zwielokrotnia. Dlatego panuje tam dużo większy hałas niż na zewnątrz. Ale nie martw się, szybko przywykniesz. Bazar jest niezwykle uporządkowany. Każdy rodzaj towarów ma swój określony obszar handlowy. I tak, żeby kupić jedzenie wystarczy udać się w lewą stronę i dojść do krańca bazaru zaś żeby kupić zwierzęta trzeba iść kilkanaście metrów prosto od wejścia do serca bazaru, co, moim skromnym zdaniem, jest nieporozumieniem, bo jak można urządzić rzeźnię w centrum bazaru? Ta wszechobecna krew! Ten smród! Okropieństwo. A przed tym, uroczym inaczej, miejscem ustawiono stragany z perfumami! Dasz wiarę? Jakby to mogło złagodzić smród zwierząt. Doprawdy ciężko zrozumieć czasem krasnoludzką logikę.

O ile piękno tego miejsca może Cię zachwycić, o tyle niech Cię nie zdziwią slumsy, zwane przez miejscowych dahnat, które zobaczysz tuż obok. Krasnoludy, budując swoje królestwo, umyśliły sobie, że im dalej od drzwi tym bezpieczniej. Dlatego przy samym bazarze znajdziesz najbiedniejsze domy, zaś żeby dostać się do komnat królewskich trzeba przewędrować niemal cały Throal. Ciekawostką jest to, że domy często zmieniają właścicieli. Jeżeli naprawdę chcesz pracować bardzo szybko awansujesz w hierarchii i przenosisz się dalej, zaś na Twoje miejsce wchodzą przybysze szukający szczęścia w stolicy. To bardzo ciekawy system i dobrze się sprawdza. Na tyle dobrze, że król Valurus podjął decyzję o zbudowaniu kolejnych miast w głębi królestwa, żeby pomieścić wszystkich napływających przybyszów. Nie wyobrażam sobie jak to królestwo będzie funkcjonowało po oddaniu tych nowych dzielnic. Już teraz odległości podają Ci tam w godzinach drogi i trzeba bez końca przemierzać rozległe korytarze i kilometry schodów żeby się gdzieś dostać. Darem Pasji, tak mi się wydaje, jest niezwykła woda. Na półpiętrach meandrów klatek schodowych zbudowano liczne fontanny, których woda w niezwykły sposób koi ciało. Tylko dzięki niej można jakoś przeżyć te wspinaczki.

Nie zapomnij odwiedzić Wielkiej Biblioteki. Znajdziesz tam ogrom informacji na każdy temat. Królestwo bardzo przywiązuje wagę do wiedzy. Do tego stopnia, że każdy, kto ma coś do napisania, zostanie przyjęty z otwartymi ramionami a jego dzieło, nawet wątpliwej jakości, przyjęte do zbiorów biblioteki. W każde Święto Ziemi skrybowie przyjmują od Adeptów ich dzienniki i zapiski z podróży nagradzając ich nawet całkiem sporymi kwotami pieniędzy. To cenne źródło wiedzy. Wiadomo, że Adept wlezie wszędzie, wszystko chce zobaczyć i wszystkiego doświadczyć. Jeżeli przeżyje i zechce opisać swoje doświadczenia tym lepiej dla tej rozsądniejszej części populacji.

Widzę, że dobry alkohol wyraźnie Ci przypadł do gustu, a i podjeść sobie lubisz, z tego, co obserwuję, więc zainteresuje Cię, zapewne, przekrój karczm w królestwie. A jest tego sporo, do wyboru do koloru. W „Błękitnym Słońcu” spotkasz ambasadorów miast, w „Kryształowej Tarczy” trafisz na Zbrojmistrzów i kowali zaś w „Platynowym Karaluchu” zbierają się miłośnicy insektów. Koniecznie odwiedź „Smaczną Tundrę”, prowadzi ją ork, Dwalis, który jest chyba największym plotkarzem w całym królestwie. Oczywiście nie próbuj mu zdradzać swoich sekretów, chociaż do najrozmowniejszych istot to Ty nie należysz, więc bym się o to nie kłopotał, ale jeśli chcesz poznać okoliczne plotki bez trudu wyciągniesz je od gospodarza tego zacnego przybytku. Przy okazji moja rada – nie zamawiaj tam potraw warzywnych, są obrzydliwe! Natomiast jeśli chodzi o mięso „Smaczna Tundra” nie ma sobie równych. Za to od „Płatka Nektaru” trzymaj się z daleka. To wietrzniacka karczma, która teraz stała się ostoją szaleńców. Ponoć co noc odbywają się tam wyścigi wietrzniaków na zoakach. Słyszałem jak kupcy i okoliczni mieszkańcy skarżyli się na hałas i tłok, no i na zablokowany całkowicie korytarz. Ponoć straż już interweniowała ale pojawiły się pogłoski, że ci ścigający się kawalerzyści są członkami legendarnego kultu Vestriala, który zwie się Wściekli Prześmiewcy. Uważają, że wprowadzenie dziwnego, szalonego zachowania do zdrowego i stabilnego Throalu uczyni ich magię silniejszą. Dla mnie to brzmi jak brednie szaleńca, ale straż ma niezły problem z tymi kawalerzystami. Pewnie będą musieli wynająć Adeptów żeby zrobili z tym porządek, wszak nikt lepiej od Adepta nie uspokoi szalonego kultysty. Pominąwszy już fakt, że nikt nie jest na tyle nierozważny żeby próbować.

