24 Porządki w półświatku i utracone wspomnienia

krukWybiło południe więc, tak jak obiecałam, wysłałam Noir do Szarej Dłoni. Przy okazji sprawdzenia, czy ma jakieś nowe wiadomości postanowiłam zebrać informacje na temat Arastosa. Pomyślałam, że można się dogadać z Szarą Dłonią, żeby oddała mi swoje zamtuzy, jako ukrytej do tej pory właścicielce a ja, za pomocą Nolana, przejmę interes Arastosa dostając się tym samym w pobliże Królowej. Plan był ryzykowny ale miał szanse powodzenia.

Wysłałam Borgila spać i poszłam porozmawiać z Miriel i Durgolem, gdy nagle poczułam strach Noir. Rzuciłam się do drzwi, prawie tratując w nich Buma, krzycząc tylko, że Noir ma kłopoty. Wietrzniak minął mnie sprintem. Wystraszona, że nie zdążę krukowi na ratunek, wpadłam do stajni i wyprowadziłam wierzchowca Borgila. Wciągając na niego Miriel pomyślałam, że jak ork to zobaczy urwie mi głowę.

Najszybciej jak się dało popędziłam w kierunku miejsca, skąd nawoływał mnie Noir, ścigana pokrzykiwaniami wściekłych przechodniów, których jakimś cudem udało mi się nie stratować. Kiedy dopadłyśmy do jednego z zamtuzów, Rozkoszy dla Bogatych, drzwi były zamknięte a ze środka nie dobiegał żaden odgłos.

– Bum. – zawołałam w mowie powietrza. – Jesteś tam? Co się dzieje?

Zamiast odpowiedzi otworzyły się drzwi.

Weszłyśmy do środka z Hator u boku. Zamtuz wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Porozbijane meble, potłuczone szkło, częściowo rozwalone drzwi do następnego pomieszczenia, wciąż mocno trzymające się w futrynie i skulone pod ścianami prostytutki. Bum, z dumnie wypiętą piersią, patrzył groźnym wzrokiem na klęczącego na podłodze obwiesia, drugiego, za barem, jakaś trollica waliła po głowie czymś, co z daleka przypominało dzban, trzeci zaś stał pod ścianą z rękami uniesionymi do góry zerkając na uszkodzone drzwi.

– Co tu się stało? – spytałam zdezorientowana. – Gdzie Noir?

– Panowie przecenili swoje siły. – uśmiechnął się wietrzniak. – Dziewczęta, zwiążcie ich. Tylko porządnie.

Paniom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Z radością rzuciły się do wiązania czym popadnie i bynajmniej nie były delikatne. Bum w tym czasie obejrzał drzwi.

– Noir jest tam. – wskazał na wejście. – Ale nie otworzymy ich bez wysiłku.

– Kula ognia otworzy wszystko. – uśmiechnęła się Miriel i zaczęła tkać wątek.

– Raven – zwrócił się nagle do mnie Bum. – Czy ty uczyłaś Noir walczyć?

– Nie! – oburzyłam się. – Jeszcze by mu się jakaś krzywda stała. Skąd takie pytanie?

– Bo tam się mała potyczka odbywa i właśnie kogoś zaatakował.

– Miriel! Pospiesz się z tą kulą. – niemal spanikowałam.

Ognisty pocisk pomknął w kierunku drzwi. Wybuch rozerwał drewno i odsłonił nam kolejne pomieszczenie. Przewrócone stoły i krzesła, Szara Dłoń schowana za biurkiem i dwa pojedynki. Krasnolud, którego wcześniej widziałam jako ochroniarza Szarej Dłoni walczył z orkiem zaś elf, wyglądający jak złodziej, pojedynkował się z elfim Fechmistrzem. Noir leżał na ziemi obok pary elfów. Rzuciłam się na Fechmistrza a wraz ze mną Bum. W kilka sekund mężczyzna leżał na podłodze unieruchomiony. Elfi ochroniarz Szarej Dłoni zamierzył się na niego. Próbowałam go powstrzymać, elf musiał poczuć złość Władcy Zwierząt, którego pupila uszkodził, ale napastliwy złodziej najwyraźniej nie rozumiał słowa nie. Ogłuszył moją ofiarę i zaczął go spode mnie wyciągać, żeby go związać. Ustąpiłam. Noir był pierwszy, później sobie porozmawiam z impertynenckim elfem.

