25 Spotkanie ze śmiercią

panteraPo odpoczynku Miriel oznajmiła nam, że jej pamięć powoli wraca do poprzedniego stanu. Ostrzegła, że mimo iż ona sama stawiała opór oprawcom to jednak magią udało im się wyciągnąć z jej głowy wszystkie informacje dotyczące nas i naszego planu. Od razu przed oczami stanęła mi skrzynia Szarego.

Błyskawicznie podjęliśmy decyzję, że trzeba chronić maga. Bum poleciał po trolle a reszta ruszyła po skrzynię. Miriel została u naszego zleceniodawcy mówiąc mi, w mowie powietrza, że bezpieczniej będzie dla nas jeśli nie opuści domu. Wracałam więc jedynie z Durgolem, gdyż Salazara gdzieś poniosło, gdy w połowie drogi natknęliśmy się na Borgila. Ork przetrzeźwiał na tyle, że postanowił nas poszukać. Szybko wyjaśniliśmy mu cel naszej wędrówki i zabraliśmy go do maga, po drodze zgarniając Buma z ośmioma Kryształowymi Łupieżcami. Niestety wietrzniak nie miał dla nas dobrych wiadomości. Okazało się, że Jergo dostał jakiś ważny rozkaz i jest zmuszony odlecieć. Zostawił nam jednak tych kilku swoich braci do pomocy.

Uprzejmy uczeń początkowo usiłował nas spławić mówiąc, że pan pracuje i nie można mu przeszkadzać, ale ostre słowa o śmierci i asysta trolli sprawiły, że w końcu poszedł po swojego mistrza. Przeciągły krzyk chwilę później uświadomił nam, że już nie mamy tutaj czego szukać. Wpadliśmy do pomieszczenia. W zagraconej pracowni, na podłodze, leżał człowiek, nie dając znaku życia. Kiedy Durgol ruszył sprawdzić czy żyje usłyszałam ciche syczenie. W ostatniej chwili udało mi się zatrzymać krasnoluda. Tuż obok zwłok leżała żmija. Uniosła tułów i przygotowała się do ataku. Wydałam jej rozkaz znieruchomienia ale mimo, że moc zadziałała, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Zbyt wielką trudność mi to sprawiło. Przywołałam więc Hator i zerknęłam w przestrzeń astralną. Od razu zrozumiałam dlaczego było to tak trudne. Żmija nie była zwierzęciem a efektem czaru Ksenomanckiego. Znalazłam spory garnek, przykryłam gada i usiadłam na nim żeby mieć pewność, że nigdzie nie powędruje. W tamtej chwili czułam się strasznie zrezygnowana.

Nie minęło wiele czasu a w pokoju pojawiła się straż złożona z pięciu krasnoludów. Na pierwszy rzut oka było widać, że są to członkowie tej lepszej straży, wynajętej przez bogatszych i bardziej wpływowych mieszkańców. Nie ukrywaliśmy przed nimi powodu naszej wizyty ani wyniku oględzin ciała. Jedynie Bum próbował zwinąć notatki dotyczące naszej skrzyni ale go przyuważyli. Mimo to kapitan pozwolił mu spisać zawartość dokumentu więc upewniwszy się, że żmija na której siedzę rozproszyła się zabrałam się do przepisywania znaków magicznych, którymi posługiwał się mag. Przed wyjściem zerknęłam na portret, który tworzył jeden ze strażników na podstawie zeznań jednego z uczniów. Twierdzili oni, że mistrz miał gościa z artefaktem ksenomanckim, przyjął go w pracowni odsyłając wszystkich. Gość wyszedł po dłuższym czasie ale nikt mistrzowi nie przeszkadzał. Portret nie był zbyt dokładny mimo to bez trudu rozpoznałam na nim Ksenomantę towarzyszącego Królowej.

Wychodziliśmy właśnie gdy dołączyła do nas Miriel, eskortowana przez Salazara. Słysząc o śmierci maga t’skrang ucieszył się:

– Ha! Czyli wpadacie w kłopoty niezależnie od tego, czy z wami jestem czy mnie nie ma. – zakrzyknął uradowany.

– To raczej kłopoty wpadają na nas. – burknęłam niezadowolona z obrotu sprawy.

Nie mając lepszych pomysłów co ze sobą zrobić wróciliśmy do karczmy. Borgil, zorientowawszy się kiedy Miriel zdjęła chustkę, że elfka nie ma włosów postanowił także pozbawić się swoich, żeby jej nie było smutno.