Throal to nie tylko Królewski Bazar czy Wielka Biblioteka. To także siedem wspaniałych miast. Wspomniałem Ci już, że król Valurus III nakazał budowę dwóch dodatkowych. Te siedem, które funkcjonuje w tej chwili to Bethabal, Hustane, Oshane, Tirtaga, Valvria, Wishon i Yistane. Każde z nich ma swojego nadzorcę, swoją wewnętrzną politykę czy zwyczaje. Gdyby w Throalu wybuchła jakaś wojna czy rozpętały się zamieszki wcale nie jest pewne, że miasta stanęłyby po tej samej stronie. Prędzej bym się spodziewał zażartej walki o wpływy. Szczęściem na razie panuje w nich spokój i oby tak zostało.

Ale Throal to nie tylko miasta i karczmy. Góry Throalskie są pełne drogocennych minerałów i kruszców. Znajdziesz pod górami srebro, złoto, miedź a nawet orichalk. Kopalnie, znajdujące się na rubieżach wewnętrznego królestwa, stanowią całą siłę napędową miasta. Oczywiście nie można ich zwiedzać, ale gdybyś chciał się zatrudnić do pracy to na pewno znajdzie się tam dla Ciebie miejsce. Chociaż ostatnio w kopalniach źle się dzieje. Ciągle jakieś zawały, osunięcia. Nie ma dnia żeby ktoś nie został ciężko ranny albo nie zginął. Niektórzy mówią, że nocą dochodzą stamtąd potępieńcze jęki ale jakoś nikt się nie kwapi żeby to zbadać.

Reszta Barsawii? Inne miasta, pytasz? Oczywiście, że mogę Ci opowiedzieć dużo więcej o tej pięknej i niebezpiecznej krainie. Zamówmy jeszcze solidną porcję napitku i przygotuj się na wycieczkę po prowincji.

Cisza przed burzą ;)

Na pewno zauważyliście, że blog przycichł. To nie dlatego, że się rozleniwiłam 😉 a dlatego, że tematy się mnożą a czas jakoś nie chce się rozciągnąć 😉

Całkiem niedawno dostałam ciekawą propozycję. Podsunięto mi pomysł, żeby napisać opowieść o świecie Earthdawna. Jako, że pojawił się The Age of Legend, o którym już pisałam, powstała myśl by napisać coś, co pokaże nie znającym ED osobom, dlaczego Ci, którzy tak bardzo kochają ten system, są zakochani w świecie, który dali nam twórcy tej fantastycznej gry. Przyznam, że sama, dawno temu, myślałam nad cyklem artykułów o Barsawii ale zaginęły one w masie innych projektów. W końcu się jednak udało 🙂

Zapraszam Was do cyklu „Zakochaj się w Barsawii” 🙂

Już jutro na blogu pojawi się pierwsza część klimatycznej opowieści, która zabierze Was na wycieczkę do krasnoludzkiego królestwa Throalu – kolebki barsawiańskiej cywilizacji (przynajmniej według krasnoludów – elfy na pewno są innego zdania…).

Powoli w cyklu będą ukazywać się opowieści o barsawiańskich miastach, kaerach, dżunglach i legendach. Nie ominę także Impeium Therańskiego, którego historia jest bardzo ściśle związana z Barsawią.

Wszystkie nazwy własne, użyte w tekstach, są prawdziwe i pochodzą ze świata ED. Żeby stworzyć ten cykl przegrzebuję się na nowo przez podręczniki systemowe. Karczmy czy osoby, które będą wspomniane w tekście są w nich właśnie opisane.

Oczywiście, to już staje się tradycją, znajdziecie w tekstach pomysły na przygody.

Mam nadzieję, że cykl sprawi, że, tak jak ja, zakochacie się w Barsawii 😉

Miłej lektury 🙂