23 Pierwsze ostrzeżenie

Wracając do karczmy wraz z Salazarem natrafiliśmy na Buma. Spytany o Miriel odparł tylko, że załatwia swoje sprawy a my mamy działać dalej. Nie uszliśmy daleko, gdy naszym oczom ukazał się Borgil, przeciskający się na swoim wierzchowcu przez tłum na ulicy.

– Borgil! – wrzasnął od razu Bum.

– Bum! Stary draniu! – ork podjechał do nas i zeskoczył na ziemię.

– Witaj Borgil. – uśmiechnęłam się. – Poznaj Salazara. To nasz towarzysz, z którym podróżowaliśmy od początku.

Wymieniwszy zwyczajowe uprzejmości i dowiedziawszy się, że nasz Kawalerzysta awansował w kręgach przyszedł czas na wytłumaczenie mu co robimy w Jerris. W tym celu musieliśmy go jednak zabrać do karczmy a to wymagało pewnych ryzykownych zabiegów.

– Musisz się wykąpać. – oznajmiłam.

– Co?! – ork popatrzył na mnie jakby mnie widział po raz pierwszy. – Przecież dopiero co się kąpałem.

– Czyli kiedy? – pociągnęłam nosem niezadowolona z wyniku oględzin wzrokowych.

– No…. Jak wskoczyłem do wodospadu pod klasztorem.

– Trzeba będzie ten proces powtórzyć. Co masz pod zbroją?

– Boję się sprawdzić.

Westchnęłam. Używając całego swojego sprytu przepchnęłam orka pod najbliższą łaźnię i kategorycznie nakazałam mu się porządnie wymoczyć. W międzyczasie kupiłam mu nowe, porządne ubranie. Bum poleciał w miasto a ja wróciłam do Borgila i Salazara, ten drugi, bez namawiania, także korzystał z uroków łaźni. Kiedy czekałam aż ork się ubierze podszedł do mnie młody krasnolud i przekazał mi wiadomość. Rozwinęłam niewielki pergamin. Równym pismem Szara Dłoń oznaczyła zamtuzy, swoje i swojego konkurenta. Schowałam zwitek. Gdy panowie do mnie dołączyli byłam zdumiona. Wykąpany, uczesany, pachnący i ubrany w nowe rzeczy Borgil wyglądał zupełnie inaczej. Moim skromnym zdaniem dużo korzystniej.

W tym czasie Bum przygląda się sklepikowi Wizgina. Jego zainteresowanie wzbudza pewien mag, który najwyraźniej para się zabezpieczeniami wszelakimi. Znudzony spokojem wraca do karczmy.

Zakwaterowałam się w „Gwiezdnym Krysztale” z Borgilem jako moim ochroniarzem. Szczęściem pokój dostaliśmy od strony stajni, więc mogłam przywołać zwierzęta przez otwarte okno. Ledwie zdołałam to zrobić gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wszedł Salazar i oznajmił, że natychmiast musimy coś zobaczyć. Po drodze zabraliśmy Buma, który już zdążył wrócić i udaliśmy się do pokoju Miriel i Salazara. Na szafce nocnej stały przepiękne figurki, wykonane z kamieni półszlachetnych, przedstawiające mnie wraz ze zwierzętami, Miriel, Salazara, Buma i Durgola. O figurki stała oparta kartka. Poprosiłam Buma żeby spojrzał w przestrzeń astralną, czy nie ma w tym magii, a kiedy upewnił mnie, że nie, wzięłam kartkę. Było na niej tylko jedno zdanie, które wywołało mój uśmiech: „Piękne i kruche, jak żywot Dawcy Imion.” Przeczytałam ostrzeżenie na głos. Ktoś nam grozi. Tylko kto?

Wysłałam Salazara na dół, żeby zrobił awanturę, że ktoś wszedł do pokoju. Wrócił po kilkunastu minutach.

– I co? – zapytałam zaciekawiona.

– Twierdzą, że pół godziny temu była tutaj Miriel. Ponoć zapomniała hasła do zamka w pokoju, podali jej, weszła, została tam kilka minut po czym wyszła nie rozmawiając z nikim.

