16 Prastara wiedza

Powietrze pachniało wilgocią jaskini, nie stęchlizną kaeru. Mimo kurzu na podłodze chłód klasztoru był przyjemny. Ostrożnie zanurzyliśmy się w główny, szeroki korytarz. Tuż za wejściem, po prawej stronie, dostrzegliśmy schody prowadzące w górę, zaś po lewej resztki drzwi do pomieszczenia. Postanowiliśmy zbadać najpierw dół, więc Miriel i Durgol weszli do komnaty. Bez trudu domyślili się przeznaczenia pomieszczenia identyfikując je jako strażnicę. Po podłodze walała się stara broń ale nie dostrzegli żadnego szkieletu. Kawałek dalej, po prawej stronie, powstrzymały nas drzwi. Solidne, metalowe, porządnie okute i szczelnie zamknięte. Nieco osiadły na zawiasach, więc doszliśmy do wniosku, że nie dadzą się łatwo otworzyć. Durgol obejrzał je dokładnie. Ustalili z Borgilem, że jeśli użyją dźwigni a później mocno szarpną drzwi powinny ustąpić. Oczywiście chcieli to zrobić od razu. Dobrze, że Miriel udało się ich powstrzymać, inaczej cokolwiek siedzi w klasztorze natychmiast by się dowiedziało o naszej obecności.

Zostawiliśmy więc drzwi i poszliśmy dalej. Po chwili zauważyłam, że Borgil cofnął się i zmierza w kierunku schodów.

– Borgil. Gdzie idziesz? – zawołałam.

– Na górę.

– Nie sprawdziliśmy dołu, wracaj.

– Sprawdźmy górę a dół później. – rzucił ork wchodząc na schody.

Westchnęłam tylko. Miriel z Durgolem już weszli do kolejnego pomieszczenia, znajdującego się po lewej stronie. Stałam przez chwilę zdezorientowana patrząc to przed siebie, to za siebie. W końcu usłyszałam kroki i zobaczyłam Borgila wynurzającego się z ciemności klatki schodowej.

– Już wróciłeś? Szybko.

– Ano… – ork rozejrzał się ruszając za resztą drużyny. – Bo tam stoi ten cudak co to go na dole widziałaś i nie chce puścić.

– Gdzie stoi?

– Na schodach.

Borgil zniknął w pomieszczeniu, więc stanęłam w drzwiach obserwując otoczenie. Pokój okazał się być sypialnią. Oprócz łóżek i porozrzucanej broni Miriel dostrzegła kajdany, wzmocnione esencją ziemi oraz kupkę czegoś brązowo-szarego, wyglądającego jak szczątki niewielkiego zwierzęcia. Śmierdziało zgnilizną. Obejrzałam resztki. Na moje oko to coś zginęło nie dalej jak trzy dni temu, co nieco mnie zaniepokoiło, bo skąd coś żywego wzięło się w zamkniętym od wieków klasztorze?

Nie miałam czasu zastanowić się nad tym dłużej bo drużyna już ruszyła dalej.

Kolejne dwa pomieszczenia, jedno po prawej, drugie po lewej stronie, okazały się być starymi magazynami, w których niczego ciekawego nie znaleźliśmy. Także szczątków ciał, co powoli stawało się niepokojące. Po opuszczeniu ostatniego pomieszczenia Miriel nagle zamarła i kazała nam być cicho. Z końca korytarza dobiegał cichy szum przypominający rozmowę. Cichutko ruszyłam w tamtą stronę. Przed sobą dostrzegłam ogromne drzwi, zajmujące całą szerokość korytarza. Były otwarte a zza nich dobiegał szum. Zajrzałam ostrożnie do środka i zamarłam. Przede mną stał długi stół obstawiony krzesłami i zastawiony widmowym jedzeniem. Wokoło siedzieli mnisi żywo ze sobą dyskutując. Dreszcz przebiegł mi po plecach ale udało mi się opanować. Dostrzegłam na nadgarstkach trzech z nich kajdany. To potwierdziło moje przypuszczenia, że „zesłanie” mogło oznaczać „niewolę”.

– Raven… Raven! – usłyszałam za plecami. – Co tam jest.

Wycofałam się ostrożnie wciąż patrząc w kierunku refektarza.

– Co jest w środku? – zapytał zniecierpliwiony Borgil.

– Mnisi. – wydukałam. – Duchy. Cała masa.

