26 Nieoczekiwany gracz

Najłatwiej się wyciszam robiąc rytuał karmiczny. Usiadłam więc w ogrodzie, żeby w ciszy pomedytować, porozkoszować się brakiem zagrożenia i walki, uspokoić nerwy. Rytuał dobiegł końca a ja wciąż siedziałam na ziemi patrząc się w przestrzeń. Nagle tuż przede mną, na trawie, wylądował sokół. Przyjrzał mi się uważnie i skłonił głowę. Odkłoniłam mu się machinalnie. Przez głowę przemknęła mi myśl, że coś mnie strasznie latające zwierzęta lubią. Sokół wskazał na moje ramię. Zdziwiona zaprosiłam go gestem. Wylądował zgrabnie i dumnie zaprezentował swoje wdzięki. Pogłaskałam go odruchowo. Przyjrzałam się uważnie zastanawiając się, czy go przypadkiem w astralnej nie obejrzeć gdy znienacka odezwał się w mojej głowie głos Thar’zitta.

– I co się gapisz? Sokoła nie widziałaś?

– Thar’zitt? – na całe szczęście odruchowo odpowiedziałam także w mowie powietrza. – Co Ty tu robisz? Nie odmieniaj się na razie, dobrze? Musimy najpierw pogadać. Mogę pióro? – nie czekając na odpowiedź wyłuskałam jedno z luźniejszych piór. – Ciekawi mnie, czy zniknie jak się odmienisz. – zignorowałam dziwaczny skrzek ptaka, który chyba miał oznaczać „ała”.

Podniosłam się i ruszyłam z powrotem do domu, z sokołem na ramieniu. Miriel popatrzyła na mnie zdumiona kiedy weszłam.

– Nowe zwierzątko? – usłyszeliśmy głos Tarifa zanim zdążyłam wyjaśnić towarzyszom kim jest sokół.

– Tak… – odparłam z pewnym wahaniem.

Sokół znów zaskrzeczał dziwacznie, przekręcił łepek pod dziwnym kątem i zamachał skrzydłami niemal tracąc równowagę.

– Na Pasje! Thar’zitt! – niemal jęknęłam w mowie powietrza. – Zachowuj się.

– No co? Jestem sokołem! Tak się zachowują sokoły.

– Czy wszystko z nim w porządku? – dopytał Tarif patrząc na ptaka wyraźnie zaniepokojony. – Wygląda na chorego.

– Nie jest jeszcze oswojony i ma problem z gardłem.

– Na gardło najlepsze są ziarna pieprzu. – usłużnie poinformował mnie troll.

– Świetny pomysł. – pogładziłam sokoła po głowie. – Później go nimi napasę. Coś się stało?

– A właśnie. – Tarif jakby sobie przypomniał po co przyszedł. – Pan Altanael musi się pilnie udać na zebranie Rady. Zwołano je właśnie, w trybie nadzwyczajnym. Oczywiście udamy się z nim. Nie może się ruszać bez ochrony, więc pomyśleliśmy, że najlepiej dla was by było, gdybyście zostali w rezydencji. Rozumiecie, raz, że lepiej żebyście się nie pokazywali na razie na mieście a dwa, że posiadłości przyda się ochrona.

– Jak to nie pokazywać się na mieście? – niemal zakrzyknął Bum. – A misja?

– To zebranie… – troll zawiesił głos.

– Zebranie jest z naszego powodu. – domyśliła się Miriel.

Tarif tylko skinął głową.

Obiecaliśmy się nie ruszać z domu, poza szybkim wypadem po rzeczy Thar’zitta, które zostały w karczmie niedaleko, zaś do odzyskania naszych wykorzystaliśmy  Altina. O ile jakieś uratowały się z pożaru. Do karczmy, w której zatrzymał się t’skrang poszłam sama z Thar’zittem i przez całą drogę miałam wrażenie, że mijani Dawcy Imion patrzą na mnie strasznie wrogo. W zasadzie byłam tego wręcz pewna.

Zabraliśmy się, w końcu, w jednym z przydzielonych pokoi i dopiero wtedy Thar’zitt mógł przybrać znów normalną postać, w szafie, żeby go ktoś nie dostrzegł z zewnątrz, i natychmiast zażyczył sobie solidną porcję jedzenia. Kiedy jadł wyjaśniłam mu całą sytuację, opowiadając wszystko ze szczegółami, zadowolona, że się pojawił w takim momencie, bo to jedyna osoba, której Królowa nie powiąże z nami. Natychmiast gdy zamilkłam Miriel postanowiła wyjaśnić z Bumem sprawę napaści trolli na dom radnego. Początkowo wietrzniak zapierał się, że nic o tym nie wie, żeby w końcu, pod presją wyraźnie wkurzonej elfki wyznać, że faktycznie, być może, wspomniał co nieco, że może dałoby się ostrzelać ową rezydencję.