– Hm… – zamyśliłam się. – Dobry Złodziej albo Iluzjonista. Ciekawe, komu się chciało pofatygować do nas.

Tymczasem Bum, który znów nie mógł usiedzieć w miejscu, przekupił elfa zarządzającego w karczmie, podając się za przyjaciela Szarego, i uzyskał dostęp do pokoju martwego, bez żadnego nadzoru. Okazało się, że Szary miał całkiem spory rachunek w karczmie, nie uregulował go i zniknął.

– Raven. – usłyszałam w głowie głos Buma. – Zaraz wchodzę do pokoju Szarego.

– Idę. – odparłam i zwróciłam się do towarzyszy, którzy zajęli się właśnie smakowaniem trunków alkoholowych zostawionych w pokoju przez służbę. – Bum wchodzi do pokoju Szarego. Pójdę mu pomóc go przeszukać.

Skinęli tylko głowami znad pucharków. Chyba t’skrang i ork znaleźli wspólny język…

Dołączyłam do Buma. Weszliśmy do pokoju. Niewielki salonik, sypialnia, łazienka. Szary nie przepadał za porządkiem. Wszędzie leżały ubrania, rzucone niedbale drobiazgi. Metodycznie, kawałek po kawałku, zabraliśmy się za przeszukanie. Znalazłam maleńką kuszę wielostrzałową z kompletem bełtów i pierścionek, którego symbole skojarzyły mi się z ksenomancją. Bum zaś wyciągnął skądś sporych rozmiarów skrzynkę, metalową, obciągniętą skórą, okutą i zamkniętą na dwa solidne zamki. Zabraliśmy te trzy rzeczy i wróciliśmy do Borgila i Salazara.

Zdałam im relację. Salazarowi spodobała się kusza więc ją zatrzymał. Przywołałam Hator i zerknęłam na skrzynkę dzięki jej talentowi dostrzegania przestrzeni astralnej. Wewnątrz znajdowały się papiery. Zapewne jakieś dokumenty. Zamki zostały mocno zabezpieczone magicznie. Mogłam przypuszczać, że najmniejszy błąd podczas próby otworzenia i cała zawartość zostanie spopielona, przypuszczalnie wraz z otwierającym.

Oglądając przedmiot nie zwróciłam uwagi że Bum znów zniknął, za to zwróciłam uwagę, że wrócił – wietrzniak wpadł do pokoju taszcząc sporych rozmiarów linę, do której na coś lepkiego (miód) poprzyklejała się cała masa owadów. Zaczął ją mocować. Patrzyliśmy na to zdumieni. Borgil przesunął palcem pomiędzy owadami, po czym oblizał go mlaskając z zadowoleniem.

– Ej! – zaprotestował Bum. – Zeżarłeś najtłustszą muchę! Zostaw! To dla Szafir.

Ważki nie trzeba było zachęcać. Owady zniknęły w tempie ekspresowym a moja podopieczna krążyła wokół głowy wietrzniaka jakby czekając na kolejną porcję.

– I co z tą skrzynką? – zapytał zadowolony z siebie Bum.

– Wewnątrz są dokumenty ale jak zaczniemy majstrować przy zamku wszystko się sfajczy bo jest zabezpieczona ogniem.

– To trzeba otworzyć pod wodą. – oznajmił Borgil. – Pod wodą się nie spali.

– Ale się rozmoczy i nic z tego nie odczytamy. – odparłam machinalnie.

– No to ja nie wiem. – zasępił się ork.

– Tak się składa, że znam kogoś, kto mógłby to otworzyć. – oświadczył Bum.

– A jest lojalny? – zapytał Salazar.

– Nie wiem. Ale jak się zapłaci odpowiednio to będzie.

– Chcesz to taszczyć po mieście? – spytałam.

– Borgil będzie taszczył.

– No dobrze. – zgodziłam się. – Tylko to jakoś opakujcie.

– Po to kupiłem materiał. – uśmiechnął się Bum i faktycznie dostrzegłam sporą płachtę materiału leżącego przy drzwiach.

Zapakowali skrzynkę i poszli.