Miriel ruszyła w kierunku komnaty. Stanęła w wejściu i nagle dostrzegłam jak upada. W ostatniej chwili złapałam ją, zanim gruchnęła o ziemię, i odciągnęłam pod ścianę.

– Miriel! Miriel! – poklepałam ją delikatnie po twarzy

– Ale to są duchy duchy czy takie inne duchy. – zapytał ork?

– Sprecyzuj co rozumiesz przez „inne duchy”. – spojrzałam na niego nieco zdezorientowana. – Albo nie. Nie ważne. To są duchy duchy.

– Idę tam. – oznajmił Borgil.

– To na pewno zasadzka. – stwierdził Durgol ruszając za orkiem.

Wraz z Durgolem zajrzeli do refektarza. Przygotowałam się żeby łapać tego, który padnie, tak na wszelki wypadek, na szczęście nic takiego się nie stało. Wreszcie Miriel otworzyła oczy.

– Dobrze się czujesz? – przyjrzałam jej się uważnie.

– Tak. Chyba tak. Ale tam – wskazała głową drzwi – nie wchodzę.

Skinęłam głową.

– Sprawdzimy pomieszczenie.

Dołączyłam do Borgila i Durgola w momencie kiedy duchy wskazywały w naszym kierunku. Odezwałam się do nich ale gwałtownie się rozpierzchły wnikając w ściany. Dopiero teraz przyjrzeliśmy się komnacie. Pachniało w niej igliwiem. Ponad naszymi głowami rozciągał się sufit pokryty przepięknymi drewnianymi kasetonami, przedstawiającymi Mynbruje. Wszystko zachowało się w idealnym stanie. Po lewej stronie dostrzegliśmy solidne, metalowe drzwi, zamknięte. Durgol wyczuł za nimi dużą ilość esencji wody. Doszliśmy do wniosku, że to pewnie zbiornik na wodę, podobny do tych w kaerach. Zostawiliśmy go w spokoju. Zdecydowanie brakuje nam w drużynie Złodzieja. Z prawej strony refektarza odkryliśmy jeszcze kuchnię i spiżarnię.

– Chodźmy na górę. – odezwałam się do towarzyszy.

– Tam stoi zjawa. – przypomniał Borgil.

– Pójdę przodem. Może się z nią dogadamy.

Przy zamkniętych drzwiach Durgol z Borgilem znów zaczęli debatować nad sposobem ich otworzenia. Wyperswadowaliśmy im to po raz kolejny ostrzegając, że rozwścieczą duchy, i wreszcie mogliśmy pójść na piętro. Doszliśmy do połowy krętej klatki schodowej gdy ujrzałam go przed sobą. Zakapturzona postać, z kosturem w dłoni, błyszcząca. Zrobiłam jeszcze dwa kroki. Postać poruszyła się i wyciągnęła kostur w moją stronę zagradzając mi drogę. Uniosłam ręce w geście poddania. Chciałam powiedzieć, że nie mamy złych zamiarów ale nagle ze ściany wysunęła się kolejna zjawa. Jeden z mnichów z refektarza. Zaczął coś mówić do strażnika wskazując na nas. Zakapturzona postać opuściła kostur i obie zjawy wniknęły w ścianę.

Nie niepokojeni weszliśmy na drugie piętro. Dostępu do korytarza broniła kiedyś solidna, metalowa krata, teraz otwarta. Na długi, prosty, korytarz wychodziło sześć par drzwi, położonych dokładnie naprzeciwko siebie. Pierwsza para prowadziła do strażnic, gdzie leżało sporo starej broni. Między resztkami Miriel znalazła niezwykły nóż. Wyglądał jak myśliwski ale był lekko zakrzywiony. Rękojeść zrobiono z kości, idealnie pasowała do uchwytu dłoni zaś stal wzmocniono esencją żywiołu ziemi. Durgol oznajmił, że broń jest przekuta a metal, z którego ją zrobiono, twardszy niż stal miecza.

Kolejne pomieszczenia okazały się celami mieszkalnymi. Dopiero tutaj, na łóżkach, znaleźliśmy szkielety mieszkańców. Jeden z nich miał kciuk wciśnięty w oko. Dokładnie tak, jak opisano zwłoki Elianara Messiasa. Zapewne zabił ich Horror.

Na końcu korytarza znaleźliśmy kolejną dużą salę. Pośrodku stał ogromny posąg symbolizujący Mynbruje, wokoło dostrzegliśmy cztery pulpity zaś całe ściany pokrywały regały wypełnione księgami. Ponad nimi widniały malowidła przedstawiające wszystkie dwanaście Pasji. W pomieszczeniu czuć było magiczną aurę błogosławieństwa Pasji.

