20 Gwiezdny Mędrzec

A oto przed Wami wielki finał przygody 😀

Wyszliśmy przed system jaskiń, na skalną półkę, żeby odpocząć i uleczyć się nieco przed konfrontacją z czymś, co może być śmiertelne niebezpieczne. Siedziałam oparta o skały, delektując się dotykiem aksamitnej sierści Hator, która jakby wyczuwając moje rany, przylgnęła do mnie jak mały kotek, gdy nagle usłyszałam w głowie cichy głos Barona.

– Raven?

– Tak Baronie? – odparłam w myślach.

– Raven, bo ja mam takie pytanie. – duch wydawał się niepewny. – Czy ja dobrze powiedziałem, że jesteś nosicielką Jaspree?

– Czym jestem?! – musiałam chyba wykrzyknąć to na głos, bo reszta towarzyszy spojrzała na mnie zdumiona. – Głosicielką, Baronie. Głosicielką. Komu powiedziałeś?

– Aha…. Przepraszam. No bo myśmy spotkali znajomego i on pytał kim jesteś i…

– Jakiego znajomego? – weszłam mu w słowo. – I gdzie wy, w ogóle, jesteście? Czekamy na was.

Po dłuższej chwili milczenia Baron znów się odezwał.

– Thar’zitt pyta, czy jest tam coś ciekawego.

– Tak – odparłam natychmiast – Pięć wściekłych duchów żywiołów.

– Lecimy. – usłyszałam w odpowiedzi.

– Ich już tutaj nie ma. – wtrąciła Miriel, jednak jej spojrzenie w głąb jaskini było pełne obawy.

– Skąd wiesz? – mruknęłam. – Może wrócą. Poza tym Thar’zitt szybciej przyleci jak będzie pewny, że są tutaj duchy a ja nie zamierzam siedzieć w tym miejscu dłużej niż to absolutnie konieczne.

Nie minął nawet kwadrans gdy dostrzegliśmy lecące w naszą stronę dwie sylwetki. Thar’zitt, jak zwykle, siedział na swojej chmurce zaś obok niego leciał niezwykły wietrzniak. Był łysy i miał smocze skrzydła w złotym kolorze, a kiedy podleciał bliżej dostrzegłam także smoczy ogon. Prawe ucho było pełne kolczyków, zza pleców wystawały trzy włócznie, zaś całości obrazu dopełniała zbroja z Vyverny i wielka sakwa. Thar’zitt przedstawił nam go jako swojego wieloletniego przyjaciela. Bum Złotoskrzydły okazał się być szóstokręgowym Władcą Wiatru.

Wietrzniak zrobił na mnie dobre wrażenie. Kulturalny, dobrze wychowany, zdecydowanie mniej wszędobylski niż większość wietrzniaków. Nie wyczułam też w nim zwyczajowej nieufności. Kiedy się odwrócił zauważyłam, że część zbroi na łopatce została wycięta żeby pokazać niezwykły, ruchomy tatuaż, przedstawiający jakąś walkę. Jak znajdziemy chwilę spokoju muszę go poprosić żeby opowiedział nam coś o sobie. Wydaje się być interesującą postacią o barwnej historii.

W szumie dyskusji, która się wywiązała po przybyciu Thar’zitta i Buma znów odezwał się Baron, tym razem kompletnie wprawiając mnie w osłupienie.

– Raven. Bo ja mam pytanie. Widzisz, chciałem ci sprawić prezent ale nie wiem. Powiedz mi, jakie beczki lubisz?

– Co lubię? – zamrugałam oczami zdezorientowana.

– No beczki. Bo miała być skrzynka ale uznaliśmy, że beczka będzie lepszym pomysłem.

Widząc moją minę do rozmowy wtrącił się Thar’zitt.

– Ustaliliśmy z Bumem, że Głosiciele stają na skrzynkach i głoszą, więc skoro potrzebujesz do szczęścia skrzynki to chcieliśmy ci jakąś ładną sprawić. Ale później pomyśleliśmy, że beczka będzie wygodniejsza.

– Właśnie. – wtrącił się Baron. – No to jakie beczki lubisz.

– Ale… – zaczęłam, niepewna co powiedzieć.