Szybko opatrzyłam zwichnięte skrzydło kruka. Wzięłam go na ręce i rozejrzałam się.

– Dziękuję za pomoc. – odezwała się Szara Dłoń wstając zza biurka. – To Twoja drużyna Raven?

– Tak pani. To Miriel, nasza szefowa oraz Bum Złotoskrzydły. Tylko nasza trójka zdołała dotrzeć na czas. Co tu się stało?

– Ta dwójka podszyła się pod klientów. – wyjaśniła Szara Dłoń. – Kiedy przyleciał Noir rzucili się do ataku. To jest Findas. – wskazała na elfa, który wszedł mi w drogę podczas wymierzania sprawiedliwości. – Mój doradca. Musimy stąd zniknąć. Nie wiemy, czy ktoś nas nie obserwuje.

– Zejdźmy do piwnicy. – odezwał się elf. – Sprawdzę okolicę.

Szara Dłoń zagoniła dziewczyny do posprzątania lokalu a nas zaprosiła do ukrytej piwnicy. Idąc tam Bum obejrzał okolicę spojrzeniem astralnym i zauważył jakiegoś obserwatora. Wraz z Findasem poszli go przejąć. Tymczasem nasz więzień się ocknął i wreszcie mogłam sobie z nim porozmawiać bez dyszącego mi nad głową Złodzieja. Okazało się, że nasza sława rozeszła się już po mieście, bo widok Hator zadziałał lepiej niż jakiekolwiek zastraszanie. Elf obiecał nie sprawiać kłopotów, a kiedy Findas wrzucił do piwnicy czujkę, po którą poszedł z Bumem, wręcz stwierdził, że powie nam wszystko co chcemy wiedzieć. Zwłaszcza, że Złodziej ma mordercze skłonności, i dla przykładu złamał przywleczonemu człowiekowi nogę zaś przed Fechmistrzem zaczął rozkładać narzędzia tortur. Gdzie ja trafiłam?! Do Theran? Oczywiście starłam się z Findasem o jego metody, i mimo, że Szara Dłoń uznała mój plan za dobry i oddelegowała nam elfa do pomocy, czuję, że nie dogadam się z tym Złodziejem.

Fechmistrz spełnił obietnicę. Opowiedział nam o Królowej. To ona zleciła zabójstwo Szarej Dłoni zaś Fechmistrz wykonywał bezpośrednio jej rozkazy. Ponoć zabijać miał Arastos ale jego ludzie sobie nie radzą, więc Królowa straciła cierpliwość. Kobieta pochodzi prawdopodobnie z wyższych sfer. Dużo czyta, ma dobre maniery i jest szansa, że jest Adeptką. Wygląda niezwykle młodo, ale ma przy sobie dużo przedmiotów magicznych, więc jej wygląd może być modyfikowany lub być wynikiem iluzji. Stoi za nią ktoś spoza Jerris. Przybyła w towarzystwie kilkunastu osób, samych Adeptów, którzy traktują ją jak boginię. Dowiedzieliśmy się też, że zawsze chodzi z dwójką Adeptów, nie odstępujących jej na krok, elfim Wojownikiem, ósmego kręgu oraz krasnoludzkim Ksenomantą, także ósmego kręgu. Elf powiedział nam także, że właśnie dokonuje się zamach na innego członka półświatka, przyjaznego Szarej Dłoni, krasnoluda o imieniu Rudy, zajmującego się przemytem nielegalnych substancji. Pomocną wskazówką była także informacja, że Arastos nadużywa alkoholu zaś Królowa jest z niego coraz bardziej niezadowolona, bo jego skuteczność jest znikoma. To sprawiło, że w mojej głowie zaczął kiełkować nowy plan.

Przekonałam Szarą Dłoń, że potrzebny nam świadek, żywy, i poprosiłam o ukrycie Fechmistrza. Wspólnie ustaliliśmy, że orczyca umiera zaś jej zamtuzy przejmuję ja jako tajemnicza zwierzchniczka, która postanowiła się ujawnić widząc, co się dzieje z jej interesem. Udałam się do naszej karczmy, żeby się przygotować, zaś Miriel i Bum poszli z Findasem pomóc Rudemu, który, jak się szybko okazało po rewelacjach Fechmistrza, walczył o życie po zamachu. Poprosiłam ich, żeby spróbowali ustalić kto miał dokonać zamachu, bo jeśli zrobiła to szajka Arastosa Rudy powinien przeżyć – to będzie kolejny gwóźdź do trumny nieudolnego elfa w oczach Królowej.