– Czemu nam nie powiedziałeś od razu? – zapytała jeszcze Miriel.

– Bo się bałem! Bo ty zaraz krzyczysz…

– Bum. Jesteśmy drużyną. Musimy sobie mówić prawdę.

– W poprzedniej drużynie sobie mówiliśmy…

– I co? – dopytała elfka kiedy wietrzniak zamilkł.

– No i wszyscy nie żyją.

Fascynującą wymianę zdań przerwał nam powrót gospodarza. Od razu poszliśmy spytać, jakie są efekty obrad. Obsydianin oznajmił, że spotkanie obfitowało w niespodzianki. Na początku pojawił się nowy członek Rady. Tragicznie zmarłego krasnoluda zastąpił nowy szef gildii jubilerów, także krasnolud, Andaran Thag, który do tej pory pozostawał w cieniu.

Następnie głos zabrał Arval, komendant Straży Miejskiej, który uderzył w dramatyczne tony w swojej przemowie. Zwrócił uwagę na brak porządku w mieście, brak bezpieczeństwa obywateli i podkreślił pogorszenie tego stanu ostatnimi czasy. Odmalował miasto bezprawia, gdzie trolle atakują porządne lokale demolując je, gdzie adepci przywołują konstrukty Horrorów i tracą nad nimi panowanie (telepnęło mną na te słowa tak silnie, że aż Miriel zaczęła mnie uspokajać), gdzie dochodzi do zuchwałych kradzieży i mordowania zacnych obywateli w ich własnych domach.

Po tej kwiecistej przemowie, która wyraźnie trafiła do serc większości radnych, Alvar oświadczył, że zgłasza swoją kandydaturę na burmistrza.  Jego program zawiera rekrutację silnej straży miejskiej, rozbudowę floty Jerris i, co ciekawe, wprowadzenie stanu wyjątkowego na trzy miesiące, żeby to wszystko wprowadzić w życie. Zasugerował wybory za trzy dni i natychmiast zyskał aprobatę przeważającej większości radnych.

Altanael był zaskoczony na równi z resztą. Do tej pory nikt nie podejrzewał Arvala o ambicje polityczne. Jednak mówił dokładnie to, co chcieli usłyszeć przerażeni patrycjusze. Udało mu się perfekcyjnie trafić do ich serc.

– W związku z zaistniałą sytuacją. – zakończył obsydianin. – Nie będę miał wam za złe jeśli zrezygnujecie z dalszego udziału w tej sprawie.

– Nie ma mowy! – aż wstałam. – Mordują, knują, nasyłają na nas konstrukty i zwalają za nie winę na nasze barki! Nie daruję im tego!

– Nie chiałbym mieć waszego życia na sumieniu. Większość rady i tak jest po stronie Alvara, nie mamy już szans.

– Nie no, nie zostawimy cię przecież z problemem samego. – odezwał się Bum.

– Nasze życie i tak już jest zagrożone. – poparłam wietrzniaka. – Mamy trzy dni. Coś wymyślimy.

– Musimy jakoś zburzyć zaufanie Dawców Imion do Alvara. – odezwał się Durgol. – Przecież to nie my jesteśmy odpowiedzialni za te morderstwa tylko ci, z którymi on współpracuje. Możemy zeznawać jak będzie trzeba. Mamy czyste ręce przecież.

– Czy są w Jerris Głosiciele Mynbruje? – zapytałam wchodząc Durgolowi w słowo, bo coś mi przyszło do głowy.

– Są. Oczywiście że są. – potwierdził gospodarz.

– A służą, tak jak w innych miastach, jako sędziowie? Gdyby odbył się proces mogliby pełnić funkcję sędziów?

– Myślę że tak. Czasem pełnią takie funkcje.

– Świetnie! – ucieszył się Durgol. – Wiemy kto zabił. Łapiemy Ksenomantę, stawiamy pod sąd, składamy zeznania, Głosiciele nas przesłuchują, jego przesłuchują i wszystko jasne! Udowodnimy naszą niewinność i tym samym zdyskredytujemy Alvara mówiąc, że my znaleźliśmy mordercę błyskawicznie a on zajmował się w tym czasie oczernianiem niewinnych. Jakby jeszcze Ksenomanta sypnął Królową, z którą pewnie Alvar współpracuje, to w ogóle byłoby miodnie.

– Trzeba to przemyśleć. – wtrąciła Miriel. – Najpierw potrzebujemy informacji.

Poprosiliśmy Altina żeby sprawdził dla nas teren willi Theomy oraz okolice sklepu maga, czy dużo straży się tam kręci, a sami udaliśmy się do pokoju na naradę.

