17 Strażnicy

Przygotowywaliśmy się do walki gdy nadleciał Noir.

– Na dole ktoś jest. – poinformował.

– Kto? – zapytałam nieco nieuważnie nie spodziewając się żadnej mądrej odpowiedzi.

– Podobne do Szafir.

– Ważka? – teraz poczułam się zintrygowana.

– Nie. – odparł rezolutnie kruk.

– To co? Wietrzniak?

– No wietrzniak, wietrzniak. – potaknął Noir.

– Zaczekajcie tutaj, zejdę sprawdzić. – zwróciłam się do towarzyszy.

– Tam jest mój koń! Idę z tobą. – zaprotestował natychmiast Borgil.

Zdecydowaliśmy więc, że zejdziemy we dwójkę, Miriel się przestroi w tym czasie a Durgol będzie jej pilnował. Ruszyliśmy na parter. Już z daleka dostrzegliśmy, w blasku niesionej przez Borgila pochodni, wietrzniackie skrzydła.

– Hej! – krzyknął natychmiast Borgil. – Co chciałeś ukraść z mojego wierzchowca?

Wietrzniak zawisł nad koniem Borgila i spojrzał na nas bez strachu.

– Jeszcze nic. Na razie oglądam. – odparł rezolutnie.

– Skąd się tu wziąłeś? – spytałam.

– Stamtąd. – wskazał na drzwi. – Otwarte było to wleciałem.

– Toś się wpakował. – mruknęłam pod nosem.

– Co?

– Nie, nie, nic. Sam jesteś?

– Tak.

Westchnęłam. Jeszcze więcej niespodzianek.

Wietrzniak przedstawił się jako Ilreaden (dla przyjaciół Ili) i okazał się być Adeptem Złodziejem. Wspomniałam mu o kłopotach i duchach i zabraliśmy go na górę, do reszty drużyny. Przedstawiłam go Miriel i Durgolowi. Przy okazji mogłam zaobserwować kolejny ciekawy ciąg orkowego rozumowania. Doprawdy orkowie są niezwykle mądrymi Dawcami Imion, trafnie wyciągającymi wnioski przyczynowo skutkowe. Durgol, przedstawiając się, nie omieszkał zaznaczyć czym się zajmuje.

– Jestem Durgol, odkrywca żywiołu metalu, w trakcie! – oznajmił dumnie.

– W trakcie? – spytał Borgil – To wiesz co, jak wyjdziemy z kaeru to ja ci przyłożę metalową tregrą to szybko odkryjesz żywioł metalu.

Takiej interpretacji krasnoludzkich badań jeszcze nie słyszałam.

Durgol szybko zwietrzył niepowtarzalną okazję posiadania pod ręką Złodzieja i zażyczył sobie pootwierania zamkniętych drzwi. Zostawiliśmy więc medytującą Miriel pod opieką Borgila, a w każdym razie w jego towarzystwie bo z tą opieką to różnie może być, i zeszliśmy na dół. Wietrzniak znał się na rzeczy. Polatał, pobadał, pooglądał i wkrótce jedyne solidne, metalowe drzwi, stanęły przed nami otworem. Za nimi znajdowała się nieźle wyposażona zbrojownia. Durgol wybrał sobie porządną włócznię, Ili ładny sztylet a dla mnie i Miriel wygrzebali piękne kryształowe kolczugi. W pierwszym odruchu nawet nie pomyślałam żeby ją na siebie założyć, ale kiedy wzięłam ją na ręce i poczułam jaka jest lekka natychmiast zmieniłam zdanie. Wróciliśmy na górę zadowoleni. Od razu dostrzegłam, że Borgil nałożył na twarz orkowe barwy wojenne. Miriel właśnie kończyła medytować, więc chciałam jej pokazać kolczugę, zamarłam w pół gestu widząc na jej policzkach takie same barwy jak na orku.

– Co ty masz na twarzy? – spytałam zaskoczona. – Zresztą, nie ważne, zobacz co znaleźliśmy. Za drzwiami była zbrojownia.

Miriel przesunęła dłonią po policzku i spojrzała na Borgila z iskierkami irytacji w oczach.

– No co? – spytał ork z niewinną miną. – Teraz możesz iść na wojnę.