– Słuchaj Raven. – odezwał się Salazar. – Tak sobie myślę, że można by popytać na mieście, kto mógł zrobić takie figurki. Wyglądają na małe dzieła sztuki, byle kto tego nie wyrzeźbił. Jakby się udało namierzyć twórcę to będziemy krok bliżej zleceniodawcy.

– Dobry pomysł. Bardzo dobry. – poparłam. – Zajmiesz się tym?

– Z przyjemnością.

Salazar złapał figurkę przedstawiającą jego samego i wyszedł. Wysłałam z nim Noir, żeby miał go na oku a sama zagłębiłam się w notatkach starając się uporządkować sobie dodatkową wiedzę.

 Bum i Borgil poszli do sklep,u widzianego wcześniej przez wietrzniaka, maga. Miły pracownik obejrzał skrzynię.

– Widzę, że będzie musiał się tym zająć sam mistrz. – oznajmił.

– Nie ukrywam, że zależy nam na czasie. Potrzebujemy tego… powiedzmy, że na wczoraj. – odparł Bum. – rozumie pan, ekspresem.

Mężczyzna wyjął jakiś notatnik.

– Mogę panów wpisać na… za dziesięć dni. – uśmiechnął się patrząc wyczekująco.

– Za dziesięć dni to nie jest na wczoraj. – zafrasował się Bum.

– Ale to jest ekspresem. Proszę mi wierzyć. To najwcześniejszy termin.

– Weź mu ten ekspres przyspiesz jakoś finansowo bo mu zaraz przyp…lę! – warknął Borgil.

W końcu został wezwany właściciel zakładu, który po ostrych negocjacjach cenowych zgodził się spróbować otworzyć skrzynkę za dwa dni. Panowie przystali na ten termin, wzięli kwit, uiścili opłatę i wrócili do karczmy.

—-

Salazar podpytał najpierw zarządcy karczmy o jubilera, który mógłby zrobić taką figurkę i uzyskał informacje, że tylko Gildia Jubilerów ma tak wprawnych rzemieślników. Poszedł więc na miasto i zaczął chodzić od sklepu do sklepu. Większość zapytanych twierdziła, że zrobiłaby coś takiego na zamówienie ale żaden nie przyznał się do wykonania tej figurki. Wszyscy patrzyli na figurki z widoczną złością, że coś tak pięknego krąży po Jerris i nie pochodzi spod ich palców. T’skrang zorientował się, że jest śledzony ale chodzący za nim szpieg zauważył, że jego pozycja jest spalona, więc się ostentacyjnie oddalił. Niezadowolony Salazar wrócił do Gwiezdnego Klejnotu.

Jak tylko panowie zdali relację ze swoich poczynań zaczęliśmy się zastanawiać jaki powinien być nasz następny ruch. Optowałam za dostaniem się do Nolana i przesłuchaniem go. Nie miałam szansy tego zrobić po morderstwie bo mi uciekł a wciąż mam wrażenie, że jego wiedza może nam wiele rozjaśnić. Zwłaszcza, że teraz mamy Borgila, o którym nasi wrogowie jeszcze nie wiedzą, więc zwabienie zabójcy w pułapkę powinno być łatwiejsze.

– A nie możemy tak po dobroci, dla odmiany? – zapytał nagle Bum.

– To znaczy jak? Grzecznie go zapytać co wie? – popatrzyłam na wietrzniaka z powątpiewaniem.

– Spróbujmy go podkupić. Przecież obsydianin mówił, że kasa nie gra roli.

– I myślisz, że tak zwyczajnie zdradzi swojego pracodawcę?

– Może Arastos nie jest jego pracodawcą? Może to była jednorazowa misja?

– Nie wydaje mi się. Szara Dłoń mówiła, że Nolan jest jego prawą ręką. Nie sprzeda nam przecież swojego szefa.

– To jak nie sprzeda damy mu miksturkę. – Bum uśmiechnął się szeroko.

– Jaką znowu miksturkę?

– Taką, po której będzie musiał mówić prawdę. Czy on jest therańczykiem? – spytał nagle wietrzniak.

– Nie, nie wiem, ale nie wydaje mi się.

