21 i 22 Mirielownia i Jerris raz jeszcze

Na początek słówko wyjaśnienia dlaczego wpis jest podwójny. Otóż zawiera on dwie sesje. Na jednej kończyliśmy przygodę w Górach Delaryjskich, odbyliśmy szkolenie i zaczęliśmy nową przygodę. Nie było sensu pisać relacji pół na pół ze szkolenia i początku nowej przygody, a sama „Mirielownia” wyszła dość krótka. Dlatego podzieliłam te sesje nierówno tworząc jedną relację krótką i jedną długą, żeby była przejrzystość przygody, ale wrzucam jako jedna całość, nie ma sensu rozbijać na dwie.

Mirielownia

Spojrzałam w dół urwiska i poczułam się bardzo niepewnie. Dwieście, może trzysta metrów stromej skały.

– Jak zejdziemy na dół? – spytałam.

– Mogę pomóc. – zaoferował Bum. – Jestem silny, utrzymam Was. Tylko pojedynczo.

Popatrzyłam niepewnie na wietrzniaka. Westchnęłam. Chyba nie mieliśmy wyjścia.

– Pójdę pierwsza. – obwiązałam się liną, drugi koniec dałam Bumowi i zaczęłam ostrożnie zsuwać się w dół.

Pierwsza część drogi poszła sprawnie, ale w połowie góry kamienie usunęły mi się spod nóg i straciłam grunt pod nogami. Bum nie przecenił swoich możliwości. Lina napięła się i zawisłam przy skalnej ścianie. Uspokoiło mnie to nieco, może dlatego dalsza droga minęła już bez niespodzianek.

Kolejny zaczął schodzić Durgol. Nie zwracałam uwagi na schodzących, bo musiałam się zająć mieszkańcami wioski, którzy stali mocno zdezorientowani pomiędzy drzewami i wyglądali jakby pierwszy raz widzieli na oczy nie tylko mnie ale i siebie nawzajem. Pierwsze zdanie starszego wioski („Kim jesteś?”) tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że przed tymi Dawcami Imion ciężkie godziny. Powiedziałam im, że jesteśmy Adeptami, że niebezpieczeństwo już zażegnane, i że powinni iść do domów. Pokiwali głowami ale dopiero kiedy wskazałam im kierunek, w którym znajduje się dom, ruszyli się z miejsca.

– Machaj rękami! – usłyszałam za sobą krzyk Buma.

Głuche łupnięcie uświadomiło mi, że owo machanie nie pomogło. Durgol miał twarde lądowanie. Upewniłam się tylko, że jest cały i może wstać i ruszyłam wraz z mieszkańcami do wioski. Noira wysłałam do Miriel, która dopiero szykowała się do wspinaczki, z informacją, że mieszkańcy nas nie pamiętają, więc odprowadzę ich, żeby mieć ich na oku.

Wreszcie znaleźliśmy się w komplecie w Nowej Nadziei. Opowiedzieliśmy starszym co działo się wokół wioski i na szczycie góry i wysłaliśmy ich spać. Po tak długim wpływie Horrora nie wyglądali najlepiej.

Spędziliśmy w wiosce jeszcze kilka dni odpoczywając i lecząc się. Wraz z Bumem namalowaliśmy spory obraz, przedstawiający nas w otoczeniu mieszkańców wioski, który miał stanowić dla nich pamiątkę naszej wizyty. Poprosiłam także Jaspree o łaskę dla tej doliny, żeby jak najdłużej utrzymała swoją żyzność, by mieszkańcy nie musieli się z niej wynosić. Dość już przeszli.

Zaopatrzeni w dwa osły i ogromną ilość śliwek dla Noir ruszyliśmy w drogę powrotną ze łzami w oczach. Na naszą cześć mieszkańcy zrobili piękną bramę na wejściu do dolinki, i nazwali swoją wioskę mianem naszej drużyny. Dodatkowo oznajmili, że co rok będą wyprawiać święto na cześć naszego zwycięstwa i będzie im bardzo miło nas na tym święcie gościć.

Wkrótce Mirielownia została za naszymi plecami zaś przed nami znów wyłonił się szczyt kryjący w sobie klasztor Głosicieli Mynbruje. Zabraliśmy najwięcej wiedzy ile byliśmy w stanie, zapieczętowaliśmy wejście i udaliśmy się na Pustkowia, do szkoły Adeptów.

Nie będę się zagłębiała w szczegóły naszej podróży, gdyż nie wydarzyło się podczas niej nic szczególnego. Dość, że wreszcie naszym oczom ukazał się znajomy teren i tuż przed szkołą powitał nas mój Mistrz. Przysłuchiwał się przez chwilę żywej dyskusji moich towarzyszy na temat ostatnich wydarzeń.

– Ile czasu z nimi spędziłaś? – zapytał nagle.

– Będzie prawie dwa miesiące.

– I oni tak zawsze?

Popatrzyłam na Buma i Thar’zitta dogryzających sobie głośno i ze swadą.

– Bez przerwy. – pokiwałam głową z lekkim uśmiechem.

– Jeśli jeszcze mogłem mieć jakieś wątpliwości co do Twojego awansu to jestem już pewny, że zasługujesz.

– Dziękuję Mistrzu. – skłoniłam się lekko. – Mam ci tyle do opowiedzenia.

– Ja tobie również. Wiesz, ostatnio oswoiłem żmiję rogatą. Chciałabyś zobaczyć?

– Żmiję rogatą? – moje oczy rozbłysły. – Mogę? Z przyjemnością obejrzę. Jak ci się to udało?

Nie słuchaliśmy już rozmów Mirielowni. Zagadani ruszyliśmy do wnętrza szkoły. Czekało mnie długie, wspaniałe szkolenie.

Nie wiem co robiła moja drużyna przez czas moich szkoleń. Zapewne odbyli własne. Nie widywałam ich, ponieważ prócz awansu w dwóch Kręgach Władcy Zwierząt postanowiłam też wkroczyć na ścieżkę Ksenomanty. Od spotkania z duchami w klasztorze nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak zgłębienie ich natury. Przez te tygodnie, spędzone w szkole, wiele się we mnie zmieniło. Jedna z trzech żmij, wyjątkowa bo w złoto-rudym kolorze, niemal bez wahania wybrała mnie na swoją opiekunkę, co znacznie podniosło moją pewność siebie, zaś studiowanie ścieżki Ksenomancji pomogło mi zrozumieć, że życie to tylko jeden z aspektów istnienia, a doświadczać możemy wielu innych. Ksenomanci są nieustraszeni. Takie odniosłam wrażenie. I choć już będąc Władcą Zwierząt musiałam unikać strachu, bo cóż to za przywódca stada, który się boi zagrożeń, to zagłębiając się w teorię ksenomancji zrozumiałam, że strach to największa słabość każdego stworzenia. A, co za tym idzie, najlepsza broń w rękach Ksenomanty.