Elfka mruknęła tylko coś pod nosem i skupiła znów wzrok na kolczudze. Durgol pomógł nam się ubrać w nowe zbroje. Jest to strasznie mozolne i trwa wieki ale efekt jest wart włożonego trudu.

Wreszcie, przygotowani, przeszliśmy na piętro. Borgil przyzwał duchowego wierzchowca i natychmiast ruszył do ataku szarżą. Dostrzegłam jak wietrzniak leci tuż za nim, żeby przed samym wejściem do komnaty ze strażnikami zniknąć w cieniach. Nakazałam Hator pilnować tkającą Miriel i sama pognałam za Borgilem. Durgol, jak to ma ostatnio w zwyczaju, został wraz z Miriel, żeby jej pilnować.

Walka nie była łatwa. Mimo, że okazało się, że pazury jednak są w stanie zranić ożywieńców, to istoty były tak szybkie, że ciężko je było trafić. Impet i zwinność Kawalerzysty najlepiej się sprawdzały w tej walce. Ili najwyraźniej musiał działać gdzieś na tyłach, bo w pewnej chwili usłyszałam jęk a później cios i coś uderzyło chyba w ścianę. Koło mojej głowy mignął bełt z kuszy. Krzyk Miriel za moimi plecami świadczył dobitnie o tym, że Łucznik trafił. Borgil też dostrzegł bełta bo rzucił za siebie tarczę krzycząć „Durgol wchodzisz!” a sam spiął wierzchowca i runął pomiędzy ożywieńców, próbując dostać się na tyły. Błysk rozproszonego czaru po ataku Borgila uświadomił mi, że wśród ożywieńców jest też mag. Miałam tylko nadzieję, że ork unieszkodliwił go na dobre. Co jakiś czas migał mi w cieniach Ili. Wreszcie Durgol, nie spiesząc się, dotarł do mnie, podniósł tarczę i zasłonił się przed atakiem ożywieńca, który już zdążył się pozbierać z podłogi po roztrąceniu przez orka. Nasze ciosy, w większości, chybiały, ciosy ożywieńców w nas zaś trafiały. Gdy miecz jednego z nich poważnie mnie ranił pomyślałam, że to będzie długa i śmiertelna walka. Udało mi się, co prawda, oddać cios, aczkolwiek nie z siłą, z jaką bym chciała to zrobić.  Podniosłam pazury do następnego, gdy nagle w bok, aż po rękojeść, wbił mi się wietrzniacki sztylet. Może być jeszcze gorzej? Jęknęłam z bólu. Jak na wietrzniaka Ili ma całkiem dużo siły.

Po długich sekundach, które wydawały nam się godzinami, wreszcie się udało. Ostatni ożywieniec padł ostatecznym trupem. Nie wiem jak skończyłaby się ta walka gdyby nie Borgil. Ork zyskał sobie u mnie ogromny szacunek.

Osunęłam się na posadzkę, wyjęłam sztylet i rzuciłam go pod nogi wietrzniaka, który zerkał na mnie przepraszająco.

– Jak nie umiesz używać jakiejś broni to tego nie rób. – warknęłam.

Przywołałam Hator i spróbowałam opatrzyć sobie rany. Przynajmniej na tyle, żeby nie ciekło. Usłyszałam nagle jak Borgil krzyczy:

– Miriel! Tam jest jakiś portal!

Minął mnie niemalże galopem, chwycił Miriel w pędzie, wrzucił na siodło i razem zniknęli w głębi komnaty. Podniosłam się niechętnie ruszając w tamtym kierunku. Po bokach dostrzegłam dwanaście krypt, sześć otwartych i sześć zamkniętych. Na końcu komnaty faktycznie błyszczała pomarańczowa tafla, z której nagle wyskoczyła głowa Borgila, z uśmiechem od ucha do ucha.

– No wchodźcie. – zachęcił.

Popatrzyłam z powątpiewaniem na portal.

– Czy to bezpieczne?

– To rodzaj bariery zatrzymującej Horrory. – usłyszałam zza tafli głos Miriel.

Uspokojona weszłam do środka. Za barierą, w prostej, niemal ascetycznej komnacie, stał sarkofag. Od razu się domyśliliśmy, że skrywa szczątki Elianara Messiasa. Borgil z Durgolem zaczęli od razu zastanawiać się nad otwarciem go ale ich powstrzymałam.

– Trzeba najpierw pozbyć się reszty ożywieńców. Najlepiej teraz, zanim się obudzą. Może zlepić krypty?