Odstawiłam konia do stajni, nagrodziłam go sutym posiłkiem i ulubioną popitką, po czym poszłam się szykować. Czerwona suknia, o trzech półprzezroczystych falbanach obszytych czarną taśmą, ażurowych rękawach i obszyciach błyszczących maleńkimi kryształkami faktycznie zmieniła mój wygląd nie do poznania. Gdy jeszcze upięłam starannie włosy i przyozdobiłam je materiałowymi kwiatami nie poznałam samej siebie. Dołączyłam do Miriel i Durgola, prosząc jeszcze Buma o załatwienie mi odpowiedniej biżuterii od Altina. Miriel obejrzała mnie z uznaniem, co dodatkowo sprawiło, że poczułam się jeszcze bardziej zakłopotana swoim nietypowym wyglądem. Zwłaszcza, że Findas, zobaczywszy mnie, oznajmił że wyśle posłańca po suknie swojej byłej żony, wtedy dopiero zobaczę jak wygląda suknia księżniczki. Kto tego elfa uczył dobrych manier?!

Czekając na nadejście wieczoru przedstawiłam drużynie mój plan. Zamierzałam powiedzieć Nolanowi, że Arastos idzie na dno a on pójdzie wraz z nim, chyba że wystawi mi swojego szefa i pomoże przejąć jego zamtuzy. Wtedy będzie mógł pracować dla mnie i będzie bezpieczny, również przed Królową. Nie dane mi było dowiedzieć się, co na ten temat myślą pozostali ponieważ nagle Findas wyszedł i wrócił z wiadomością, że ktoś przejął jeden z zamtuzów Szarej Dłoni, „Podwiązkę.” Czas najwyższy pokazać kto teraz rządzi półświatkiem.

Zamówiłam dość wystawny powóz i z Miriel ruszyłyśmy do Podwiązki. Niedaleko od niej spotkałyśmy się z Findasem oraz Bumem, za którego plecami stało ośmiu Kryształowych Łupieżców z Jergo na czele. Trolle w ogóle nie wyglądały jakby wczorajsza pijatyka jakkolwiek odbiła się na ich samopoczuciu.

Po szybkim zwiadzie Buma okazało się, że w zamtuzie jest dziewięciu Dawców Imion z nowej władzy. Pięciu z nich było Adeptami, zaś czterech nie ale zostali solidnie wyposażeni w przedmioty magiczne. Od razu można było się domyślić, że to ludzie Królowej. Pewnym krokiem, z Miriel i Hator u boku, wkroczyłam do zamtuza pytając głośno, co się dzieje w moim lokalu. Tuż za mną, w milczeniu, weszli Łupieżcy i rozstawili się po bokach. Jeden z szajki, najwyraźniej jej szef, powiódł po nas zdziwionym wzrokiem.

– To, że Szara Dłoń nie żyje nie oznacza, że jej zamtuzy zostały bez opieki. – dodałam jeszcze. – Orczyca była jedynie moim pracownikiem. Każdy jej zamtuz należy do mnie.

– W tej sytuacji widzę tylko dwa wyjścia. – szef najwyraźniej odzyskał głos. – Możemy się na siebie rzucić. Wtedy zapewne zginie część was i pewnie my wszyscy, albo możemy sobie pójść i zapomnieć o całym zamieszaniu. – w jego głosie słychać było źle skrywaną wściekłość, bynajmniej nie skierowaną w naszą stronę.

– Nie zamierzamy się bić. – odparł Findas. – Możecie pójść w swoją stronę. Dopijcie spokojnie, nie spieszy się.

– Jestem Lenar. – szef wyraźnie się rozluźnił. – Dzięki ci panie za uprzejmość.

– Findas, miło mi, wykonuję jedynie rozkazy mojej pani.