– Słuchajcie. – wszedł mi w słowo Bum. – To, naprawdę, nie jest najlepszy moment na dywagacje na temat beczek. Prezentem zajmiemy się później bo teraz mam wrażenie, że wewnątrz tej góry coś jest, więc lecę to sprawdzić.

Szczęśliwa, że temat kłopotliwego prezentu został chwilowo zawieszony skupiłam się na obserwacji wietrzniaka, który zaczął latać wokoło góry przyglądając jej się intensywnie. Teraz już wszyscy zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Ze środka zaczęły dochodzić dziwne odgłosy, jakby stłumione wybuchy, zaś w korytarzu wychodzącym na zewnątrz zrobiło się wyczuwalnie cieplej. Szybko odesłałam zwierzęta na skały z dala od wejścia i sama też odsunęłam się najdalej jak się dało. Jeśli wyleci stamtąd kula ognia nie zamierzam stać jej na drodze.

Bum zleciał do nas po niespełna minucie.

– I co tam jest? – dopytywał się Thar’zitt.

– Duch żywiołu ognia.

– Fantastycznie. – mruknęłam pod nosem.

– I jak się zachowuje? – t’skrang zajrzał zaciekawiony do środka.

– Wyobraź sobie, że ja mógłbym stać się duchem żywiołu. – Bum zrobił stosowną pauzę. – No to właśnie tak.

– O na Pasje. – Thar’zitt wyglądał na przerażonego.

– Wiecie co? – Bum spojrzał na mnie. – Nie wyglądacie najlepiej. To może wy tu sobie posiedźcie a my pójdziemy pozbyć się niechcianego gościa.

– Genialny plan. – uśmiechnęłam się.

Ponieważ reszta nie oponowała Thar’zitt i Bum zanurzyli się w jaskini. Z opowieści Buma dowiedzieliśmy się, że t’skrang pochwycił ducha, który faktycznie zachowywał się jak odurzony jagodami Kheesry wietrzniak, po czym wytłumaczył mu, że powinien sobie pójść. Co ciekawe, duch, nie dość, że posłuchał, to jeszcze na odchodnym powiedział Thar’zittowi, żeby nie szedł dalej bo jest tam pułapka. Thar’zitt chciał od razu zbadać dalszy korytarz ale Bum zaoponował, twierdząc, że najpierw trzeba zdać raport przywódczyni, więc obaj wynurzyli się w końcu z jaskini cali i zdrowi.

W chaosie dyskusji jaka nastąpiła po ich wyjściu okazało się, że Bum nie ma pojęcia co my tu robimy i czego szukamy. Opowiedzieliśmy mu o Księdze Cierpienia i o dziwnie się zachowujących mieszkańcach wioski. Wietrzniak zastanowił się przez chwilę.

– Słyszałem o podobnych Horrorach. – odezwał się w końcu. – Ukrywają naznaczenie i aktywują je tylko wtedy, kiedy nastąpi odpowiedni moment. No i manipulują umysłami. Są bardzo niebezpieczne bo nawet nie wiesz kiedy cię naznaczy.

– A jak dużo Horrorów tak potrafi? – dopytał Thar’zitt. – Jednen na milion, jeden na tysiąc?

– Jeden na milion.

– To nie dużo.

– Milion ma cztery zera prawda?

– Tysiąc ma cztery zera.

– To jeden na tysiąc. A w ogóle to ile jest Horrorów?

– Nie wiem. Ciekawe czy w przestrzeni astralnej robili kiedyś jakiś spis powszechny…

– Idziemy? – spytałam poirytowana. – Im szybciej to załatwimy tym szybciej będziemy mogli sobie stąd pójść.

– Dobra. – zgodził się Bum. – To dajcie mi chwilę. Zahartuję się.

Usiadłam znów pod skałą zastanawiając się co spotkamy w środku. Durgol też był strasznie milczący. Natomiast Miriel z Thar’zittem rozmawiali o czymś przyciszonymi głosami. Gdy Bum oświadczył, że jest gotowy Mistrzowie Żywiołów zaproponowali, żebyśmy na miejscu oglądali swoje wzorce w przestrzeni astralnej. Skoro Horror może naznaczyć tak subtelnie, że ofiara nawet tego nie czuje, musimy być przygotowani na wszystko.