Oczywiście Bum znowu gdzieś poleciał, zostawiając tylko notatkę, że „kombinuje wsparcie”, kompletnie za nic mając nasze prośby o nie rozdzielanie się w tej sytuacji, więc usiedliśmy w piątkę w moim pokoju i zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Chciałam zrealizować plan przekupienia Nolana ale Durgol upierał się, że to bez sensu. Poparła go Miriel pewna, że wrogowie nasi i tak już wiedzą o tym planie, bo czytali jej myśli. Byłam przekonana, że nie do końca, wszak pomysł z namówieniem Nolana na wystawienie swojego pracodawcy żebym mogła przejąć jego interesy narodził się we mnie już po wyjściu Miriel, więc moim zdaniem miał szanse powodzenia. Mniej więcej w połowie rozmowy przypomniałam sobie o naszym świadku i zdjęła mnie groza. Przecież Miriel wiedziała także o nim. A co jeśli Królowa dostanie się do niego i go zlikwiduje?! Był naszą jedyną szansą na zdziałanie czegokolwiek przeciwko niej i jej szajce. Szybko się przebrałam w elegancją suknię z zamiarem udania się do zamtuza w celu ustalenia czy on i Szara Dłoń są bezpieczni.

Dopinałam właśnie naszyjnik kiedy z zamyślenia wyrwał mnie głos Salazara.

– Ej, czy wy też to widzicie?

– No. – potwierdził Borgil.

– Co? – rozejrzałam się zaciekawiona.

Spojrzałam w kierunku, w którym patrzyli panowie, na drzwi wejściowe do pokoju. Spod drzwi wsuwał się ciemny kształt powoli nachodząc na skrzydło drzwiowe.

Patrzyliśmy zaciekawieni, w pierwszym odruchu nawet nie próbując atakować czy uciekać. Dopiero po chwili zdaliśmy sobie sprawę, że kształt przybiera formę humanoida, w dodatku zaopatrzonego w miecz.

Tego było już Salazarowi za wiele. Chwycił za szablę i rzucił się do ataku. Stwór błyskawicznie sparował cios, niemal idealnie naśladując ruchy t’skranga. To mi coś przypomniało. Sięgnęłam pamięcią do szkoleń i nagle w mojej głowie pojawiła się nazwa. Pożeracz. Istoty te to potężne konstrukty Horrorów, które uczą się mocy, które widzą. Potrafią w kilka chwil opanować talent czy czar i odpłacić używającemu dokładnie tym samym. Nie są zbyt żywotne ale zdecydowanie łatwiej je pokonać magią niż orężem. Słyszałam, że rozległe badania nad tymi istotami prowadziła rodzina Denairastas, w celu wykorzystania ich do walki.

– Miriel stój! – krzyknęłam wybijając elfkę z tkania wątków. – On się uczy naszej magii. Uciekajmy.

Miriel rzuciła się do okna, otworzyła je na oścież. Dałam Hator w pysk wciąż rannego Noir i kazałam skakać, sama starając się ubezpieczać odwrót słabszych członków drużyny. Salazar i Borgil atakowali zaciekle. Upewniłam się, że Miriel wylądowała na dole a Hator wraz z nią i odwróciłam się do reszty akurat żeby dostrzec potężny cios Pożeracza, który pozbawił t’skranga przytomności, a nawet byłabym skłonna powiedzieć, że życia.

Widziałam jak Borgil rozgląda się po pomieszczeniu jakby kogoś szukał a Durgol wyjmuje miecz Szarego. Nagle Hator minęła mnie w pędzie i zaatakowała konstrukt nie czyniąc mu większej krzywdy. Przeraziłam się. Byłam zdezorientowana. Dlaczego mnie nie posłuchała? Co się dzieje z tym kotem ostatnio? Krzyknęłam, żeby się wycofała a widząc lecący w nią cios skoczyłam przed nią, żeby przyjąć jego impet na siebie. Widząc co Pożeracz zrobił z Salazarem byłam pewna, że jeden atak rozerwie moją przyjaciółkę na strzępy. Nie myliłam się co do jego siły. Jednym atakiem konstrukt posłał mnie na podłogę w odległy kąt pokoju. Kątem oka dostrzegłam jak Hator znów wyskakuje przez okno. Krzyknęłam do niej tylko żeby została i skupiłam się na walce.