Zmiana sposobu myślenia sprawiła, że postanowiłam także zmienić się zewnętrznie. Uszyłam więc czarną suknię o długich rękawach i szerokiej, długiej spódnicy, sprawiającej wrażenie, jakby utkano ją z ptasich piór. Postanowiłam wyciąć ją na plecach w głęboki dekolt, który wyeksponował tatuaż lądującego kruka, zaś by zaznaczyć ścieżkę nowej dyscypliny obszyłam dekolt i rękawy srebrnym wzorem ptasich piór i kości. Kiedy wreszcie dołączyłam do drużyny dostrzegłam zaskoczenie w ich oczach. Nowa Raven nie jest już tą cichą, gadającą tylko ze zwierzętami, dziewczyną. Cieszę się, że udało mi się ukazać tą przemianę także zewnętrznie. Mam nadzieję, że teraz będę mogła jeszcze skuteczniej chronić osoby bliskie mojemu sercu.

Podczas moich szkoleń wiele się wydarzyło. Przede wszystkim Miriel opowiedziała Tyzdrinowi i naukowcom o naszych przygodach i umowie z Usunem. Ustalili, że wyślą do klasztoru ekspedycję, która zajmie się wiedzą w nim zgromadzoną. Dodatkowo udało mu się dogadać z Wielkim Smokiem w sprawie materiałów, które mieliśmy mu przekazać, dzięki czemu ominęła nas kolejna wizyta w dżungli. Z pewną ulgą przekazałam Tyzdrinowi wszystkie moje szkice i notatki z klasztoru. Jakkolwiek Smok jest fascynującym stworzeniem zbyt częste przebywanie w jego towarzystwie jest nieco niekomfortowe.

Okazało się też, że Bum i Thar’zitt naprawdę rozmawiają z jakimś Smokiem. Co więcej, Bum ma przy sobie dziwną kulę, przez którą ich tajemnicza przyjaciółka nas słyszy. Jakież było moje zdumienie, gdy wietrzniak nagle położył kulę na stole i zaczął recytować wierszyk dotyczący t’skranga, po którym to wierszyku nagle zaczęły Thar’zittowi rosnąć WŁOSY! Bum ochoczo wyjaśnił, że ma taką umowę, że smoczycą, że on układa fajny wierszyk o każdym z nas a ona może urzeczywistnić jakiś jego element. Chyba wolałabym, żeby nie pisał o mnie wierszyków, strach pomyśleć, co może mi wyrosnąć po takim dziele…

To nasz Thar’zitt, nasz fajtłapa.

Trochę jaszczur, trochę gapa.

Soli, pieprzy te potrawy.

Nie da zjeść się takiej strawy.

Żonę znaleźć musi sobie.

Oby, moja droga, nie szukał jej w Tobie.

Musimy mu prędko znaleźć kobitę.

Bo ciągle chowa to jajo ukryte.

Gdyby tak…syna mu jaszczurka dała.

Może zmądrzała by wreszcie ta PAŁA.

Może zmądrzeje kiedy mu to powiem?

Może wyrosną mu włosy na głowie?

Może te włosy wyśmieje jakiś gość.

Lecz pewnie usłyszy krótkie „też coś”.

Przyjaciele moi także podnieśli się w kręgach, więc po zakończonych szkoleniach zastanawialiśmy się, co robić dalej. Bum szybko znalazł nam zajęcie. Poszukuje mistrza w swojej dyscyplinie na siódmy Krąg, co nie jest łatwe, i Tyzdrin polecił mu niejaką Iskrę, wietrzniaczkę, której przyjaciel prowadzi karczmę w Jerris. Postanowiliśmy udać się znów do tego przygnębiającego miasta i pomóc Bumowi w znalezieniu mistrzyni.

Jerris raz jeszcze

Niejaki Jeger, zacny troll, prowadzi karczmę „Pod Powietrznym Drakkarem.” Miejsce to pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o klientelę ale nie nazwałabym tego przybytku meliną. W zasadzie poczułam się tam nawet dobrze. W przeciwieństwie do Miriel, która jak zwykle na widok trolli zaczęła się zachowywać jakby nienawidziła całego świata. Mimo jej opryskliwości i prowokacji Bumowi udało się uzyskać zapewnienie, że jak wróci do karczmy w południe następnego dnia może dostanie potrzebne mu informacje. Nie omieszkałam zapytać Jegera o nielegalną arenę do walk zwierząt. Również kazał mi czekać do jutra. Ponoć arena zmienia miejsce co jakiś czas. Ponieważ karczma nie miała pokoi do wynajęcia poprosiliśmy Jegera o wskazanie jakiegoś w miarę porządnego miejsca na nocleg. Polecił nam „Źródlaną”, także prowadzoną przez trolla, przy północnej bramie. Tam też ruszyliśmy.

Nie dane nam było dotrzeć do celu. Najwyraźniej Pasje uparły się skomplikować nam życie. Wędrując zaułkami Jerris Bum zwrócił uwagę na jakieś krzyki z jednej z ulic. Oczywiście nie mogliśmy tego zignorować. Wyszliśmy na niewielki placyk pomiędzy czterema budynkami.  Nieopodal nas leżał na ziemi dziwny miecz opleciony błyskawicami, obok niego trup orka, który najwyraźniej ów miecz próbował podnieść. W drzwiach domu naprzeciwko słaniał się elf, mocno krwawiąc, przed nim troll zamierzał się do kolejnego ciosu. U wylotu uliczki po prawej stronie stał zakapturzony elf, zaś w okolicy miecza dwa krasnoludy nad ciałem człowieka.

– Co tu się dzieje? – zapytał z miejsca Thar’zitt.

– Nie wasza sprawa. – odparł elf. – Odejdźcie.

– Pan wybaczy. – kontynuował t’skrang. – Tak się składa, że jesteśmy Adeptami i nie możemy przejść obojętnie obok krzywdy innego Dawcy Imion. Dlatego grzecznie pytam, co się tutaj dzieje?

– To Ksenomanta szóstego kręgu. – zabrzmiał w naszych głowach głos Buma. – Troll jest czwarto kręgowym Powietrznym Łupieżcom a krasnoludy to nieadepci.