Wreszcie weszliśmy ponownie do kompleksu jaskiń. Duch Ognia nieco tutaj narozrabiał. Cała roślinność w jaskini żywiołu drewna była spalona a sporo skalnych ścian potopionych. Dopiero teraz, kiedy mogłam się skupić na otoczeniu a nie desperackich próbach przeżycia zwróciłam uwagę jak długie, rozległe i kręte są te połączone jaskinie. Takie odległości na pewno miały jakieś znaczenie podczas konstrukcji tuneli.

W ostatniej jaskini, tej od żywiołu ognia, zobaczyliśmy kończące ją ogromne drzwi. Na czterech ich rogach widniały złote pieczęcie a cała powierzchnię pokrywały runy. Miriel poprosiła Thar’zitta żeby zbadał je astralnie i sama przystąpiła do oględzin. Trzymałam się w pewnym oddaleniu od wejścia. Nie musiałam na nie patrzeć żeby wiedzieć, że za drzwiami czai się coś niebezpiecznego. Było to czuć w powietrzu.

W pewnej chwili Thar’zitt jakby ocknął się z transu, rzucił krótkie „aaahaaa” po czym odwrócił się na pięcie i zaczął odchodzić w stronę wejścia.

– Thar’zitt – zawołałam za nim. – A ty gdzie?

– Na razie. – odkrzyknął. – Nie wchodzimy tam.

– Hej! A może chociaż słówko wyjaśnienia? – nalegałam.

T’skrang zatrzymał się. Westchnął ciężko. Niemal było widać jak bije się z myślami. W końcu odwrócił się i podszedł do nas.

– W przestrzeni jest napis. Runy zostały założone po to, żeby zapobiec wyjściu tego co jest w środku. To bardzo groźny byt. Dużo za groźny dla nas. Zostawmy to.

– Ja też dostrzegłam napis. – wtrąciła się Miriel. – Głosi: „Tu spoczywają dwie Księgi Cierpienia: Księga Koniunkcji i Księga Bestii. Jeśliś wolny od zła, znamienia czy innego plugastwa, i uważasz się za godnego tej wiedzy, zerwij pieczęcie a wejdziesz bezpieczny.” Wewnątrz są dwie księgi.

– Dwie? – niemal krzyknęłam.

– Na pulpitach. Przymocowane łańcuchami i zabezpieczone magią. Jeśli zniszczymy pieczęcie zapewne drzwi się otworzą.

– A co z drugim napisem? – spytałam Thar’zitta.

– „Tu, mamy nadzieję, po wsze czasy zamknęliśmy byt, który sam nazwał się władcą umysłów. Lojalność i wyrzuty sumienia wprowadziły nas w pułapkę, z której my i cała Barsawia ledwie uszliśmy cało. Istota ta nie jest potężna jak ta, która zabiła mistrza, ale jest niezwykle przebiegła i posiadła ogromną wiedzę, która może dać niewyobrażalną potęgę. Sami z trudem oparliśmy się pokusie. Dlatego miejsce to pozostanie naszym sekretem. Z trudem, i tylko dzięki wiedzy zawartej w księgach, które odkrył nasz mistrz, udało nam się go uwięzić lecz nie byliśmy w stanie go zniszczyć. Strzeżcie się jego głosu, podstępów i wpływu na umysły jeśli kiedykolwiek Pasje zaprowadzą Was w to przeklęte miejsce. Bardzo wiele różni go od innych bytów. Miejmy nadzieję, że zabezpieczenia okażą się wystarczające.” – wyrecytował t’skrang.

– To jest podstęp. – oświadczył Durgol. – Przecież duch mówił, że to pułapka. Powinniśmy stąd pójść.

– Jeden z tych napisów mógł zostać stworzony przez Horrora. – kontynuowała elfka. – Widziałam za drzwiami jeszcze coś. Jakiś byt. Nawet nie potrafię tego określić dokładnie.