Borgil dosiadł duchowego wierzchowca. W pierwszym okrążeniu, korzystając z faktu, że Pożeracz zajął się mną, ork chwycił Salazara, podjechał do okna i cisnął przez nie t’skrangiem. W tym czasie Durgol w niecodzienny sposób postanowił użyć broni. Trzymając miecz za ostrze rękojeścią dotknął Pożeracza. Klątwa na broni uruchomiła się otaczając istotę błyskawicami. To był pierwszy cios, który zrobił na Pożeraczu jakiekolwiek wrażenie odrzucając fragmenty czerni na boki. Pojawiła się w nas nadzieja.

Borgil przeszedł do szarży, Durgol uderzał jelcem a ja, nie wstając z podłogi, zaczęłam ranić go czarami. Zobaczyłam jak Borgil pada nieprzytomny po kolejnym ciosie i nadzieja uleciała błyskawicznie.  Nagle zza uchylonych drzwi usłyszeliśmy krzyk Miriel.

– Padnij!

Posłuchaliśmy instynktownie. W Pożeracza pomknęła kula ognia. Wybuch wstrząsnął budynkiem a każdy fragment konstrukta, który podczas walki upadł na podłogę, meble lub ścianę, zaczął się palić. Płomienie rozchodziły się bardzo szybko. Złapaliśmy Borgila i wyciągnęliśmy z pokoju.

– Salazar! – krzyknęłam pędząc do stajni, na którą, miałam nadzieję, rzucił go Borgil.

Moi towarzysze nie podążyli za mną. Bardziej niż t’skrang interesował ich pożar, który gasiła już cała karczma.

Znalazłam Salazara na kopce siana. Deski na dachu nie wytrzymały jego ciężaru i wpadł do środka. Nie oddychał. Wciągnęłam go na grzbiet wierzchowca Borgila, zabrałam zwierzęta i popędziłam do naszego zleceniodawcy licząc, że uzyskam jakąś pomoc dla przyjaciela.

W międzyczasie Bum wraca do karczmy (rychło w czas), Borgil odzyskuje przytomność i zaczyna dopytywać o Salazara i Raven, pojawia się Iskra, mistrzyni Buma. Borgil idzie do stajni, gdzie odkrywa, że zniknął Salazar, wierzchowiec Borgila oraz zwierzęta Raven. Rozkazem empatycznym przywołuje konia, ale rezultat przywołania (krytyczna porażka)jest daleki od zamierzonego. Koń pędzi przez miasto tratując po drodze stragany i roztrącając ludzi. Ogromny łut szczęścia sprawia, że nie zostaje zastrzelony przez wściekłą straż. Borgil dowiaduje się, że Raven jest w posiadłości Altanaela więc tam udaje się drużyna.

Ledwo udało mi się ułożyć Salazara w korytarzu rezydencji i zdać relację Tarifowi gdy koń Borgila rzucił się w szalony bieg w kierunku miasta. Domyśliłam się, że Kawalerzysta musiał go przyzwać, więc nie powstrzymałam zwierzaka, nie był mi już potrzebny. Mój gospodarz oznajmił, że ma jeden eliksir ostatniej szansy ale jego użycie musi poważnie rozważyć. Zważywszy na fakt, że to obsydianin obawiałam się, że to rozważanie potrwa o wiele za długo.

Usiadłam na podłodze w korytarzu. Już nie miałam na nic siły. Zadane rany bolały, śmierć towarzysza powodowała smutek zaś utrata skrzynki zniechęcenie. W mojej głowie zrodziło się pytanie „dlaczego teraz?” Czemu w biały dzień, w ludnej karczmie atakuje nas konstrukt Horrora? Co spowodowało, że Królowa przestraszyła się nas tak bardzo, że postanowiła nas wykończyć za wszelką cenę tu i teraz?

Nie dane mi było zastanowić się dłużej nad odpowiedzią na te pytania, bo w otwartych na oścież drzwiach stanęła moja drużyna w towarzystwie Iskry. Wietrzniaczka rzucała się w oczy z daleka. Wyższa od Buma o długich, niebieskich włosach, z których przy każdym gwałtowniejszym ruchu sypały się błękitne iskierki. Uzbrojona po zęby, zbroję wycięła jeszcze bardziej absurdalnie niż Bum, żeby odsłaniała jak największą ilość tatuażu. A ten był, muszę przyznać, imponujący. Przedstawiał bowiem całą mapę Barsawii, a także jej dalszych okolic, z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami oraz dodatkowymi notatkami z miejsc, które zapewne odwiedziła właścicielka. Towarzyszką Iskry były dwa irbisy o idealnie białym futrze.