Elf popatrzył na nas z namysłem.

– Ten elf okradł naszego zleceniodawcę. – odezwał się wreszcie. – Wymierzyliśmy już sprawiedliwość. Zabieramy co nasze.

– A to przepraszamy. – Thar’zitt odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem.

Mag zbliżył się do miecza. Przez chwilę tkał jakiś czar, po czym miecz uniósł się przed nim jakby lewitował. Wraz z krasnoludami i trollem skierowali się do jednej z uliczek, zostawiając słaniającego się elfa, który właśnie osunął się na ziemię.

– Dziwne. – powiedziałam głośno, tak, żeby odchodząca grupa mnie słyszała. – Zleceniodawca kazał im odzyskać miecz a nie powiedział jak go wyłączyć…

Nie zareagowali na prowokację ale przynajmniej Thar’zitt zatrzymał się i jeszcze raz przyjrzał się odchodzącej grupie.

Tymczasem Bum odbył ciekawą „rozmowę”. Podczas wymiany zdań usłyszał w głowie głos wietrzniaka, ukrytego gdzieś na dachu. Wietrzniak oznajmił, że elf kłamie, że napadli na elfa z zamiarem zabicia, i że jeśli mu pomożemy jego pracodawca, ktoś wysoko postawiony, będzie nam wdzięczny.

Gdy tylko grupa zniknęła nam z oczu podeszłam do rannego. Mocno krwawił i był nieprzytomny ale wciąż żył.

– Śledzimy ich. – oznajmił nagle Bum. – To kłamcy.

– Domyśliłam się. – potaknęłam. – Noir, za nimi. Durgolu – zwróciłam się do krasnoluda. – Zechciałbyś opatrzyć elfa? Przydałby nam się żywy. My spróbujemy dorwać zabójców.

Durgol tylko skinął głową i zajął się elfem zaś my ruszyliśmy tropem dziwnej grupy. Wzbogacona o nową zdolność przejęłam zmysł wzroku Noir i z góry obserwowałam sytuację. Nagle na naszych ściganych wyszła z jednej z ulic spora grupa Dawców Imion. Nie słyszałam ich rozmowy, ale szybko przeszli do ataku. Ksenomanta rzucił miecz, zmienił się w nietoperza i uciekł, krasnoludy padły pod ciosami napastników zaś ranny troll przedarł się przez atakujących i także się ewakuował. Los jednak bywa przewrotny. Ponagliłam towarzyszy bojąc się o miecz, jak się okazało – niepotrzebnie. Jeden z napastników próbował go podnieść i natychmiast został usmażony, w związku z czym reszta dała drapaka.

Stanęliśmy nad błyszczącym mieczem. Między nami pojawił się tajemniczy wietrzniak. Przedstawił się jako Altin. Był ubrany na ciemno a jedyną widoczną bronią były dwa sztylety dziwnie błyszczące zielonkawym światłem. Okazało się, że Altin pracuje dla Altanela, obsydianina, który jest radnym oraz mistrzem Gildii Kupieckiej. Ponoć wietrzniak kontaktował się z nim, w sobie tylko znany sposób, i obsydianin chciałby bardzo nas poznać, a może nawet zatrudnić. Thar’zitt nas uspokoił, że słyszał to imię i faktycznie kupiec cieszy się nieposzlakowaną opinią, więc ustaliliśmy, że chociaż z nim porozmawiamy.

– Co z tym? – zapytałam wskazując na miecz, wciąż leżący nam pod nogami.

– W zasadzie nie to było przedmiotem mojego zlecenia a sam elf. – odparł Altin.

– Ale nie możemy tego tutaj zostawić. Może się okazać ważne.

– Czekajcie, czekajcie. – Bum przepchnął się do miecza. – Mam tutaj coś takiego… – wygrzebał z torby niewielką kulę, wyciągnął ją w kierunku broni i wypowiedział szereg dziwnych słów. Zobaczyliśmy jak przedmiot wsysa miecz do środka.

– Niesamowite. – zachwyciłam się. – Skąd to masz? Jak działa?

– A nie pamiętam. – wietrzniak schował kulkę do torby. – Gdzieś znalazłem.

– Chodźmy stąd. – ponagliła Miriel. – Przypominam, że mamy trupy i lepiej by było dla nas gdyby nikt się nami nie zainteresował.

– Fakt. Trupy. Chodźmy. – poparłam.

Jeszcze szybko przeszukałam ciała ale prócz kilku srebrników i dwóch eliksirów zdrowienia nic ciekawego nie znalazłam.

Wróciliśmy do Durgola. Elf był w ciężkim stanie i krasnolud nie rokował mu najlepiej. Zabraliśmy go i ruszyliśmy za Altinem do jego pracodawcy.

Wkrótce weszliśmy w dzielnicę willową Jerris. Pośrodku znajdował się okrągły, niezwykle urokliwy park otoczony wianuszkiem zadbanych domów. Uwadze Buma nie uszła obrona tych willi, składająca się z uzbrojonych po zęby strażników, wyglądających niezwykle profesjonalnie. Zagadnięty o to Altin odparł, że coś niedobrego dzieje się w mieście i oficjele boją się o własne życie. Naprzeciwko nas pojawił się oddział pięciu strażników miejskich w kolczugach, z kuszami, mieczami. Wyglądali dużo lepiej i bardziej oficjalnie niż strażnicy spotykani gdzieniegdzie na ulicach samego miasta. Poznali Altina i tylko dzięki temu mogliśmy pójść dalej nie niepokojeni, inaczej na pewno musielibyśmy się gęsto tłumaczyć z naszej obecności w tym miejscu.

Solidna brama z kutego metalu wpuściła nas na szeroką żwirową alejkę wysadzaną drzewami cytrusowymi, co sprawiło, że nad ogrodem unosił się cudowny zapach cytryn i pomarańczy. W głębi ogrodu stała trzy kondygnacyjna willa, prosta ale niezwykle elegancka. Pomiędzy kwitnącymi krzewami dostrzegłam także sporą altankę. Zostaliśmy wprowadzeni do dużego hallu, wyłożonego marmurem, utrzymanego w klasycznym stylu. W każdym detalu czuć było zamożność gospodarza, ale nie uderzał przepych i bezguście. W tak urządzonym wnętrzu nawet ja czułam się dość swobodnie.