Oszczędzę sobie zapisu kłótni, która znów rozgorzała w drużynie. Po raz kolejny zdumiało mnie to, że Dawcy Imion nie potrafią rozmawiać spokojnie. Ciągle tylko krzyki i złość. Gdyby zwierzęta się tak zachowywały dochodziłoby w stadach do krwawych jatek i gatunki długo by nie przetrwały. Oczywiście próbowałam podjąć rzeczową dyskusję z Durgolem. Tylko on całkowicie opowiadał się za odejściem z tego miejsca. Ale krasnolud, jak zwykle, potrafił tylko krzyczeć o naszej głupocie. Zirytowało mnie to strasznie. Niby taka mądra rasa, uważająca się za opiekunów innych ras, a jak przyjdzie co do czego to tylko wrzask i żadnej wymiany argumentów.  Cała sytuacja zdenerwowała także t’skranga, bo nagle, bez pytania nikogo, rzucił „mam dość!” i uderzył kryształowym pociskiem w jedną z pieczęci. Metal, z głuchym stuknięciem, rozleciał się na kawałki.

– Czyś ty oszalał?! – wrzasnęłam. – Jak chcesz popełnić samobójstwo idź skoczyć z tej skały, będzie bezpieczniej dla reszty!

– Przecież i tak przegłosowaliście, że wchodzimy. – ze stoickim spokojem odparł Thar’zitt.

– Nic nie głosowaliśmy! – nadal nie potrafiłam się uspokoić. – Trzeba to przemyśleć.

No i stało się. Horror przemówił. Nie do nas a do Barona. Przez kilka minut patrzyłam zdezorientowana jak moja drużyna, z pewną fascynacją, dyskutuje z istotą po drugiej stronie drzwi. Kazał się zwać Gwiezdnym Mędrcem. Mówił, że posiada ogromną wiedzę, że to przez to go zamknięto, bo Dawcy Imion, z którymi chciał się nią podzielić, przestraszyli się jego potęgi. Kusił zdradzaniem stłumionych pragnień każdego z nas. Każdego prócz mnie. Jako jedyna nie próbowałam zwrócić na siebie jego uwagi. Odsunęłam tylko zwierzęta w głąb korytarza. Najbardziej zainteresowany mocami Horrora zdawał się być Bum, dlatego Thar’zitt szepnął do Miriel, żeby na niego zerknęła. Elfka spojrzała i rzuciła ustalone wcześniej hasło. Bum okazał się być naznaczony. Wietrzniak zdawał się nie zwracać uwagi na hasło ale po kilku chwilach wrzasnął jak opętany i rzucił się do wyjścia.

Pobiegłam za nim. Siedział zdyszany na skalnej półce.

– Bum. Co z tobą? Co się stało.

– Spaliło mnie. Wypala. – wyjęczał. – Już dobrze.

– Jak to spaliło?

Nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie. Wietrzniak jakby nagle stracił kontrolę nad swoim ciałem, poderwał się i poleciał w dół, w kierunku lasu. Krzyknęłam jeszcze za nim ale nie odpowiedział. Zerknęłam na dół. Pod skałą stała cała wioska.

– No to mamy problem… – pomyślałam i wróciłam do środka.

Drużyna stała wciąż pod drzwiami. Na szczęście nadal zamkniętymi.

– Mamy dwa problemy. – oznajmiłam.

– O… Macie o wiele więcej… – rozległo się w naszych głowach, a może za naszymi plecami.

– Fakt. – ciągnęłam niezrażona. – Zapomniałam o Cieniu. Ale generalnie mamy dwa problemy. Jeden jest taki, że Bum poleciał w siną dal krzycząc, że coś go spaliło od środka a drugi jest taki, że pod skałą czeka cała wioska. I raczej nie mają przyjacielskich zamiarów.

– Wasz przyjaciel jest moim zakładnikiem. – ciągnął Cień, niezrażony, że został zignorowany. – Podobnie jak cała wioska. Otwórzcie drzwi, wypuście byt, inaczej wszyscy zginą.

– Dobra, dobra. – odpowiedziałam. – Wypuścimy. Poczekaj cierpliwie.

– Bum był naznaczony. – poinformowała mnie Miriel. – Pewnie zadziałały na niego te zabezpieczenia z zewnątrz. Zaczął krzyczeć od razu po naznaczeniu a nam przecież nic nie jest.

– To co? Otwieramy? Teraz już nie mamy wyjścia. – Durgol zamierzył się na kolejną pieczęć.

– Poczekaj! Na Pasje! Wszyscy zginiemy jak je otworzysz! – zaprotestowałam gwałtownie.

– Przecież nie mamy wyjścia. Chciałyście je otworzyć to otwierajmy.