– Lenarze. – zwróciłam się do nowo poznanego. – Jeżeli chcesz moje drzwi są dla ciebie, i twoich przyjaciół, zawsze otwarte. Potrzebuję do swojego interesu porządnych ochroniarzy. No chyba, że wolisz swojego obecnego pracodawcę…

Lenar prychnął zirytowany.

– Jeśli ona nie potrafi dać mi dobrych informacji na temat tego, co możemy zastać na miejscu, i nie była w stanie wiedzieć, że macie do pomocy Kryształowych Łupieżców, to ja nie chcę mieć do czynienia z takim pracodawcą. Rozważę twoją propozycję pani.

– Dziękuję. – skinęłam lekko głową. Kolejny cierń w stopę tajemniczej Królowej.

Załatwiwszy sprawę Podwiązki wróciliśmy do Gwiezdnego Kryształu. Miriel oznajmiła, że idzie coś załatwić, Bum gdzieś zniknął, Findas również. Postanowiłam nieco odpocząć, zająć się Noir, w którym poczucie dumy, że atakował złych bandytów walczyło z bólem zwichniętego skrzydła i niezadowoleniem z niemożności lotu. Poukładałam sobie w głowie co chcę powiedzieć Nolanowi, chyba nawet się zdrzemnęłam. Z zamyślenia wyrwał mnie Findas, który bezceremonialnie wpakował się do pokoju informując, że człowiek, który miał nas śledzić nie żyje zaś reszta szajki nie może znaleźć Miriel. Ponoć zniknęła w okolicy „Źródlanej” – tam znaleziono ciało chłopaka, który jej pilnował. Zrzucając z siebie elegancką suknię złorzeczyłam pod nosem. Tyle razy mówiłam żeby nie wychodziła sama, żeby się nie rozdzielać. Rankiem ktoś grozi nam śmiercią a kolejnego dnia Miriel łazi sama po mieście jakby nigdy nic. Złość na elfkę mieszała się ze strachem o jej życie, kiedy leciałam na dół, gdzie czekał już Bum i Findas. Zostawiłam wiadomość dla Nolana „Miejscówka spalona. Jeśli nadal jesteś zainteresowany spotkaniem – jutro o tej samej porze w Źródlanej.” Wzięłam tylko Hator i Łuskę i popędziliśmy w okolice karczmy.

Na miejscu znaleźliśmy kawałek sukni Miriel. Kierując się jej zapachem przeszłam zaledwie kilkanaście metrów, w sąsiednią uliczkę, gdzie zapach nagle się urwał. Powóz. Szczęściem Hator udało się złapać zapach wierzchowca. Mieliśmy nadzieję, że tego właściwego. Ruszyliśmy za zapachem. Po drodze dołączył do nas Jergo i dwójka jego towarzyszy, których wezwał Bum.

Trop wyprowadził nas za miasto, prosto pod willę Theomy Tadrausa, krasnoluda z Rady, o którym wiedzieliśmy, że współpracuje z Theranami. Zresztą, nawet gdybym tego nie wiedziała, rzut oka na jego posesję powiedziałby mi wszystko. Ogród patrolowali strażnicy ze zwierzętami ubranymi w identyczne obroże jak te w dżungli Serwos na krojenach. Krew się we mnie zagotowała.

– Ten krasnolud musi zginąć. – warknęłam do Buma i Findasa, przyczajonych tuż obok mnie.

– To członek rady. – zaoponował elf. – Jak tam wejdziemy i zrobimy masakrę będziemy wyjęci spod prawa.

– Masz mnie za idiotkę? – popatrzyłam na niego wrogo. – To, że mówię, że musi zginąć, nie oznacza, że rzucę się na niego jak jakaś kretynka. Zresztą, nie mamy szans. Za dużo straży, ślepo posłuszne zwierzęta. Trzeba by zdjąć im obroże ale tylko Th’arzzit potrafił to zrobić na odległość. Najpierw zwiad. Musimy się dowiedzieć czy Miriel tam jest.