– Przejrzenie tego zajmie nam wieki. – jęknęła Miriel z zachwytem patrząc na księgi.

– Mamy czas. – rozsiadłam się wygodnie na podłodze, wyjęłam pergamin i węgiel i zaczęłam szkicować pomnik.

– Uwaga towarzystwo. – wyrwał mnie z zamyślenia głos Borgila.

– Mówiłem, że to zasadzka. – wtrącił krasnolud.

Rozejrzeliśmy się. W najdalszym kącie pomieszczenia zobaczyłam stłoczone duchy z refektarza. Przyglądały nam się ciekawie. Miriel znów zemdlała. Jeden z duchów powoli nadpłynął nad nią. Zobaczyłam jak elfka otwiera oczy a jej twarz robi się blada. Duch szybko się odsunął i dołączył do towarzyszy.

– Już dobrze? – spytałam.

– Tak. Chyba tak. Nie lubię duchów. – Miriel usiadła.

– Myślę, że możesz spokojnie przeglądać księgi. Nie są wrogo nastawieni.

Wróciłam do rysowania a moi towarzysze do ksiąg. Obecność poczułam dopiero po chwili. Zorientowałam się, że jedna ze zjaw zbliżyła się do mnie i próbuje się przyjrzeć co robię. Odsunęłam pergamin i przekręciłam w stronę ducha. Spojrzałam na niego. Przysunął się bliżej. Z jego miny wyczytałam, że nie jest zachwycony szkicem.  Przez chwilę wyglądał jakby walczył sam ze sobą aż wreszcie wskazał palcem na jeden z elementów szkicu, po czym wskazał na pomnik. Musiałam zrobić skruszoną minę bo podsunął się bliżej i znów wskazał odpowiedni element. Poprawiłam rysunek i spojrzałam pytająco na ducha. Skinął głową. Tak oto zyskałam niematerialnego nauczyciela, który po setkach lat nudzenia się w niebycie wreszcie mógł poczuć się jak żywy Dawca Imion i choć na moment wrócić do pasji uczenia.

Mijały kolejne minuty. Pod okiem zjawy przenosiłam na pergamin wszystko, co wydawało mi się ważne zaś moi towarzysze przeglądali księgi. Duchy nieco się oswoiły, cały czas przyglądając się co robimy oraz rozmawiając między sobą. Obserwując ich doszłam do wniosku, że wyczuwają nasze emocje. W pewnej chwili wpadłam na pomysł. Wzięłam czysty pergamin i napisałam po krasnoludzku:

– Czy rozumiesz co piszę?

Duch popatrzył na pismo i oddalił się do grupy. Po chwili wysunął się z niej inny, za życia będący krasnoludem, podleciał do mnie, przeczytał zdanie i wodząc palcem po pergaminie odparł:

– Tak.

Ucieszyłam się. Wreszcie mogliśmy się porozumieć. Co prawda rozumienie znaków pisanych przez półprzezroczysty palec niemalże w powietrzu było strasznie trudne, ale lepsze to niż milczenie. Za pomocą niezwykle skomplikowanej „rozmowy” udało mi się przekonać duchy, że nie jesteśmy wrogo nastawieni. Powiedziałam, że do klasztoru zbliża się wielkie zło, i że chcemy ocalić wiedzę, która jest tutaj zgromadzona. Duchy naradzały się przez chwilę.

– Wiemy, że jesteście dobrzy ale czy dość mądrzy? – napisał po powrocie.

– Przekonajmy się. – odpisałam.

Duchy błyskawicznie zniknęły.

– Coś ty im powiedziała? – zapytał Borgil.

– Nic. Sprawdzają czy jesteśmy mądrzy.

– Cudnie. – mruknął ork. – Co teraz?

– Nie wiem. Trzeba obejrzeć to pomieszczenie. Może na coś wpadniemy.

– Pokombinujmy z tymi pulpitami. – rzucił Durgol.

– Pamiętacie tamte podziemia, w których szukaliśmy księgi? – spytała nagle Miriel. – Może te pulpity tutaj też się obracają.