Zaproszono nas do salonu, gdzie wreszcie mieliśmy okazję poznać gospodarza. Altanel to obsydianin o złotych, głęboko osadzonych oczach oraz zielonej skórze, przypominającej kolorem soczystą trawę. Ubrany był w coś w rodzaju togi. Towarzyszyła mu dwójka osobistych ochroniarzy. Troll, Tarif Nerial, o siwawych włosach, z binoklami na nosie oraz elf, Iten Ahil, o perłoworóżowej skórze i ciemnych włosach splecionych w wysoki warkocz. Tarif okazał się być Czarodziejem drugiego Kręgu i Ksenomantą siódmego, zaś Iten Fechmistrzem szóstego Kręgu i Wojownikiem trzeciego. I o ile ten pierwszy wzbudzał sympatię i wyraźnie się interesował moją zwierzęcą menażerią, o tyle ten drugi stał nieporuszony niczym posąg i w ogóle się nie odzywał.

Poproszono nas żebyśmy usiedli i poczęstowano lemoniadą z hodowanych przez gospodarza cytryn. Okazało się także, że sława Buma dotarła aż tutaj, gdyż Tarif świetnie znał jego imię a także dokonania. Dzięki temu dowiedziałam się wreszcie co przedstawia niezwykły tatuaż na plecach wietrzniaka – jego walkę nad Travarem z potężnym konstruktem Horrora. W końcu Altanel przeszedł do sedna sprawy. Przyznam, że nie wyglądało to dobrze.

W Jerris zmarł poprzedni burmistrz. Obecny Dawca Imion pełniący tą funkcję pozostaje na stanowisku tymczasowo, do nowych wyborów. Żaden z kandydatów nie ma, jednak, przeważającego poparcia politycznego, więc przedłużają czas do wyborów w nieskończoność. Tymczasem zaczęli ginąć Dawcy Imion na wysokich stanowiskach. Altanel już stracił dwóch serdecznych przyjaciół, sam zaś padł ofiarą zasadzki, dlatego obwarował się najlepszą dostępną mu ochroną. Altinowi udało się podkupić kontrakt na życie Altanela i dotarł do zleceniodawcy, którym okazał się nasz ranny elf. Obsydianin przypuszcza, że jego życie jest zagrożone ze względu na jego poglądy, ponieważ jest zagorzałym wrogiem Imperium Therańskiego i jako burmistrz chce doprowadzić do uniezależnienia się Jerris od Thery, dodatkowo jest przekonany, że z zabójstwami wiąże się w jakiś sposób sprawa nielegalnej areny do walk zwierząt. Myślę, że właśnie w tamtej chwili podjęłam decyzję, że zrobię wszystko, żeby pomóc temu obsydianinowi dojść do władzy w Jerris. Jak się okazało reszta drużyny, z wyjątkiem Durgola, równie chętnie przyjęła propozycję współpracy i zanim się obejrzeliśmy wychodziliśmy od Altanela ze sporym mieszkiem złota w formie zaliczki oraz garścią informacji, które pozwoliły nam zacząć śledztwo.

Oczywiście Durgol nie omieszkał nas zbesztać za podjęcie decyzji bez konsultacji z nim. Znów argumenty Miriel, że przecież mógł się odezwać i poprosić żebyśmy to przedyskutowali na osobności, trafiały jak kulą w płot. Chyba nigdy nie zrozumiem tego krasnoluda…

Udaliśmy się w końcu do „Źródlanej”, do której próbowaliśmy dotrzeć wcześniej. Karczma okazała się ludnym, gwarnym i bardzo przyjemnym miejscem, porządnym i z przyjazną atmosferą. No dobrze, przyjazną nie dla wszystkich, bo sporą część klienteli stanowiły trolle, co sprawiło, że Miriel znów najeżyła się niczym krwawy elf. Tymczasem Bum poczuł się jak u siebie, zwłaszcza, że trafił na starego znajomego, Jergo, Powietrznego Żeglarza, z którym kiedyś latał. Oczywiście Miriel udało się go wkurzyć, ale troll nie pozostał jej dłużny i w końcu elfka udała się do pokoju. Ja również nie siedziałam długo. Miriel prosiła o spotkanie przed snem, więc chciałam sobie uporządkować naszą dotychczasową wiedzę. Usiadłam przy otwartym oknie, sprawdziłam wzrokiem Noir okolicę i upewniwszy się, że nikt nie obserwuje karczmy zaczęłam spisywać wiedzę w formie uporządkowanych notatek.

Zaczęłam od informacji na temat obecnych władz miasta podzielonych na stronnictwa.

Stronnictwo protherańskie:

Kalia – elfka, theranka, Gildia Złotników.

Hagor – troll, Gildia Przewoźników i Karawan.

Theoma Tadraus – krasnolud, Gildia Jubilerów.

Z tej trójki tylko Theoma nie mieszka w dzielnicy willowej. Posiada willę poza miastem.

Stronnictwo antytherańskie:

Altanel – nasz gospodarz, oraz dwójka jego przyjaciół

Finarfin – elf, Gildia Alchemików i Magów.

Ethan – człowiek, Zbrojmistrz.

Finarfin mieszka dość daleko od Altanela, na drugim końcu miasta, w typowej wieży maga, zaś Ethan zajmuje piętro nad swoją kuźnią.

Grupa neutralna to:

Argan – krasnolud, obecnie pełniący obowiązki burmistrza, Gildia Rzeźników.

Arval – troll, komendant Straży Miejskiej, mieszkający w wynajętej kamienicy.

Elia – człowiek, kupiec, Głosicielka Chorrolisa.

Oczywiście, jak w każdej grupie, tak i tutaj znaleźli się tacy, których poglądy zależą od ilości pieniędzy zapłaconych za ich głosy. Do takiej frakcji należą:

Nadia – elfka, Gildia Farbiarzy i Bławatników.

Thom – krasnolud, Gildia Rzemiosł.

Marog – krasnolud, Gildia Karczmarzy.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że napadnięty elf nazywał się Elentris ale wołali na niego Szary i był swego rodzaju łącznikiem, przekazywał pieniądze i informacje. Przez ostatni tydzień śledził orczycę, Szarą Dłoń, prowadzącą zamtuzy i szulernie, odwiedzał Wizgina, wietrzniaka prowadzącego sklep z eliksirami, w którym ponoć można się zaopatrzyć także w mniej legalne mikstury oraz bywał na arenie nielegalnych walk, gdzie wymieniał coś z orkiem, pochodzącym z plemienia Czaszkowych Wilków, który jest ponoć prawą ręką szefa areny. Szary mieszkał w karczmie „Gwiezdny Kryształ”, która okazała się przybytkiem wielce luksusowym. Od Altina dowiedzieliśmy się także, że grupa, która napadła Szarego to Czarne Wilki, oznaczające swoich członków tatuażem za prawym uchem, przedstawiającym czarne wilcze łby. Jest to grupa najemników, nie posiadająca żadnych zasad moralnych, dowodzona przez Ksenomantę.