Nie zdążyliśmy się porządnie zastanowić nad nowym obrotem sprawy, gdy do naszych drzwi zapukał Tarif i oznajmił nam, że do Buma przybył gość i życzy sobie rozmawiać z nim na osobności. Thar’zitt pod postacią sokoła wyleciał na ogród obserwować okolicę, Bum poleciał sprawdzić kto to a ja przekradłam się, żeby zerknąć na gościa spojrzeniem astralnym. Szybko tego pożałowałam. Elf, którego zobaczyłam w hollu, był obwieszony przedmiotami magicznymi, z których jeden miał go strzec przed analizą wzorca. Owszem, udało mi się dostrzec jego dyscypliny, a nawet, w przybliżeniu, kręgi, ale magia sowicie mi oddała, posyłając mnie na podłogę.

Okazało się, że to faktycznie dawny znajomy Buma i Thar’zitta, Fildar, ósmokręgowy Leśnik i czwartokręgowy Szpieg. Fildar jest postacią znaną w Barsawii, zabił wiele Horrorów i jest fanatykiem przedmiotów magicznych. Ponoć jest też niesamowicie bogaty i pracuje dla Imperium Therańskiego. Ta ostatnia informacja wyraźnie zszokowała Buma. Fildar przyznał się, że przez wszystkie lata znajomości oszukiwał przyjaciela. Przybył jednak do nas z ważnymi informacjami, gdyż wie w co się wplątaliśmy i może pomóc. Bum odłożył więc na bok, przynajmniej na chwilę, żywioną urazę a ja zaryzykowałam i pozwoliłam Fildarowi uleczyć moje rany, które zadał mi jego dziwaczny przedmiot.

Elf powiedział nam, że wywiad therański się niepokoi, bo Iopos próbuje im się zerwać ze smyczy i zaczyna robić dym. Królowa jest najprawdopodobniej Ksenomantką, możliwe też, że to młodsza z córek samego Uhla Denairastas, pana Iopos. Fildar zna też kryjówkę Królowej, to nie rzucająca się w oczy kamienica na obrzeżach, której adres chętnie nam podał.

Opowiedział nam także co nie co o Arvalu. To weteran wojenny, ochroniarz, Wojownik siódmego kręgu. Ma bardzo duże doświadczenie wojskowe, jest pedantyczny i najchętniej cały świat urządziłby jak jeden wielki obóz. Nie jest głupi ale podatny na manipulację. Jedyna biała plama na jego życiorysie to okres wizyty w Iopos. O tym okresie w życiu Arvala wiadomo tylko tyle, że był tym miastem zachwycony. W zasadzie nie ma się co dziwić. Ponoć w Iopos panuje władza absolutna rodziny rządzącej i nawet kichnąć na portret Uhla nie można bo grozi za to kara śmierci.

– To może, skoro wywiad therański jest tak dobrze poinformowany o wszystkim. – odezwał się milczący dotąd Bum. – Przeszukaliście już ruiny domu Theomy i wiecie co się w nich znajduje. Nie trzeba będzie tam latać.

– Nie. Nie interesowaliśmy się ruinami.

– Taaa… Jaki kraj taki wywiad. – burknął wietrzniak.

– Panowie chyba muszą sobie coś wyjaśnić. – zasugerowała Miriel.

– Tak. – poparł ją Fildar. – Bumowi należą się wyjaśnienia.

– To chodźmy na zewnątrz. – wspaniałomyślnie zgodził się Bum i obydwaj opuścili pokój.

Wrócili po kilkunastu minutach. Bum miał tak zadowoloną minę, że byłam pewna, że coś się święci. Uzgodniliśmy z elfem, że jeśli będziemy potrzebować pomocy albo informacji to się z nim skontaktujemy a tymczasem musimy się naradzić co dalej.

Dyskusja była burzliwa jak już dawno nie. Czas naglił a pomysłów mieliśmy jak na lekarstwo. Bum się uparł, żeby wystawić samego siebie jako żywą przynętę dla Ksenomanty Królowej i pojmać go, kiedy przyjdzie go zabić. Podstawową dziurą tego planu było założenie, że Królowa w ogóle się pofatyguje żeby go próbować zabić. Wszak za trzy dni odbędą się wybory, Alvar je wygra i jako marionetka Królowej będzie rządził jak ona mu każe. Moim zdaniem nie miała absolutnie żadnego interesu, żeby się teraz wychylać.

Zaproponowałam w zamian żeby porwać Alvara. Komendant jest dla niej cenny. Bez niego nie będzie wyborów, więc kobieta zapewne zrobiła by coś, żeby go odzyskać. Choćby nasłała Ksenomantę, co doprowadza nas do celu, czyli próby pojmania go. Ten pomysł nie spodobał się jednak Durgolowi. Argumentował, że jeśli jednak, jakimś cudem, okaże się, że Arval wcale nie współpracuje z Królową i nikogo po niego nie wyślą to grozi nam kara śmierci za porwanie komendanta straży (jakby już nam nie groziła… tyle że z rąk ioposów…).