Znów rozgorzała zażarta dyskusja, przez którą nie mogłam się przebić z pomysłem, który właśnie przyszedł mi do głowy. Wreszcie jęknęłam zrezygnowana:

– Nikt mnie nie słucha. Wszyscy zginiemy.

Chyba dotarło to do Miriel bo gwałtownie uciszyła resztę.

– Mów Raven.

– Thar’zitt umiesz przyzywać duchy żywiołu? – spytałam korzystając z chwili ciszy.

T’skrang tylko parsknął.

– Nie.

– Ale wyczuwać możesz?

– Mogę spróbować zagadać. Jak jakiś jest to może odpowie.

– Sprawdź, czy jest tutaj duch żywiołu ziemi, proszę. – zwróciłam się do reszty – Słuchajcie. Zabezpieczenia z zewnątrz nie wpuszczają do środka Horrorów, konstruktów ani naznaczonych. Magia tam zawarta rani takie istoty, tak jak zrobiła z Bumem. Potrzebny nam duch żywiołu ziemi, który będzie chciał nam pomóc. Otwieramy drzwi, duch stawia ścianę, Horror wychodzi i dostaje magią z zabezpieczeń. Ściany go spowolnią. Będzie musiał się przez nie przebijać co daje czas zabezpieczeniom, żeby go niszczyły. Musimy go tylko utrzymać w środku jak najdłużej i pułapka załatwi połowę roboty za nas. – westchnęłam zadowolona, że udało mi się wreszcie wyłuszczyć swoje zdanie.

Plan został przyjęty. Nikt nie oponował. Zresztą, innego nie mieliśmy. Thar’zitt zaczął rozmowę. Okazało się, że duch ziemi pozostał w jaskini bo nie lubi zmian. Na nasze szczęście udało się Thar’zittowi przekonać go żeby nam pomógł. Co prawda Horror próbował go przeciągnąć na swoją stronę, ale Mistrz Żywiołów miał większą siłę argumentów. Gwiezdny Mędrzec zagroził więc, że nie spocznie póki nie oderwie ciała t’skranga od jego kości. Na wszelki wypadek poprosiłam Thar’zitta żeby zdradził mi swoje Prawdziwe Imię. Bałam się, że Horror faktycznie skupi się na nim i stracimy t’skranga bezpowrotnie. Mistrz Żywiołów zgodził się. Powtórzyłam imię kilka razy w myślach żeby je zapamiętać. W zasadzie powinnam była spytać o to także resztę drużyny. Byłoby bezpieczniej dla nich, gdyby ktoś posiadł tą wiedzę bo w razie czego można będzie ich wskrzesić.

Ustawiliśmy się przed drzwiami. Duch zaczął budować ścianę a Thar’zitt i Miriel rozwalili pozostałe pieczęcie. Drzwi rozpadły się w pył. Stanął w nich kształt, któremu nie sposób było odmówić urody. Humanoidalna istota miała srebrne kontury, w których zamknięto taflę granatowego, rozgwieżdżonego nieba. Wyglądało to przecudnie. Można było przez chwilę zapomnieć, że mamy do czynienia z czymś na wskroś złym.

Nie było czasu zachwycać się dziwnym bytem. Zwłaszcza, że Horror nie zamierzał się zachwycać nami. Ściana powstała tak, że magowie mogli ciskać czarami, więc Thar’zitt i Miriel ruszyli do ataku. Ja z Durgolem osłanialiśmy ich nie próbując atakować bo nie mieliśmy czym. Początkowo wszystko szło po naszej myśli. Horror próbował odganiać ducha żywiołu, ale udało mu się postawić kolejną ścianę, nieco niższą, zanim poddał się mocy Gwiezdnego Mędrca. Magowie też dawali radę, raniąc byt pospołu z pułapką, której efekty co jakiś czas dawało się dostrzec. A później Mędrzec zajął się nami. Najpierw próbował eliminować magów ale w pewnej chwili między nami śmignął Bum i silnym ciosem odwrócił jego uwagę od t’skranga i elfki. Horror jednak miał dość dużą podzielność uwagi. Broniąc się przed wietrzniakiem rzucił czar na Thar’zitta najwyraźniej próbując spełnić obietnicę, bo trzask łamanej kości nawet ja usłyszałam. T’skrang zachwiał się i jęknął z bólu. Kryształowy pocisk Miriel rozerwał fragment niematerialnej powłoki Mędrca. Tym razem Horror nie próbował oddać elfce. Poczułam nagle jak moje ciało przestaje mnie słuchać. Pazury same wyskoczyły z dłoni i próbowały przeorać Thar’zitta. Zaskoczony t’skrang nie był w stanie się bronić. Szczęściem Durgol zauważył mój atak i natychmiast rzucił się między mnie a t’skranga. Krasnolud świetnie potrafił parować ciosy, więc przede mną był całkiem bezpieczny, dlatego kiedy uniemożliwił mi dokonanie ataku na Miriel w głowie pojawił się kolejny rozkaz. Serce miałam rozdarte kiedy usta nakazały Hator zabić Miriel. Z krojenem w szale żadne z nich nie miało szans.