Ciemności nocy zdecydowanie nam pomagały. Przesunęłam się na bok od domu. Poszukałam wzrokiem jakiegoś zwinnego zwierzęcia a kiedy w gałęziach zobaczyłam wiewiórkę przywołałam ją do siebie. Śliczny rudzielec był dość ufny żeby pozwolić na zapożyczenie swoich zmysłów. Przejęłam jej wzrok i wysłałam ją na drzewa w pobliże okien posiadłości. Po niedługim czasie dostrzegłam go. Starszawy, gruby krasnolud, w bogatych szatach, powoli przemieszczał się korytarzem w towarzystwie wysokiej kobiety. Za nimi podążał krasnolud w Ksenomanckich szatach oraz uzbrojony elf. To musiała być Królowa. Rozmawiali przez chwilę, po czym kobieta odeszła w głąb domu ze swoją świtą zaś gospodarz rozsiadł się wygodnie ze szklaneczką jakiegoś trunku.

Zostawiłam wiewiórkę i wróciłam do towarzyszy. Bum szukał jakiegoś włazu, czy ukrytego wejścia, zakładając, że skoro krasnolud ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa, co było widać po ochronie posiadłości, i co potwierdził Findas, powinien mieć drugie wyjście. Niestety teren był duży, okolica zarośnięta więc przypominało to poszukiwania igły w stogu siana. Podjęłam decyzję. Przywołałam Łuskę, przejęłam jej wzrok i puściłam żmiję na posesję. To było jej pierwsze poważne zadanie. Miałam nadzieję, że będzie udane. Spacer Łuski był długi i wyczerpujący psychicznie dla mnie. Ogród i dom roiły się od dawców imion. Musiałam strasznie uważać, żeby nikt nie odkrył mojej przyjaciółki. Nie wiem ile czasu minęło zanim udało mi się dotrzeć do piwnic ale dla mnie trwało to wieczność. Dopiero tam wyczułam zapach Miriel. Kierując się nim Łuska wsunęła się do jednej z cel, zaopatrzonych w narzędzia tortur. Na podłodze zobaczyłam włosy Miriel, krew, jakieś inne wydzieliny. Ten widok mnie zmroził. O mały włos straciłabym kontrolę nad Łuską po tym widoku. Udało mi się jednak opanować i bezpiecznie wróciłam żmijką.

Pozwoliłam Łusce wrócić do rękawa i zapatrzyłam się w noc. Musiałam ochłonąć. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Bum coś mówi. Wietrzniak pytał o zwiad. Opowiedziałam im.

– Lecę do Altina. – oświadczył Bum. – I po Łupieżców.

– Ściągnę Szarą Dłoń i każdego Adepta, którego uda mi się znaleźć. – dodał Findas. – Jesteś pewna tego, co widziałaś?

– Tak. To był zapach Miriel. Jej włosy. Nie pomylę tego z niczym innym. Na Pasje… Jak bardzo ona musiała cierpieć…

– Działamy. Trzeba tam wejść w majestacie prawa.

Bum już zniknął. Findas przywołał chłopaka, który ciągle za nami chodził jako czujka i kazał lecieć po orczycę i wsparcie. Usiadłam w ciemności wpatrując się w dom. Moja nienawiść do therańczyków znów się obudziła i uderzyła we mnie pełną siłą. Dawcy Imion tego pokroju nie zasługują na życie.

– … znaleźli tą elfkę, przy wschodniej bramie, nie wygląda najlepiej. – wyrwało mnie z zadumy.

– Co on powiedział?! – poderwałam się z ziemi i przyjrzałam młodemu chłopakowi stojącemu przed Findasem.

– Twierdzi, że chłopaki znaleźli Miriel przy wschodniej bramie. Jest w bardzo ciężkim stanie.

– Bum! – niemal krzyknęłam.

– Co z nim?

– Poleciał do Altanaela, zapewne też ściągnie resztę Kryształowych. Trzeba go powstrzymać.

– Zajmę się tym. Leć do Miriel. Może potrzebować pomocy.

Zawahałam się.

– Mogę się kontaktować ze statkiem. – wtrącił się Jergo. – Idź.

– Prowadź. – rzuciłam do chłopaka i pobiegłam w noc.

Żadne słowa nie opiszą uczuć, które mną miotały kiedy zobaczyłam swoją towarzyszkę. Głowa ogolona, podarta suknia, krew w kącikach ust i śmiertelna bladość. Obejrzałam ją ostrożnie. Nie miała widocznych obrażeń, więc spojrzałam astralnie i przeraziłam się. Jej wzorzec był poważnie uszkodzony, talenty wyglądały na zablokowane zaś ogólny stan organizmu wskazywał no to, że nie zostało jej wiele życia. Nawet nie chciałam myśleć co mogło się stać gdybym przybyła za późno. Ostrożnie wlałam jej eliksir leczenia i poprosiłam o pomoc w transporcie. Durgol obejrzał bransoletę, którą Miriel miała na nadgarstku. Therańska robota. Częściowo zablokował jej magię ale na całkowite zdjęcie musieliśmy poczekać do rana.