– Dobry pomysł. – poparła Miriel. – To ja się przestroję a wy idźcie pilnować krypt.

Ork i krasnolud, niechętnie, zostawili sarkofag w spokoju, i wyszli z komnaty. Iliego już dawno nie widziałam. Powiedziałam mu o zamkniętej komnacie, której nie przejrzałam spojrzeniem astralnym, przypuszczałam więc, że tam właśnie poleciał mały Złodziej.

Wykorzystałam okazję i szybko obrzuciłam sarkofag spojrzeniem astralnym. Zaskoczyła mnie czysta przestrzeń. Zaglądanie w nią było przyjemnością. W sarkofagu dostrzegłam trzy przedmioty magiczne. Szybko odsunęłam wieko, wyjęłam je, schowałam do torby i zasunęłam sarkofag. Kilka chwil później wróciła cała trójka. Borgil z Durgolem pootwierali krypty i pozabijali śpiących ożywieńców zaś Ili odkrył w zamkniętej komnacie źródło wody. Oczywiście ork natychmiast zajął się znów sarkofagiem. Chyba jestem kiepskim kłamcą bo nijak nie chciał mi uwierzyć, że go nie ruszałam, i że nic nie było w środku kiedy go badałam spojrzeniem astralnym. Jego uwagę odciągnęła dopiero informacja, że na piętrze są pracownie i gabinet prywatny, i że tam na pewno jest wiele cennych rzeczy.

Kiedy opuściliśmy komnatę zobaczyliśmy duchy. Były tutaj wszystkie. Uśmiechnięte. Spokojne. Dziękowały nam, jeden po drugim odchodząc na zasłużony spoczynek. Są fascynujące. Myślałam o nich jeszcze długo potem dochodząc do wniosku, że są podobne do zwierząt. Trzeba znaleźć sposób żeby się z nimi porozumieć, co nie jest łatwe, trzeba się ich nauczyć, poznać ich zwyczaje. Po raz kolejny odkąd zobaczyłam je w klasztorze pomyślałam, że chciałabym się o nich dowiedzieć czegoś więcej. Muszę koniecznie porozmawiać z jakimś mistrzem ksenomancji.

Wyczekałam na moment, kiedy będę sam na sam z Miriel i szybko wyciągnęłam z torby jedną z rzeczy z sarkofagu, czyli list. Był napisany po elficku, więc tylko Miriel mogła go odczytać. Powiedziałam jej skąd go wzięłam. Musiałam także uspokoić Borgila, więc dopadłam go jak szedł do wierzchowca i powiedziałam, że znalazłam w sarkofagu list, wisiorek i lupę ale nie chciałam tego mówić przy wietrzniaku, bo nie wiadomo kim on jest a nie możemy sobie pozwolić na utratę tych przedmiotów.

– Była jakaś broń? – spytał natychmiast Borgil.

– Nie. Tylko list, lupa i wisiorek.

– Co to jest lupa? – drążył ork.

– Hm… To takie szkło, które się przykłada do tekstu i powiększa literki żeby lepiej widzieć. Wiesz, mędrcy z wiekiem mają coraz gorszy wzrok i potrzebują czasem takich przedmiotów.

– Czyli jeśli będę gorzej widział to znaczy że też jestem mędrcem! – stwierdził radośnie Borgil i przestał drążyć sprawę przedmiotów z sarkofagu.

Zadziwia mnie ten ork.

Wreszcie Miriel dopadła mnie w laboratorium alchemicznym, kiedy układałam pieczołowicie jakieś eliksiry i mikstury w wyściełanych skrzyniach. Usiadła obok i cicho przeczytała mi list tłumacząc na krasnoludzki.

„Drogi Przyjacielu.

Pozostawiam ten list jako pamiątkę naszej przyjaźni a jednocześnie chcę Cię za jego pośrednictwem przeprosić i wytłumaczyć. Być może to objaw szaleństwa, ale poczucie winy jest ogromne i przytłaczające. Po raz pierwszy zamierzam złamać dane Ci słowo. Nie wyruszę na wschód, aby szukać dalszych ksiąg. Pokusa jest ogromna, ale jeszcze większy jest strach, że przemawiałeś nie Ty a istota, która później zadała Ci śmierć.

Wierzę, że trafisz do Świetlistej Cytadeli.