Zebrawszy na spokojnie posiadane przez nas informacje udałam się do Miriel, gdzie był już Durgol.

– Miriel. – zapytałam od razu po wejściu bo mnie to gnębiło od dłuższego czasu. – Czy ty musisz prowokować i wkurzać wszystkie napotkane trolle? Co ty masz do nich?

– Nie ważne. Widać muszę.

– Wiesz, że to się w końcu źle skończy nie tylko dla ciebie ale i dla nas? Co one ci zrobiły?

– Coś strasznego. Nie chcę o tym mówić. Mam swoje powody.

– Ale to wszystkie zrobiły czy jeden? – zapytał zaciekawiony Durgol?

– Co?

– No bo jak jeden czy dwa ci coś zrobiły to nie możesz za to winić całej rasy. Odpowiedzialność zbiorową stosujesz?

– Tak.

– To w takim razie Raven też możesz zacząć nienawidzić.

– Czemu miałabym nienawidzić Raven?

– Bo do niewoli wzięli nas ludzie, theranie, ale ludzie. No i jedna elfka, więc w sumie elfy też znienawidź.

– To co innego. – upierała się Miriel.

– Nie, to dokładnie to samo. Jakiś troll zrobił coś strasznego a ty teraz wkurwiasz po równo wszystkie trolle, to z innymi rasami musisz robić tak samo.

Dywagacje Durgola przerwał wpadający do sypialni Bum, w świetnym nastroju, więc mogliśmy omówić plan działania. Nie zdążyłam się jednak nawet odezwać, Bum wyjął na stół tajemniczą kulę kontaktującą go ze smokiem i upewniwszy się, że jego niezwykła przyjaciółka go słyszy, rozpoczął kolejne recytacje.

Durgol

To zasadzka! Z dala słyszysz,
To krasnolud znowu krzyczy,

Znowu będzie nam występny stroił,
nasz kochany, Durgol, krasnal, paranoik,

bo za każdym rogiem czaić się coś musi,
zza każdego węgła coś wyskoczy, cię udusi.

Poznałem już takich, trochę obłąkanych,
co palec ssali, psom lizali rany.

Z Durgolem, mam nadzieję, tak się nie stanie,
W końcu ma chłopak ważne zadanie,

Bo widzicie mili moi,
Coś grubszego nam się kroi,

Chodzi grubasek po całej Barsawii,
I wierci się i zrzędzi, że coś go niby nagli,

W końcu powiedział! Prawdy nie mógł w sobie zdusić.
Mówi, że szósty żywioł odnaleźć musi.

Z początku, wielce interesowało mnie to stwierdzenie,
Dopóki się nie okazało, że to zwykłe zatwardzenie.

Miriel

Miriel naszą jest szefową
Umie czasem ruszyć głową.

Czasem na stole, między pyszną zupką
Ruszy też sobie swoją zgrabną dupką.

Po tańcach hulańcach trochę pokrzyczy
A jak już skończy to zaraz ryczy.

Jest lament i krzyk i łzy ciągle płyną
Bo czas jej miłości, ot tak, pstryk . Minął.

I płacze to dziewcze bo się strasznie boi
Że Jette z kimś innym swoje serce goi.

Że jej ukochany ma sarenkę młodszą
Zgrabniejszą madrzejszą i płucach ciut zdrowszą.

I tak z tego żalu na naszym tańczy stole
Na naszym stole życia tańczy swe swawole.

A my, zamiast pocieszyć jakoś tę kobietę
Rzucamy jej jedną miedzianą monetę.

Lecz ja jej pomogę, ja ją pocieszę!
Mam plan wspaniały! Wykonać go spieszę.

Wietrzniak przebiegły jak z instynktem węża
Plan swój wykona i znajdzie jej męża.

Raven

Raven to ciekawa jest zagadka
Kilku zwierząt niby matka.

Niby dobra i troskliwa
Trochę miła, trochę ckliwa.

Choć na pierwszy rzut parszywa.
Bo pod czernią blask swój skrywa.

Choć na pierwszy rzut jak zmora
Do pomocy zawsze skora.

Tego kurka ma co gada
Może rymy zacznie składać?

I ta ważka kolorowa
Piękna że aż boli głowa

No i Hator mała kicia
Co Horrora tak z ukrycia
Ślicznie pozbawiła życia.

Ciekaw jestem czy mnie lubi
Co drużynie o mnie mówi.

Może kiedyś się dowiem
co chodzi jej po głowie.

Myśl jakaś dobra, czy może myśl zła?

Oby nie wesz czy inna pchła.

Skąd ten wietrzniak bierze pomysły to ja nie wiem, ale cały poważny nastrój kolejnej misji prysł jak mydlana bańka. Nawet moje opanowanie gdzieś zniknęło. Nie sposób było nie chichotać z tej twórczości.

Nieco powagi wprowadziło badanie przez Durgola miecza. Poprosiłam żeby go sprawdził. Bez trudu udało mu się zdjąć efekt błyskawic (stwierdził, że to rodzaj klątwy) i zajął się studiowanej broni. Po kilku minutach powiedział, że miecz pochodzi z Iopos i powstał w kuźniach rodziny Denairastas, dodatkowo udało mu się odkryć część tajników, więc mógłby się do niego dostroić. Tymczasem jednak postanowił go schować, żeby nie rzucał się w oczy.

Przez łzy rozbawienia, które wciąż w nas pozostało po twórczości Buma, udało nam się wreszcie ustalić plan na następny dzień i udaliśmy się na spoczynek. Jakim cudem uda nam się subtelnie przeprowadzić śledztwo nie mam pojęcia ale cóż, w najgorszym wypadku Jerris zaścielą trupy łotrów i oświetli łuna palącej się areny. W taki czy inny sposób to miasto stanie się trochę lepsze jak z nim skończymy.

Zgodnie z wieczornymi ustaleniami Miriel, Durgol i Bum udali się na zakupy, żeby zaopatrzyć się w eleganckie ubrania, dające nam możliwość wstępu do „Gwiezdnego Kryształu” bez wzbudzania podejrzeń, zaś ja zaszyłam się w okolicy domu Szarej Dłoni, żeby obserwować orczycę. Mieliśmy podejrzenia, że może jej grozić niebezpieczeństwo, więc ustaliliśmy, że nie spuszczamy jej z oczu.