– No to mu nie damy. – zasępił się.

– Czemu? Działa tylko na theran?

– Nie, ale później się umiera.

Zastanowiłam się przez chwilę.

– Wiesz co, może i masz rację. Spróbujmy po dobroci a jak nie zadziała to wtedy damy mu miksturę. W końcu gdybym go wtedy przy tej spelunie dorwała to raczej żywy by z tego nie wyszedł.

Klamka zapadła, więc Buma znów poniosło na miasto a ja usiłowałam Borgilowi wytłumaczyć jego misję. Nolan lubił siedzieć w zamtuzach, więc tam właśnie zamierzaliśmy wysłać orka. Oczywiście z zapewnieniem, że będzie mógł skorzystać z dobrodziejstw tego przybytku. Miał zasugerować Nolanowi, że pracuje dla kogoś bardzo ważnego i bogatego i ten ktoś szuka specjalisty do usunięcia problemu. Oczywiście miał też umówić spotkanie, w „Źródlanej”. Liczyłam, że Borgil zapamięta wszystko i zrobi to profesjonalnie.

Bum poleciał do Wizgina. Jak gdyby nigdy nic wleciał do sklepu i zaczął oglądać towar. W końcu nawiązał kontakt z samym Wizginem, który rozpoznał w nim Buma Złotoskrzydłego i tym chętniej chciał robić z nim interesy. Wietrzniak kupił jakiś dziwny eliksir siły (prototypowy) i dowiedział się, że Nolan będzie w „Szale Zmysłów” bo tam ostatnio najczęściej przebywa. Zadowolony Bum poleciał jeszcze do „Źródlanej” żeby załatwić nam ewentualne wsparcie w postaci Jergo.

Nadszedł wieczór. Bum został w karczmie, Borgil poszedł do „Szału Zmysłów” zaś ja i Salazar poszliśmy jego śladem żeby go pilnować. Zamtuz mieścił się w niepozornej kamienicy. Prosta brama prowadziła do kręconych schodów i dopiero na ich końcu ozdobne wejście informowało klienta gdzie się znajduje. Ork zniknął w środku a my rozpoczęliśmy obserwację. Schowani w ciemności bocznych ulic zastanawialiśmy się z Salazarem jak Miriel wytłumaczy się Altanaelowi z wydatków na zamtuz.

Borgil się zabawił, zlokalizował Nolana i pijąc z nim jakiś podejrzany bimber skusił go sporą sakiewką do przyjęcia propozycji rozmowy ze swoim „pracodawcą”. Nolan na miejsce spotkania wyznaczył „Gwiezdny Kryształ”. Następnego dnia wieczorem ma się tam odbyć występ znanego Trubadura, więc będzie tłum dawców imion, co gwarantuje mu, że nikt nie zrobi nic niewłaściwego. Po ubiciu interesu Borgil poszedł korzystać dalej.

Grubo po północy dostrzegliśmy wreszcie wychodzącego Borgila. Ork rozejrzał się, po czym ruszył w kierunku zupełnie nie wskazującym na „Gwiezdny Kryształ”. Początkowo myślałam, że chce zgubić ewentualny ogon, ale nie zauważyłam żadnego. Dopiero po kilkunastu minutach, gdy na horyzoncie pojawiła się „Źródlana” domyśliłam się jaki jest cel jego podróży.

– Borgil! – odezwałam się w mowie powietrza. – Jeśli zamierzasz tam siedzieć i pić do rana to podnieś obie ręce do góry. Pójdę wtedy spać.

Ork najpierw się wzdrygnął, rozejrzał nerwowo a później uniósł obie ręce, żeby za kilka chwil zniknąć w karczmie. Wraz z Salazarem udaliśmy się więc spać. Nie było sensu tkwić tutaj.

Ciemno jeszcze było kiedy poczułam jak Noir mnie dziobie.

– Raven! – wołał co chwilę. – Raven!

– Czego? – mruknęłam zirytowana. Zaledwie przecież zasnęłam.

– Raven słuchaj. – kruk machnął głową w kierunku okna.