Żegnaj Elianarze

P.S.

Pamiętam o Twojej przestrodze. Będę szczególnie uważał badając to, co najbardziej kochamy.”

– List od Kearosa Navarima do Elianara. – zamyśliłam się. – Schowaj go. Zastanowimy się później nad tymi przedmiotami. Trzeba je zbadać.

– Co tam jeszcze było? – zapomniałam, że nie powiedziałam Miriel o reszcie znalezisk.

– Lupa, magiczna, bardzo droga z rączką z masy perłowej oraz naszyjnik, który z jednej strony ma wizerunek Mynbruje a z drugiej symbol Smoczej Puszczy.

Miriel tylko skinęła głową. Słysząc kroki na korytarzu szybko schowała list i wróciłyśmy do przeglądania rzeczy.

Postanowiliśmy się wyleczyć i odpocząć. Mając w klasztorze świeżą wodę i zabezpieczenia magiczne byliśmy dość bezpieczni. Urządziliśmy się w małej bibliotece, za zagadką z Pasją, próbując skatalogować nieco zbiory, które się tam znajdują, żeby zorientować się, co chcemy zabrać. Siedziałam tak zanurzona w wiedzy, gdy nagle mnie olśniło.

– Księga Cierpienia! – niemalże krzyknęłam powodując u reszty moich towarzyszy nerwowe drgnięcie.

– Co? – spytała Miriel znad jakiegoś opasłego tomiszcza.

– W swoim liście – machnęłam nieskładnie trzymanym akurat pergaminem – Navarim napisał „nie wyruszę na wschód aby szukać dalszych ksiąg”. Co jest na wschodzie?

Odpowiedziała mi cisza.

– Osada, przed którą ostrzegały nas ogry, i z której przyszedł pod klasztor Cień. – zawiesiłam na chwilę głos. – A co jeśli tam jest kolejna Księga Cierpienia? Jeśli to właśnie ona ściąga zło do tej osady? Wiecie co to oznacza? Możemy być tymi, którzy odnajdą Księgę Cierpienia.

– No! To trzeba po nią iść. – natychmiast zgodził się Borgil.

– Oszaleliście. – zaprotestował gwałtownie Durgol. – To najgłupszy pomysł świata.

– Dlaczego? – spytałam zdziwiona. – To nasz obowiązek. Jeśli jest tam Księga trzeba ją odzyskać i odnieść w bezpieczne miejsce.

– Naszym obowiązkiem jest dbać o dobro Barsawii! – perorował krasnolud wyraźnie zdenerwowany. – Trzeba iść i komuś powiedzieć że ona tam jest.

– Nie wiemy czy jest. Trzeba to najpierw sprawdzić. – wtrąciła się Miriel. – Zanim ten „ktoś” po nią przyjdzie to już może jej nie być albo może się stać coś złego.

– Jak zginiemy to będzie jeszcze gorzej! Wtedy nikt się o niej nie dowie!

– Ale Durgol, nie rozumiem. – upierałam się przy swoim. – Pomyśl tylko. To my mamy szansę ją odzyskać i zabezpieczyć.

– I to jest złe! Nie kierujesz się dobrem Barsawii tylko swoim. Myślisz tylko, że ty chcesz to zrobić, żeby być sławna. To egoistyczne i nieodpowiedzialne. Powinniśmy działać roztropnie, rozważnie i rozsądnie!

– Powiedziałeś trzy słowa na „r” – wtrącił się Borgil – ale zrozumiałem tylko jedno – „rozsądnie” – i go nie lubię!

– Właśnie! Słuchacie tego nieodpowiedzialnego orka i przez to wszyscy zginiemy.

– Tutaj też mieliśmy według ciebie zginąć. – zaprotestowałam. – A jednak żyjemy, mamy się dobrze i zdobyliśmy bezcenną wiedzę.

– Jesteście głupi! Ja nigdzie nie idę. Nie zamierzam popełniać samobójstwa! – krasnolud, mocno nadąsany, wcisnął się w kąt i najwyraźniej postanowił nas zignorować

– Nikogo nie zmuszam. – odezwała się Miriel. – Ale uważam, że to nasz obowiązek. Ja idę po księgę. Kto nie chce niech zostanie.

Oboje z Borgilem uśmiechnęliśmy się usatysfakcjonowani. Następny przystanek – Księga Cierpienia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s