Kamienica Szarej Dłoni znajdowała się w uboższej dzielnicy, tuż na granicy ze slumsami, i była jednym z ładniejszych budynków w okolicy. Przed drzwiami stał strażnik uzbrojony w miecz i czujnym okiem zerkał na ulicę. Szczęściem obok kamienicy był spory targ, więc mogłam chodzić między straganami nie wzbudzając podejrzeń. Ukryłam Szafir na jednym z dachów, podobnie jak Noir, zostawiając przy sobie jedynie Hator i Łuskę, gdyż takie imię wybrałam dla żmijki.

Długi czas nic specjalnego się nie działo. Kilkoro Dawców Imion weszło i wyszło z budynku. Moją uwagę zwróciła dopiero kolejna grupa. Najpierw weszło dwóch ludzi, u których dostrzegłam ukryte sztylety, chwilę po nich pojawił się troll, dobrze zbudowany a po nim krasnolud. Po tym ostatnim ochroniarz zamknął drzwi i stanął w nich jakby broniąc dostępu. Siedzieli tam dość długo a kiedy w końcu wyszli postanowiłam sprawdzić, co robi Szara Dłoń. Przywołałam Noir, zawładnęłam jego wzrokiem i wysłałam go na zwiad. Szara Dłoń siedziała przy biurku. Okno było otwarte, blat zasłany papierami. Starsza, zniszczona życiem orczyca miała na sobie dość skromną suknię, na gołej skórze widać było tatuaże. Przed nią leżały kupki złota i stos papierów. Siedziała wpatrzona w przestrzeń, nieruchomo jak posąg. Aż się zaczęłam zastanawiać czy żyje, ale jej płytki oddech mnie uspokoił. Noir usiadł na parapecie. Przyglądał się przez chwilę orczycy po czym zakrakał. Kobieta wzdrygnęła się wystraszona i spojrzała z przerażeniem na kruka. Widząc, że to tylko ptak uśmiechnęła się lekko. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w dłoni jakąś wiadomość. Sięgnęła do szuflady, wyjęła stamtąd kawałek rogala i położyła na biurku od strony Noir. Kruk błyskawicznie skorzystał z okazji darmowej przekąski i przeniósł się na biurko. Dzięki temu mogłam zerknąć na leżące na nim papiery. Większość stanowiły zapiski z prowadzenia interesu, rachunki, zestawienia wydatków ale było też kilka zaszyfrowanych, w tym papier trzymany w dłoni. Orczyca zawołała coś. Po chwili z sąsiedniego pomieszczenia przyszedł młody chłopak. Podała mu, zalakowaną już, wiadomość i mężczyzna wyszedł. Noir skończył posiłek, zakrakał (Pasjom dzięki, że nie powiedział „dziękuję”) i, na moje mentalne wezwanie, wyleciał z pomieszczenia.

Tymczasem Miriel, Bum i Durgol spotkali na targu dawno nie widzianego Salazara. T’skrang podróżował z karawaną, której eskortę stanowił, i dotarłwszy rankiem do Jerris szukał kolejnego zajęcia. Miriel z miejsca zgarnęła go z powrotem do drużyny, mówiąc, że wszystko mu wyjaśni później. Elfka kupiła wystawną suknię, by wyglądać jak szlachcianka, Salazar zgodził się udawać jej ochroniarza zaś Durgol sprawił sobie księgę i szaty wskazujące na uczonego. Bum, jak to Bum, poszedł na całość. Znalazł krawca, który dopasował do niego czarny płaszcz, ponaszywany klejnotami „żeby wyglądał jak ten cały Mędrzec,” jak wyjaśnił później wietrzniak. Na komentarz Miriel, że mieli się nie rzucać w oczy odparł tylko, że  faktycznie wietrzniak ze smoczymi skrzydłami i ogonem nie rzuca się w oczy… W końcu drużyna udała się do karczmy. Bum zakwaterował się pierwszy, jako że miał mnie zmienić podczas obserwacji. W samym przybytku spodobało mu się tak bardzo, że zasiadł do uczty złożonej z surowych ślimaków, kompletnie zapominając o całym świecie. Dopiero gdy, jako ostatnia, do karczmy przybyła Miriel, w mowie powietrza przypomniała wietrzniakowi o mojej skromnej osobie, na co Bum, w panice, wpakował sobie resztę posiłku hurtem do ust i tyle go widzieli.

Zastanawiałam się właśnie jak rozwiązać sprawę posłańca. Co prawda wysłałam na nim Noir, żeby go pilnował, ale nie mógł za nim latać w nieskończoność. W pewnej chwili usłyszałam Buma. Opowiedziałam mu szybko co się stało, spytałam czy Miriel dała mu pieniądze dla mnie na kwaterunek ale wietrzniak oznajmił, że zapomniała i da mi swoje. Szybko przechwyciłam sakiewkę. Zostawiłam Buma, pod opieką Szafir, pilnującego Szarej Dłoni a sama ruszyłam za posłańcem, który skierował się w stronę slumsów. Nie uszedł daleko. W pewnej chwili zobaczyłam, jak jakiś człowiek wpada na niego, niby przypadkiem, i szybko się oddala. Posłaniec zachwiał się i osunął na ziemię. Kiedy do niego dopadłam był już nieprzytomny. Cios sztyletem był bardzo precyzyjny. Profesjonalna robota sprawnego zabójcy. Próbowałam mu pomóc. Mimo zatamowania krwawienia i wlania w niego eliksiru zdrowienia nie udało mi się go uratować. Zabrałam wiadomość i ruszyłam za zabójcą.

Nie było trudno go wyśledzić. Najwyraźniej nie spodziewał się, że ktoś spróbuje. Dostrzegłam go jak kieruje się do jakiejś speluny. Szybko utkałam zaklęcie łapiąc go tańcem kości. Niestety udało mu się przełamać czar i nie zdołałam go przyprowadzić do siebie. Zaklęłam cicho kiedy zniknął w karczmie. Ukryłam się w jednej z uliczek, szybko skreśliłam wiadomość do Miriel i wysłałam z nią Noir. Pozostało mi czekać na rozwój wypadków.

Mijały minuty. Nagle do uliczki wtoczyło się dwóch Dawców Imion. Ork i troll byli już mocno wstawieni. Zauważyli mnie i pysk trolla natychmiast się rozciągnął w uśmiechu. Zataczając się wybełkotał:

– Maleńka… Chcesz się zabawić?