Podeszła do jednego z pulpitów, chwyciła go za krawędzie i popchnęła. Pulpit drgnął i obrócił się. Usłyszeliśmy skrzypienie gdzieś za regałami. Borgil z pochodnią podszedł w miejsce, skąd wydobył się dźwięk, pomachał pochodnią przy ziemi. Podmuch powietrza poruszył płomieniem. Durgol z Borgilem chwycili regał z księgami i po chwili staliśmy przed dziwną wnęką. Krótki korytarz zamykała kamienna ściana. Wprawiono w nią kwadraty z płaskorzeźbami przedstawiającymi symbole Pasji. Cztery rzędy po pięć dysków.

Cofnęłam się i zerknęłam na ścianę nad wejściem. Był nad nią wizerunek Mynbruje.

– Pewnie trzeba wcisnąć te dotyczące Mynbruje. – pomyślałam na głos.

– Co się stanie jak wciśniemy te niewłaściwe? – Borgil popatrzył z powątpiewaniem na drzwi.

Miriel skupiła się przez chwilę.

– Ojej. – instynktownie odsunęła się od kamieni.

– Co jest? – spytał Durgol.

– Bardzo dużo esencji ognia bije od tych drzwi.

– Acha. – Borgil przyjrzał się ponownie drzwiom.

Zastygliśmy przed taflą rozważając różne warianty. Durgol rzucił, że pewnie trzeba wybrać po jednym symbolu z każdej kolumny ale w końcu poddałam to w wątpliwość gdyż w pierwszej i ostatniej nie było nic, co pasowałoby do ideałów Mynbruje. W końcu ze ściany wysunął się znajomy duch krasnoluda i zaczął pisać palcem po ścianie.

– Co robią mądrzy Dawcy Imion jak czegoś nie wiedzą? – tłumaczyłam na głos.

– Pytają. – rzucił Borgil.

Duch uśmiechnął się. Pomyślałam, że to dziwne. Najpierw chcą sprawdzić naszą mądrość a później oferują, że będą odpowiadać na pytania. W zasadzie lepsze to niż spłonąć w wyniku uruchomienia pułapki.

Zadając pytania ustaliliśmy, że trzeba wybrać po jednym symbolu z każdego rzędu, a nie kolumny. Borgil obejrzał jeszcze raz pomnik Mynbruje. Wybraliśmy odpowiednie symbole. Ork podszedł do drzwi i zaczął naciskać. Po ostatnim symbolu drzwi szczęknęły i otworzyły się ukazując nam prosty, niezbyt długi korytarz i kolejne, już nieoznaczone, drzwi. Za nimi odkryliśmy spore pomieszczenie wypełnione księgami i zwojami.

– O! I to jest zapewne ta właściwa wiedza, której szukamy. – skwitował Durgol.

Naliczyliśmy około pięćdziesięciu ksiąg i trzy razy tyle pergaminów.

– Czy jest tego więcej? Takich pomieszczeń? – spytałam ducha.

– Kearos coś zostawił. – odparł.

– Gdzie?

Duch wskazał na sufit.

– Musimy zbadać kolejne piętro. – zwróciłam się do towarzyszy.

Zjawa gwałtownie zaprotestowała.

– Dlaczego? – spytałam.

– Tam są strażnicy.

– Czego pilnują?

– Kogo.

– Kogo?

– Pilnowali nas.

– Byliście więźniami?

Duch potwierdził.

Więc tak wyglądało elfickie „zesłanie”. Z dala od Dworu, z dala od oczu postronnych, elfia królowa urządziła sobie więzienie, do którego wysyłała niewygodnych Dawców Imion. Horror był dla nich wyrokiem śmierci ale dla tych, którzy się uratowali był wybawieniem. Mogli odejść wolni. Teraz zaczęłam rozumieć dlaczego Kearos Navarim i Jaron byli tak bardzo przeciwni niewoleniu Dawców Imion.

– Myślę, że powinniśmy zamknąć wszystko tak jak było i powiedzieć Usunowi co znaleźliśmy.

– A ja myślę, że trzeba ich pozabijać. – wtrącił Borgil.

– Ilu ich jest? – spytałam ducha.

– Po jednym na każdego z nas.

– Czyli dwunastu. Dwanaście istot prawdopodobnie spaczonych przez Horrora. Na naszą czwórkę. Nie damy rady. – podsumowałam.

Duch zaczął energicznie coś pisać. Wyglądał na złego.

– Spokojnie. Nie denerwuj się. – poprosiłam. – Pisz wolniej bo nie rozumiem.

Gdyby zjawa mogła westchnąć zirytowana to pewnie by to zrobiła.

– Obiecałaś chronić wiedzę!