Wytężyłam słuch i zdębiałam. Podbiegłam do okna. Ulicą szła cała wataha trolli, na czele z Jergo i Borgilem, drąc się w niebogłosy „Bum Złotoskrzydły naszym przyjacielem jest! Bum! Bum! Bum!”. Rycząc podeszli pod karczmę i zaczęli się szykować do rozpalenia ogniska. Ochroniarza dostrzegłam nieprzytomnego, jakiś troll właśnie obsikiwał drzwi do „Gwiezdnego Klejnotu” a mały oddział straży miejskiej leciał w noc po posiłki. Zobaczyłam jak Bum wylatuje z okna. Rozmawiał przez chwilę z Jergo i cała grupa ruszyła, nadal drąc mordy w niebogłosy, gdzieś w głąb miasta. Wróciłam do łóżka. Jutro sobie porozmawiam z Borgilem.

Bum przeniósł imprezę na statek należący do Jergo, gdzie cała kompania (prócz wietrzniaka) schlała się do nieprzytomności. Dobrze, że Bum pozostał trzeźwy, gdyż w toku imprezy padł nawet pomysł, żeby oddać salwę z dział ognistych…

Gdy koło południa okazało się, że Borgila nadal nie ma postanowiłam po niego iść. Wyczyściłam jego wierzchowca uznając, że mu się przyda. Napojony odpowiednią ilością alkoholu pozwolił mi się dosiąść, więc podróż do doków była nawet przyjemna. Bum chyba wyczuł, że jeśli zastanę orka nadal nieprzytomnego może się zrobić nieprzyjemnie, więc śmignął czym prędzej i postawił go na nogi zanim dotarłam do statku. Dzięki temu miałam okazję zobaczyć naszego Kawalerzystę jeżdżącego zygzakiem na duchowym wierzchowcu. Całkiem ciekawy widok. A miny przechodniów jeszcze ciekawsze.

Dopiero napojony piwem i usadzony w siodle Borgil był w stanie z nami rozmawiać. Kategorycznie zaprzeczył jakoby to on doprowadził trolle pod naszą karczmę, w ogóle zaprzeczył, że pod nią byli. Dobrze, że w tym alkoholowym amoku nie zapomniał nam przekazać gdzie się umówił z Nolanem. Chociaż przekaz „w jakimś gwieździstym czymś” nie był zbyt precyzyjny.

Po sutym śniadaniu zebraliśmy się znów w jednym pokoju, żeby ustalić plan na wieczór. Po rozważeniu kto się najbardziej nadaje do wcielenia się w pracodawcę Borgila doszliśmy do wniosku, że ja. Nolan mnie nie widział a jeśli nie wezmę ze sobą zwierząt i się inaczej ubiorę prawdopodobnie mnie nie rozpozna nawet, jeśli ma opisy nasz wszystkich. T’skrang byłby zbyt podejrzany a Bum… Cóż, ten wietrzniak nie da rady być anonimowy w Jerris ze swoim wyglądem. Salazar zasugerował żebym założyła coś KOLOROWEGO! Ta myśl mnie przeraziła. Ale po namyśle stwierdziłam, że t’skrang ma rację. Raven w kolorowej sukni nie pozna nawet jej własna drużyna a co dopiero wrogowie.

Poprosiłam ich żeby się zastanowili jak to rozegrać i udałam się na zakupy. Wybór był trudny. Co ja poradzę, że podobają mi się wyłącznie czarne suknie? Kolorowe są zbyt krzykliwe jak dla mnie. Musiałam się jednak na coś zdecydować. Miła sprzedawczyni powiedziała, że najlepiej do mnie pasuje czerwień, więc w końcu wyszłam z tobołkami zawierającymi nową suknię, buty, ozdoby do włosów i pasującą biżuterię. To będzie ciężki wieczór.

– No to jaki mamy plan? – zapytałam rzucając tobołki na łóżko. – Co ja mam mu powiedzieć?

Popatrzyłam po moich towarzyszach. Salazar wpatrzył się w okno, Borgil w pucharek a Bum udawał strasznie zajętego swoim plecakiem. Westchnęłam. Dyplomacja nie jest naszą najmocniejszą stroną.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s