Ork musiał być nieco przytomniejszy bo jego wzrok utkwił w krojenie.

– Ty. Stary. – wybełkotał nieco bardziej zrozumiale. – To krojen jest. Spierdalamy.

– Sam sobie spierdalaj. – odburknął troll spychając rękę towarzysza ze swojego ramienia i zataczając się w moim kierunku. – To jak będzie? Zabawimy się?

– Z przyjemnością. – uśmiechnęłam się szeroko wystawiając pazury.

Pijak zachował jednak resztki percepcji, bo nagle zgiął się w pół i mamrocząc „całuję rączki”, „pani wybaczy” i „ja panią szanuję” dołączył do swojego uciekającego towarzysza. A już myślałam, że będę się choć odrobinę mniej nudzić…

Zaczęłam się już niepokoić przedłużającą się nieobecnością Noir gdy nagle dostrzegłam kruka, obżartego po sam dziób, siedzącego wygodnie w kieszeni kamizelki Salazara. Tuż za t’skrangiem leciał Bum.

– Salazar? – zdumiałam się. – Co Ty tu robisz? Bum, czemu nie pilnujesz Szarej Dłoni?

– Witaj Raven. Miło Cię widzieć. – odezwał się t’skrang.

– Bo on powiedział, że coś ci grozi to lecę ratować. A tu widzę, że wszystko dobrze. – tłumaczył się Bum.

– Nic takiego nie powiedziałem. – zaprzeczył Salazar.

– Nieważne. – ucięłam bezsensowną dyskusję. – Bum, leć proszę do orczycy, nie może jej się stać krzywda. Morderca jest w karczmie. Zajmiemy się nim z Salazarem.

– Ale tam jest tak nuuuuuudno…. – protestował jeszcze wietrzniak. – Dobra. Lecę. – zrezygnowany wrócił do domu Szarej Dłoni. Wysłałam za nim Noir, chociaż kruk został tak napasiony śliwkami, że ledwo latał.

– Żadnego jedzenia od obcych! – krzyknęłam jeszcze za nim. Odniosłam wrażenie, że ciche „kra” było co najmniej lekceważące.

Kiedy Noir zniknął mi z oczu wprowadziłam szybko Salazara w temat. Radziliśmy właśnie co zrobić z delikwentem w karczmie, gdy nagle dostałam mentalny przekaz od Noir o zagrożeniu. Rzuciłam do t’skranga, żeby został na straży, Hator kazałam go pilnować a sama popędziłam do orczycy.

Tuż pod jej domem, do którego drzwi były zamknięte i nie pilnowane, podleciał do mnie Noir.

– Co się dzieje? – spytałam.

– Bójka.

– Gdzie Bum?

– Na dachu.

Odezwałam się w mowie powietrza do Buma pytając co się stało, co widzi. Szara Dłoń była żywa, choć ranna, w jej saloniku leżały dwa trupy, kobiety i mężczyzny, ludzi. Krasnolud ochroniarz i jakiś człowiek sprzątali właśnie pomieszczenie.

– Dość tego. – mruknęłam.

Podeszłam do drzwi i zapukałam.

– Co robisz? – spytał Bum. W jego głosie wyczułam nerwowość.

– Wchodzę tam. Trzeba z nią porozmawiać.

– Ja bym nie ryzykował.

Załomotałam głośniej.

– Zamknięte. – warknął ktoś ze środka.

– Powiedz Szarej Dłoni, że muszę się z nią zobaczyć.

Cisza przedłużała się.

– Kim jesteś? – zapytał w końcu głos zza drzwi. – Jesteśmy nieco zajęci.

– Wiem. Mam informacje na temat intruzów. Przekaż, że o spotkanie prosi właścicielka kruka. Szara Dłoń będzie wiedziała o co chodzi.

Kilka chwil później głos znów się odezwał.

– Za godzinę „Pod Kryształowym Pantofelkiem”. Władczyni Zwierząt.

– Dziękuję. Będę.

Odsunęłam się od drzwi i poprosiłam Noir żeby poleciał z wiadomością do Miriel. Po mniej więcej pół godzinie zobaczyłam elfkę w towarzystwie Durgola przedzierających się przez plac targowy. Szybko opisałam im sytuację. Zawołaliśmy Buma i poszliśmy do Salazara, słusznie mniemając, że Szara Dłoń jest chwilowo bezpieczna.

Nie pokonaliśmy nawet połowy drogi kiedy uderzyła we mnie ślepa furia Hator.

– Hator kogoś morduje! – rzuciłam i ruszyłam biegiem a Bum za mną, błyskawicznie mnie wyprzedzając.

Pierwsze co zobaczyłam to trupa z rozszarpanym gardłem. Kawałek dalej leżał kolejny. Moja kochana kicia właśnie wykonała przepiękny skok wprost na kark kolejnego uciekiniera, błyskawicznie przegryzając mu kręgosłup i natychmiast rzuciła się w pościg za pozostałą jeszcze przy życiu dwójką zaś nad tym wszystkim kołował Bum nieśmiałym głosem prosząc:

– Hator spokój. Dobra kicia. Zostaw?

– Hator do mnie! – wrzasnęłam i kot gwałtownie wyhamował.

Podbiegłam bliżej żeby wspomóc rozkaz magią. Raz oszalały krojen jest nawet dla mnie ciężki do opanowania. Ocalona dwójka padła przede mną na kolana, składając ręce jak do modlitwy i zaczęła błagać o darowanie życia. Jąkając się wyjaśnili, że mężczyzna znany jako Nolan zapłacił im żeby nieco obili t’skranga dla odwrócenia uwagi. Ponoć miał dobry humor bo się dziś ładnie obłowił ale ktoś mu siedział na ogonie i trzeba było się tego ogona pozbyć. Solennie przyrzekli, że rozkaz zawierał jedynie „obicie mordy” bez poważniejszych uszkodzeń. Na pytanie gdzie znajdę tego Nolana odrzekli, że nie mają pojęcia ale „lubi podymać”. Wiedziałam, że nie kłamią. Hator, wciąż ociekająca krwią ich kumpli, była dostatecznym motywatorem do zachowania szczerości.

– Jeśli go jeszcze spotkacie powiedzcie mu, żeby z nami nie zadzierał bo skończy tak jak tamci. – wycedziłam zimno pochylając się nad nimi. – A teraz zejdźcie mi z oczu.

Natychmiast skorzystali z okazji i błyskawicznie dali drapaka.

– To tyle jeśli chodzi o nie rzucanie się w oczy. – skwitowała Miriel.