Wymyślono więc nowy, idealny, plan czyli desant na siedzibę Królowej… Bez komentarza. Do mojej drużyny, po tym pomyśle, przestały trafiać jakiekolwiek argumenty. Oni naprawdę uważają, że mamy szansę wejść do kamienicy i pokonać magów z Iopos. Nawet ja słyszałam wielokrotnie legendy o magii tego miasta, o sile rodziny panującej, widziałam, kilka godzin temu, jak nasłany przez nich JEDEN konstrukt niemalże nas zmiótł. A oni chcą tam wejść i… w zasadzie to nie wiem co chcą dalej. Zabić Królową? Zabić Ksenomantę? Bo raczej żadne z nich nie da się pojmać i postawić przed sąd.

Absurdalność tego planu i niezachwiana pewność drużyny, że jesteśmy w stanie to zrobić sprawiły, że przestałam już słuchać dalszych rozmów. Z zamyślenia wyrwały mnie dopiero zachwyty nad Bumem. Zrozumiałam wtedy dlaczego wietrzniak wrócił z rozmowy taki zadowolony. Elf dał mu na przeprosiny szkicownik, który sprawiał, że to co się w nim narysowało stawało się na jakiś czas realne. Bum narysował siebie zupełnie zmienionego, z normalnymi skrzydłami, bez ogona, z czarnymi strąkami dredów na głowie. I taki właśnie stał teraz przed nami.

Dlatego kiedy Altin przyleciał z raportem, że ruiny nie są pilnowane przez straż, tylko przez kilku ochroniarzy wynajętych przez synów Theomy, zaś sklep maga też jest wolny od straży i działa normalnie, Miriel pozwoliła Bumowi, w towarzystwie sokoła Thar’zitta polecieć na zwiad.

Wrócili po godzinie, może nieco później. Bum obejrzał mieszkanie Alvara. Żyje skromnie, wręcz ascetycznie, ma tylko jednego ochroniarza. Posiada przedmiot magiczny, którego Bum nie był w stanie dokładnie zbadać, ale jest przekonany, że ma on pomagać w opanowywaniu się. Zajrzeli także do maga, gdzie nadal znajduje się bransoleta, którą Miriel miała na sobie oraz w ruiny, w których Bum dostrzegł skrzynkę, zawierającą wcześniej dokumenty Szarego, niestety pustą. Na koniec panowie obejrzeli sobie kamienicę, która jest siedzibą Królowej. Kamienicę obłożono zaklęciem, które zniechęca do podchodzenia do niej. Dostrzegli tam dwóch ochroniarzy i wchodzącego niskokręgowego Adepta.

Zaaferowani swoimi odkryciami, wspólnie z Miriel, uradzili po powrocie, że potrzebujemy zdobyć bransoletę, żeby móc nią unieruchomić Ksenomantę, oraz że musimy udać się do ruin i je przeszukać, bo może wyjęli dokumenty i schowali je w innym miejscu domu, dzięki czemu uda nam się je odnaleźć. Miriel skontaktowała się z Findasem a kiedy się zjawił poprosiła go o odkupienie bransolety i użyczenie nam jej do czasu złapania Ksenomanty. Jak sprawa się zakończy obiecała mu ją oddać, na co elf chętnie przystał, gdyż takiego cuda jeszcze nie posiadał w swojej kolekcji.

Findas odszedł a drużyna zaczęła się szykować do wizyty w ruinach. Na szczęście mogłam wcześniej skorzystać z usług jednego ze służących i zamówić sobie nowe ubrania, więc nie musiałam latać po mieście w strojnej, podartej sukni. Uważałam, że wyprawa do ruin nic nam nie da. Kto normalny wyjmuje dokumenty obciążające samego siebie z magicznie zabezpieczonej skrzyni i wkłada je do własnej szafy? I to dokumenty, za które zabił! Odnoszę wrażenie, że gubimy główny cel naszej bytności w Jerris i ganiamy jak pies za własnym ogonem zupełnie bez sensu.

Czas pokaże.

Drużyna zdecydowała, więc nie pozostało mi nic innego jak zostawić Noir w domu wraz z Szafir, gdyż kruk nadal nie może latać a ważka zbyt rzuca się w oczy i pójść wraz z nimi. Jakkolwiek uważam, że popełniamy błąd to jednak nie puszczę ich samych na pewną śmierć, jeszcze gotowi z tych ruin polecieć prosto do Królowej i przypuścić szturm na jej kamienicę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s