Miriel nie przebudziła się tej nocy. Rankiem, prowadzeni przez Buma, zabraliśmy ją do maga, u którego znajdowała się nasza skrzynia zdobyta u Szarego. Czarodziej aż gwizdnął z podziwu kiedy zobaczył przedmiot. Powiedział nam, że to eksperyment. Przedmiot owiany legendą, którego istnienie do tej pory było nie potwierdzone. Ponoć tworzą je Denairastasi ale jak do tej pory nikt nie przeżył żeby móc opowiedzieć o tych eksperymentach. Mag oznajmił, że spróbuje zdjąć bransoletę, w zamian chce ją zatrzymać. Zgodziliśmy się.

Nie mogłam stać tam dłużej. Poprosiłam Findasa żeby mnie przebrał i ruszyłam do naszego pracodawcy. Elf poszedł ze mną prowadząc mnie ulicami, na których były największe szanse pozostać niezauważonym.

Drzwi otworzył mi wyraźnie zdenerwowany Altin. Zresztą Altanael także nie wyglądał na zachwyconego. Fałszywy alarm Buma obu panów wyprowadził z równowagi. Natychmiast przeprosiłam. Opisałam im wszystko, czego się dowiedzieliśmy, czego doświadczyliśmy, co widziałam w domu radnego. Opisałam stan Miriel. Słuchali z rosnącym zdumieniem. W końcu Altanael odparł, że rozumie teraz nasze zachowanie, że bardzo mu przykro. Tarif pocieszył mnie nieco, oferując pomoc w naprawie wzorca Miriel. Niestety zapewne jej mózg został przeskanowany i nie będzie niczego pamiętała. Dałam mu do obejrzenia także pierścień Szarego. Okazało się, że jest to także dzieło rodziny panującej w Iopos i stanowi znak rozpoznawczy. To mogło nam się przydać.

Kiedy wróciłam do karczmy Miriel wciąż spała. Czuwał przy niej Durgol, więc dołączyłam do niego. Dopiero po godzinie nasza przywódczyni powoli się przebudziła. Powiodła po nas nieprzytomnym jeszcze wzrokiem.

– Co z wioską? – spytała nagle. – Z Horrorem? Gdzie jesteśmy?

Ze łzami w oczach, starając się brzmieć uspokajająco, opowiedziałam jej o powrocie do szkoły, szkoleniu i nowym zadaniu w Jerris. Napomknęłam o tym, co jej się przytrafiło, i że mamy znajomego, który trochę jej pomoże.

– Kupimy ci ładny, kościany grzebień na pocieszenie. – wtrącił Findas z głupim uśmiechem. – I jakąś ładną peruczkę…

Pasje mi świadkiem, że zużyłam ostatnie zasoby silnej woli i opanowania, żeby nie przeorać mu pazurami tej jego elfiej buźki! Powstrzymałam się jednak i wyrzuciłam go za drzwi, ze wsparciem Miriel, której początkowa dezorientacja została zastąpiona przez złość na skutek słów elfa.

Pozbywszy się pozbawionego elfiej szlachetności i dobrego wychowania Złodzieja pomogliśmy Miriel się ubrać. Bum dał jej flakonik z jakąś cieczą.

– To od mojej przyjaciółki. – powiedział wyraźnie zatroskany. – Szybciej ci odrosną. Choć i bez nich ci ładnie.

Jak to jest możliwe, że w tak maleńkiej istocie mieści się tyle współczucia i empatii a nawet jej kropla nie znalazła sobie miejsca w impertynenckim elfie?

Zawieźliśmy Miriel do Tarifa. Pomógł jej na tyle, na ile umiał, pocieszając, że powoli pamięć będzie wracała. Postanowiliśmy więc opowiedzieć jej ostatnie wydarzenia ze wszystkimi szczegółami, żeby było jej łatwiej. Może nasze słowa pomogą jej w odzyskaniu wspomnień.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s