Szybko wróciliśmy do Salazara. Przeszukałam po drodze trupy znajdując, prócz kilkunastu srebrników, ciekawie wyglądające kości do gry.

T’skrang okazał się być dość mocno ranny, a raczej potłuczony. Ledwo ruszał ręką. Bum kazał mu się nie ruszać i zaczął przesuwać dłonią nad stłuczeniem. Ramię Salazara otoczyło złote światło i już po chwili ból zniknął z jego twarzy.

– Co zrobiłeś? – zapytałam zdumiona.

– A takie tam. – Bum wyciągnął w moją stronę dłoń, na której leżał wisior przedstawiający centaura. Ale nie tak łagodnego jak przedstawienia Jaspree a uzbrojonego. Był piękny i bardzo precyzyjnie wykonany.

– Raven! Musimy pogadać o Hator! – Salazar zdecydowanie poczuł się lepiej.

– Właśnie… – spojrzałam na moją przyjaciółkę. Merdała wesoło ogonem zlizując z wąsów resztki krwi. – Coś ty zrobiła?! – kot spojrzał na mnie jakby kompletnie nie wiedział o co ta pretensja.

– Raven – męczył Salazar – dlaczego ty jej nie pozwalasz walczyć?

– Właśnie dlatego. – wskazałam dłonią ciała. – I już nigdy więcej nie zostawię jej bez nadzoru! – Hator parsknęła obrażona.

– Ale gdyby nie ona mógłbym już nie żyć!

– Nie mieli rozkazu cię zabić tylko obić.

– Ona powinna walczyć. Jest niesamowita.

– Możecie to przedyskutować później? Nieco rzucamy się w oczy. – wtrąciła się Miriel.

Zmieniliśmy więc uliczkę na targ żeby spokojnie porozmawiać. Ustaliliśmy, że ja i Salazar pójdziemy na spotkanie z Szarą Dłonią zaś Miriel z Bumem wrócą do Jegera spytać o Iskrę i arenę. Durgol postanowił wrócić do karczmy żeby mieć baczenie na klientów. Postanowił podać się za przyjaciela Szarego i spróbować dowiedzieć czegoś więcej na temat tajemniczego elfa.

O umówionej godzinie stawiliśmy się z Salazarem „Pod Kryształowym Pantofelkiem”. Był to chyba najlepszy z zamtuzów Szarej Dłoni, mieszczący się w niewielkiej, eleganckiej willi. Kazano nam zostawić broń i zwierzęta i wpuszczono do gabinetu. Szara Dłoń siedziała z dwoma ochroniarzami, każdy z nich trzymał kuszę gotową do strzału. Cała trójka wyglądała na mocno zmęczonych. Ponieważ Salazar uznał wcześniej że najlepiej będzie jeśli wystąpi w roli ochrony przedstawiłam tylko siebie. Orczyca była nieufnie nastawiona, a kiedy wyjęłam zwój i go jej podałam ochroniarze natychmiast wymierzyli do mnie. Zachowałam całkowity spokój szczerze opowiadając jej mój powód zainteresowania jej osobą.

– Dlaczego chcesz mi pomóc? – spytała nagle. – Chcesz pieniędzy? Przysługi?

– Nie. Jestem tutaj bo nienawidzę nieuzasadnionych mordów, agresji. Nie tylko ty się boisz o swoje życie. Wielu innych też czuje się zagrożonych. Jako Adept nie mogę przejść obok tego obojętnie. Nie chcę twoich pieniędzy, ani żadnej przysługi. Chcę tylko szczerych informacji, które doprowadzą mnie do osoby odpowiedzialnej za to, co dzieje się w mieście.

Szara Dłoń tylko pokiwała głową.

– Całkiem niedawno nastąpiła zmiana dowodzenia w półświatku. – zaczęła. – Jak się domyślasz, nie przebiegła ona pokojowo. Popierałam starego przywódcę i zapewne dlatego wydano na mnie wyrok śmierci. Nie obyło się bez rozlewu krwi i pewnie będzie on trwał nadal. Ale nie tylko u nas dzieje się źle. We władzach miasta też nastąpił rozłam. Wygląda to tak, jakby ktoś chciał nieźle namieszać jednocześnie na górze jak i na dole.

– Kto teraz rządzi półświatkiem?

– Na imię ma Althala ale każe na siebie mówić Królowa. To ludzka kobieta, choć wysoka jak elf. Jest w Jerris od niedawna ale ma pieniądze, kontakty, drogie przedmioty i wysoko postawionych sojuszników. Nieco pretensjonalna w sposobie życia.

– Czy można ją gdzieś spotkać? Zobaczyć?

– Nie wydaje mi się.

– Kojarzysz człowieka o imieniu Nolan?

– Tak. To prawa ręka mojego największego konkurenta, elfa, Arastosa. Też ma sieć zamtuzów.

– To Nolan zabił twojego posłańca.

– Sukinsyn! Mogłam się domyślić.

– Czy możesz mi zrobić listę zamtuzów, które należą do ciebie i tych należących do niego?

– Oczywiście.

– W takim razie nie będę ci zabierała więcej czasu. Jeśli dowiesz się czegoś nowego, będziesz miała jakiekolwiek informacje, które mogłyby mi pomóc, przekaż je Noir, czyli krukowi. Wyślę go do ciebie w południe, każdego dnia.

Skinęła głową.

– Dziękuję Szara Dłoń. Uważaj na siebie i postaraj się odpocząć. Potrzebujesz tego.

Zabraliśmy swoją broń i zwierzęta i udaliśmy się do karczmy. Wreszcie miałam czas zameldować się w „Gwiezdnym Krysztale.” Miriel prosiła żebyśmy się tam spotkali jak wszystko pozałatwiamy. Miałam tylko nadzieję, że uda nam się dotrzeć do karczmy bez dodatkowych przygód.

Tymczasem, na drugim końcu miasta, Miriel i Bum zdobywali informacje. Bum dowiedział się, że Iskra będzie prawdopodobnie w Jerris za tydzień oraz pobawił się w barmana zaś Miriel uzyskała informacje gdzie znajduje się arena (pół km na wschód za miastem, w niewielkim zagajniku) i kiedy odbędzie się następna walka (za dwa dni). Ponieważ wyleciała z karczmy jak z procy i wyglądała jak wulkan, który zaraz wybuchnie, Bum zagadał ją o te nieszczęsne trolle, do których żywi tak głęboką nienawiść.

– Widziałeś tego trolla z blizną?

– No….

– Zabił mi ojca.

– O… Chcesz śliwkę?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s