Pięćdziesiąt centymetrów żywej energii imprezowej zrobiło by pewnie na mnie wrażenie gdyby nie to, że właśnie w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że dziwne zachowanie Hator może mieć związek z Borgilem, który przecież wielokrotnie usiłował się dogadać z krojenem a jako Kawalerzysta potrafi nawiązywać więź ze zwierzętami.

Jakimś skrawkiem świadomości zarejestrowałam, że Iskra oddała Salazarowi swój eliksir ostatniej szansy, dzięki czemu chwilę później t’skrang był z nami z powrotem. W zamian za to zażyczyła sobie „imprezy jakiej Jerris jeszcze nie widziało” po wypełnieniu naszego zadania.

– Borgil. – zapytałam nagle bo nie dawało mi to spokoju. – Czy to ty kazałeś Hator wrócić do walki kiedy wyskoczyła z pokoju?

– Nieeee. – zaprotestował ork nawet się nie zastanawiając nad odpowiedzią.

– Jesteś pewny? Tylko ciebie mogłaby posłuchać. To nie było naturalne, że wskoczyła mimo, że kazałam jej zostać.

– Raven to nie jest dobry moment. – próbowała mnie uspokoić Miriel.

– To jest idealny moment. Ona mogła tam zginąć! To coś zabiło Salazara jednym ciosem.

– Ale nie zginęła. – skwitował Borgil.

– Ale mogła! Nie po to trzymam ją z dala od walki, żeby mi ją ktoś na konstrukty posyłał!

– Może ja zabiorę rannych i trochę wam ulżę dobrze? – wtrącił się Tarif. – Później się pokłócicie.

Troll zabrał Borgila i Salazara. Spojrzałam na Jerris zezłoszczona. Miałam już dość tego miasta.

– Hej… – Iskra zawisła przede mną. – Nie chcę się wtrącać ale nie bądź zbyt surowa dla tego orka. Fajny jest. Może ona zwyczajnie lubi sobie powalczyć, to przecież drapieżnik.

– Może i lubi. – mruknęłam. – Ale jej nie wolno. To moja przyjaciółka, nie mogę pozwolić żeby coś jej się stało. Co innego polowanie na jelenia a co innego rzucanie się na konstrukty czy Horrory.

– Nic nie bój. Przecież nic się nie stało. Będzie dobrze. No to żarty żartami – rozejrzała się – ale ja już lecę. Zajmijcie się swoimi obowiązkami a jak skończycie zabalujemy tak, że cało miasto o nas usłyszy.

– O ile do tego czasu będzie jeszcze istniało. – odparła Miriel.

– Właśnie – poparł ją Bum.

Jakby na potwierdzenie ich słów w oddali rozległ się potężny wybuch. Powietrze aż zawibrowało. Łuna ognia i dym pojawiły się w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj stała rezydencja Theomy Tadrausa. Na niebie wisiał statek powietrzny, który raz po raz wypuszczał salwę w kierunku ziemi a chwilę później także w kierunku innych statków, które poderwały się od strony przystani miejskiej.

Spojrzałam na Buma, którego mina mówiła wszystko.

– Jeśli tam zginęły te niewinne zwierzęta… – zawiesiłam głos.

– Zwierzęta jak zwierzęta. – odezwał się za naszymi plecami głos Tarifa. – Mnie bardziej szkoda Dawców Imion ze statków. Przecież oni niczego złego nie zrobili. Wypełniają tylko swoje obowiązki. – popatrzył na nas uważnie. – Jak rozumiem, zupełnym przypadkiem, Kryształowi Łupieżcy właśnie bombardują dom Theomy?

– Na to wygląda. – skwitowałam. – Wiesz coś o tym? – zwróciłam się do Buma.

– Nie mam pojęcia. – zadowolony wietrzniak przyglądał się podniebnemu pościgowi z wyraźną satysfakcją.

– Doprawdy…

Patrzyliśmy jeszcze przez chwilę w tamtą stronę. Wiedzieliśmy, że trzeba będzie tam pójść ale każde z nas zwlekało. Nie było mi żal krasnoluda. Nawet jeśli nie zginął w ataku to właśnie stracił wszystko. Z drugiej strony nieodpowiedzialne zachowanie Buma po raz kolejny sprawiło, że zastanowiłam się nad sensem tej drużyny. Działając sobie za plecami daleko nie zajdziemy.

– Raven, a czy jak ja sobie myślę o Hator „gdzie ty jesteś” to może tak działać jakbym ją wołał? – odezwał się za moimi plecami opatrzony już Borgil.

Westchnęłam. Poczułam się zmęczona a dzień się jeszcze nie skończył…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s