Pierwsza straciła przytomność Miriel. Zalana krwią. Po niej przyszedł czas na Durgola. Kiedy próbowałyśmy zaatakować Thar’zitta t’skrang błyskawicznie odciął nas ścianą. W międzyczasie Bum konsekwentnie próbował pokonać bestię i najwyraźniej, wespół z pułapką, dawał sobie z tym całkiem nieźle radę. W każdym razie, kiedy ściana między mną a Thar’zittem opadła i dopadałam wraz z Hator t’skranga Bum nadal walczył. Thar’zitt nie był w stanie przetrwać ciosów Hator. Chwilę później t’skrang dołączył do reszty nieprzytomnych towarzyszy.

Odwróciłam się akurat w momencie, kiedy Horror rzucił się do ucieczki wydając mi rozkaz powstrzymania Buma. Oczywiście próbowałam ale wietrzniak ma tą przewagę, że lata, więc nie byłam w stanie go dosięgnąć. Udało się to jednak Hator, która poważnie go zraniła. Wietrzniak upadł na ziemię i wtedy poczułam jak kończy się moc Horrora nade mną. Bum poderwał się błyskawicznie i rzucił w pościg. Wraz z Hator pognałam za nim. Wypadliśmy z jaskini niemal jednocześnie. Horror był już na krawędzi.

– Zabij! – krzyknęłam do Hator.

Kotka wykonała gwałtowny skok, pazury w ostatniej chwili przesunęły się po gwiaździstym niebie rozdzierając kontury Horrora. Gwiazdy wysypały się. Niezwykły byt przestał istnieć. Chwyciłam Hator niemal w powietrzu i wciągnęłam na skalną półkę.

– Cudowna moja! – wyściskałam ją zanurzając twarz w cieplutkie futerko.

Odwróciłam się do Buma. Wietrzniak skierował broń w moją stronę.

– Spokojnie. Już mnie nie kontroluje. Zresztą, nie żyje.

Bum uśmiechnął się.

– Całe szczęście. Lecimy do naszych.

Odwróciliśmy się do wejścia, gdy Buma nagle zaatakował Cień. Zupełnie zapomnieliśmy o jego obecności.

– Do jaskini! – krzyknęłam kiedy wietrzniak sparował cios.

Wraz ze zwierzętami wpadłam do środka. Tuż za mną wleciał Bum. Zatrzymaliśmy się na chwilę zerkając na zewnątrz.

– Nie wejdzie tu. – odezwałam się uspokajająco. – Niech tam siedzi. Później się nim zajmiemy. Idziemy?

Nagle siedzący na skale Noir odezwał się czystym kobiecym głosem.

– Raven?

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Raven, posłuchaj mnie, musisz zniszczyć księgi.

– Kim ty jesteś? – zapytałam, mimo, że znałam odpowiedź.

– Nie wiesz?

– Kto to? – dopytał Bum.

Osunęłam się na ziemię wpatrując się w czarne paciorki oczu kruka.

– Jaspree… – wyszeptałam. – Pani. To zaszczyt dla mnie.

– Jestem z ciebie dumna córko. I z ciebie wietrzniaku. Ale teraz musicie się spieszyć. Jeśli nie zniszczycie ksiąg całe zło Barsawii ściągnie w to miejsce. Już czuję jak zbliża się tutaj plugastwo.

– A wiedza w nich zawarta? To Księgi Cierpienia.