– Masz rację ale martwi jej nie ochronimy.

– Budzą się.

– Kto?

– Strażnicy. Spali przez wieki a teraz się budzą. Mówiłaś, że zbliża się zło. Ono je wybudza.

Nagle do pomieszczenia wpadł Noir.

– Niebezpieczeństwo. – wykrakał.

Rzuciłam się do wyjścia. Słyszałam jak Borgil pobiegł za mną. Kiedy wypadłam z klasztoru do jaskini zwierzaki kręciły się zaniepokojone. Na zewnątrz dostrzegłam Cień.

– Hator, Szafir, do środka. – rozkazałam. – Po raz pierwszy poczułam w nich gwałtowny opór i musiałam użyć mentalnego rozkazu żeby je zmusić do wejścia. Borgil też musiał użyć rozkazu na swoim wierzchowcu. Gdy już wszyscy znaleźliśmy się wewnątrz ork zablokował drzwi klasztoru, wyjął szablę, wskoczył do środka i wykopał blokadę. Drzwi zatrzasnęły się zamykając nas w prastarym wnętrzu.

– Wracajmy do reszty. – poprosiłam.

Zjeżona Hator chodziła niemalże pomiędzy moimi nogami, Szafir wczepiła się łapkami w bluzkę a Noir usiadł na ramieniu i milczał. Borgil zostawił wierzchowca na dole. Gdy znaleźliśmy się w bibliotece Miriel powiedziała, że duchy rozumieją mowę powietrza. Wiedziała już o Cieniu. Duch jej powiedział.

– Odeślij zwierzęta na dół. Tam będą bezpieczniejsze. – zaproponowała Miriel.

– Nie pójdą. Są przerażone. Nie dam rady ich zmusić. Mogę poprosić Noir żeby pilnował wierzchowca ale reszta zostanie.

Spróbowałam wytłumaczyć Noir, że na dole będzie bezpieczniejszy. Kruk spojrzał na ścianę biblioteki.

– Matka. – powiedział.

– Gdzie? – nie zrozumiałam.

– Tam. – wskazał głową na ścianę.

Obejrzałam się. Mój wzrok padł na wizerunek centaura. Uśmiechnęłam się.

– Tak, Noir, matka. Pobłogosławiła to miejsce. Jesteśmy bezpieczni.

Zadowolony kruk poleciał na niższe piętro. Wiedziałam, że tam zostanie. Chyba nigdy nie zdołam się odwdzięczyć wielkiej Jaspree za tak wspaniały dar.

– Pójdę na zwiad. – zaproponowałam. – Musimy zobaczyć co tam jest a tylko ja mogę spoglądać w przestrzeń astralną.

Przeszliśmy w okolice schodów. Moi towarzysze zostali na dole a ja zaczęłam się cicho przesuwać na kolejne piętro. Po omacku pokonałam schody. Dopiero kiedy poczułam, że stopnie się skończyły dotknęłam Hator i zapożyczyłam jej zmysł. Czerń przede mną rozbłysła srebrem magicznych wzorców. Najwyraźniej stres wyostrza zmysły bo udało mi się dostrzec niemal całe piętro. Długi, prosty korytarz prowadził do sześciu pomieszczeń, po trzy po każdej stronie. Analizując pozostałości sprzętów udało mi się domyśleć, że jest tu pracownia dotycząca żywych organizmów, alchemiczna, metalurgiczna i skupiona na medycynie. Dostrzegłam też prywatny gabinet. Ostatnie pomieszczenie było silnie zabezpieczone magią. Nie zdołałam dojrzeć co jest w środku. Za pracowniami zaczynała się duża sala, w której dostrzegłam rzędy krypt. Przy wejściu stały dwie sylwetki elfów o dziwnych wzorcach. Zdecydowanie Adepci. Ubrani w zbroje. Przyjrzałam się ich wzorcom i cicho wróciłam na dół.

Po wysłuchaniu mojej relacji Borgil oznajmił, że kiedyś słyszał o podobnych istotach. To ożywieńcy, materialni i bardzo szybcy. Nie ima się ich broń niemagiczna. Nie wyglądało to dobrze. Jedyną naszą bronią magiczną była szabla Mynbruje i dziwny sztylet. Spojrzałam na swoje dłonie.

– Czy pazury są magiczne? Powstają za pomocą magii.

– Raczej nie. – Miriel popatrzyła z powątpiewaniem na moją „broń”.

– No to mamy przerąbane. – mruknęłam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s