– Ta wiedza was zabije. Zniszczy. Zresztą, nie zdołacie ich stąd wynieść. Zginiecie a wraz z wami Barsawia.

– Jak je zniszczyć? Spalić?

– Zwykły ogień nie wyrządzi im krzywdy. Potrzeba do tego silnej magii.

– A ty nie możesz tego zrobić?

– Tutaj jestem tylko krukiem. – wyczułam uśmiech w słowach Pasji. – Wy musicie to zrobić. Wybierz Mistrza Żywiołów, obdarzę go mocą, dzięki której dokona tego czynu. Tylko wybierz mądrze. Tego, którego uważasz za najbardziej odpowiedzialnego.

– Ja bym wybrał Thar’zitta. – wtrącił Bum. – Znam go od lat. Zrobi to.

– Po tym jak zachował się przy pieczęciach niszcząc jedną bez pytania nas o zdanie nie jestem tego taka pewna.

– Mogę go przekonać. Posłucha. – upierał się wietrzniak.

Ale ja już podjęłam decyzję.

– Nie mamy czasu Bum. Zrobi to Miriel. Ufam jej, nie będzie zadawała pytań jeśli ją o to poproszę. Wybieram Miriel – zwróciłam się do Jaspree.

– Jesteś pewna? – dopytał kruk.

– Tak.

– Niech się więc stanie. Idźcie.

– Kra! – obecność zniknęła a Noir wydawał się być kompletnie oszołomiony.

– Żadne „kra”. Biegiem. – nakazałam i ruszyłam w głąb korytarzy.

Pędem pokonaliśmy odległość od wejścia do komnaty. Jeszcze w biegu poprosiłam Buma, żeby zajął się opatrzeniem rannych a sama dopadłam do Miriel. Chciałam ją ocucić ale elfka sama się obudziła. Nie było na niej ani kropli krwi, nie miała ran a z twarzy zniknęła szpetna blizna z poprzedniej potyczki.

– Miriel szybko. – pomogłam jej wstać. – Musisz zniszczyć księgi. Teraz. Nadciągają Horrory. Nie mamy czasu. – popchnęłam ją w kierunku komnaty ale elfka już biegła. Nie pytała. Po prostu rzuciła się do ksiąg. – Rzuć czar. Będziesz wiedziała jak. Jaspree da ci odpowiednią moc.

Elkfa skupiła się. Z jej rąk wyskoczyła kula ognia i uderzyła w pulpity. Rozległ się huk. Płomień zaświecił jeszcze magią i w kilka sekund z bezcennych ksiąg zostały tylko kupki popiołu.

– No, no… – usłyszałam za plecami.

– Bum. Miałeś rannych opatrzeć. – westchnęłam smutno myśląc o zniszczonych artefaktach.

– Już, już.

Opatrzyliśmy Durgola. Ocucony Thar’zitt odruchowo rzucił ścianę zanim się zorientował że już nie ma po co. Opowiedzieliśmy z Bumem o dobiciu Gwiezdnego Mędrca, o czającym się Cieniu i rozmowie z Jaspree w wyniku której spłonęło to, po co przyszliśmy. Gdzieś w oddali zabrzmiał głos Jaspree, która dziękowała nam i mówiła, że jest z nas dumna. A później groźby Cienia, który życzył nam szybkiego spotkania i chyba odszedł.

Wyszliśmy na skalną półkę. Pogoda zrobiła się jakby przyjemniejsza i cała góra wyglądała mniej posępnie. W dole Dawcy Imion rozglądali się na boki.

– Przynajmniej ich udało nam się ocalić. – rzuciłam, ale moje myśli wciąż wracały do Ksiąg.

Może kiedyś będę potrafiła obronić taką wiedzę przed złem. Może będę na tyle silna, żeby ją zgłębić dla dobra Barsawii. Przecież to dzięki Księgom Cierpienia wiedzieliśmy że nadchodzi Pogrom. Czy wiedza w nich zawarta naprawdę może być tak niebezpieczna? Patrzyłam w dół na ocalonych Dawców Imion. Zdecydowanie było warto podjąć to ryzyko.

– Wracajmy do wioski. – zaproponowałam. – Obiecałam radzie wyjaśnienia.

Reszta towarzyszy tylko skinęła głowami. Będziemy mogli odpocząć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s