29 Dom Trzcin

Na statku Borgil poclago_di_corbara_1hwalił nam się swoim nowym nabytkiem, małą, puchatą, słodką psią kuleczką, którą nazwał Furia. Ciekawa jestem jaki będzie efekt wychowania tego słodziaka przez orka. Na wszelki wypadek postanowiłam się z psiakiem nieco pobawić i zaprzyjaźnić, w razie problemów wychowawczych będę mogła interweniować, wolałabym żeby psina nie upodobniła się do swojego nowego właściciela z charakteru, dość już raptusów w drużynie.

Minęliśmy już większość dżungli Serwos, gdy Salazar odszukał nas na pokładzie i poinformował, że według niego statek za bardzo skręca w kierunku Domu K’tenshin. Natychmiast nabrałam złych podejrzeń.

– Ciekawe dlaczego odbijamy w kierunku K’tenshin. – odezwałam się głośno odwracając się w stronę Buma, który już, cichaczem, próbował zniknąć nam z oczu. – Bum?

– Taaaaaaak? – wietrzniak wyglądał na zmieszanego.

– Czemu lecimy do K’tenshin?

– A… No bo wiesz… Czasem są te… no… prądy takie różne i trzeba troszkę zboczyć z kursu.

– Prądy prądami a my odbijamy zdecydowanie za bardzo, według Salazara, więc lepiej nam to wyjaśnij.

– Oj… – Bum zaczął się wiercić nerwowo. – No bo Auryk powiedział, że jak on już tę flotę zebrał i jej obiecał wyprawę wojenną to się tak zupełnie bez wojny obejść nie może…

– Czy ty sugerujesz, że oni chcą ostrzelać Dom K’tenshin?!

– Ale obiecał, że nie będzie ofiar w niewinnych Dawcach Imion! – zapewnił błyskawicznie wietrzniak. – A tam przecież wstrętni Theranie mieszkają.

– Nie tylko Theranie, na Pasje! I jak on, niby, chce odróżnić, z góry, dobrego Dawcę Imion od złego?

– Nie wiem, ale chyba umie, nie? Obiecał przecież.

– Trzeba ich powstrzymać. – wtrąciła się Miriel. – Idę do Auryka! – podniosła się gwałtownie i ruszyła na poszukiwania dowódcy.

Bojąc się wyniku tej rozmowy wszyscy poszliśmy za Miriel.

Auryka znaleźliśmy na dziobie. Humor wyraźnie mu dopisywał, troll był uśmiechnięty od ucha do ucha i nawet podśpiewywał coś pod nosem. Już samo to, że uśmiechnął się do Miriel, kiedy się do niego odezwała, świadczyło o tym, że liczy na solidną bitwę. Zapytany wprost, radośnie oznajmił, że tak, zamierzają napaść na Dom K’tenshin, i żadne argumenty że są tam niewinni Dawcy Imion nie trafiały do Powietrznego Łupieżcy. W pierwszej chwili, podobnie jak reszta drużyny, próbowałam przemówić mu do rozsądku. A później wpadłam na inny pomysł.

– Obiecałeś Bumowi, że nie zginą niewinni. – odezwałam się. – Jak chcesz ich odróżnić od therańczyków? No chyba, że… – zawiesiłam głos upewniając się, że uwaga trolla skupi się na moich słowach. – Zaatakujesz obiekt militarny a nie mieszkalny.

Złapałam naganne spojrzenie Miriel, ale nie zamierzałam zrezygnować z pomysłu, który przyszedł mi do głowy.

– Byłaś w K’tenshin? Znasz to miasto? – Auryk przyjrzał mi się uważnie i z zaciekawieniem.

– Nie, ale znam je z opowieści. Jedynym otwartym obiektem wojskowym, gdzie nie powinno być cywilnych Dawców Imion jest k’tenshińska Szkoła Wojny. Szkolą się tam najlepsi Adepci i wojownicy.

– Wiem gdzie to jest! – wtrącił się Bum. – Narysuję wam mapę.

– Hm… – troll zastanowił się chwilę. – Warto to rozważyć.

– Ostrzelanie miasta przyniesie wam więcej szkody niż pożytku. – kontynuowałam. – Natomiast jeśli zaatakujecie samą szkołę możesz liczyć na walkę z najlepszymi żołnierzami Domu K’tenshin. Taka bitwa przyniesie wam honor, w odróżnieniu od mordowania kobiet i dzieci.

– Masz rację! – ucieszył się Auryk. – W takim razie robimy abordaż!

– Wspaniale. – potaknęłam. – A możesz nas tutaj wysadzić?

Spojrzał na mnie zdezorientowany, po czym zwrócił się do Buma.

– No jak to? Bum Złotoskrzydły nie stanie z nami do tak wspaniałej bitwy?

– Wiesz Auryk, ja to bym chciał, ale obiecałem, że dowiozę ich bezpiecznie do V’strimon a beze mnie to oni sobie nie poradzą.

Troll pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Dobrze, to dam wam swój najmniejszy drakkar, z minimalną załogą, który was zawiezie do Domu V’strimon.

– A będę mógł nim dowodzić? – oczy Buma rozbłysły. – Tylko chwilkę.

– Niech będzie. – zgodził się Auryk.

Tak trafiliśmy na mały drakkar, żegnając się z trollami życzeniami wspaniałej bitwy.

Pod dowództwem Buma odbiliśmy na północ, żeby podlecieć do V’strimon z innej strony niż K’tenshin, na wszelki wypadek, gdyby wieści o napadzie dotarły do Domu Trzcin podczas naszej obecności i pozwoliły mieszkańcom połączyć nasz transport z flotą atakującą sąsiedni Dom.

Po, niedługim już, locie i krótkim spacerze lądem, w akompaniamencie utyskiwań Durgola, że miały być wakacje a zamiast lecieć prosto to kluczymy, latamy naokoło i jeszcze na piechotę, naszym oczom ukazało się chyba najpiękniejsze z t’skrandzkich miast. Z przyjemnością podziwiałam rodzinne miasto mojego mentora i nauczyciela Trassisa Złotoustego, którego rozległa wiedza pozwoliła mi poznać Barsawię kiedy byłam jeszcze dzieckiem.

Pływające miasto Domu V’strimon, zwanego też Domem Trzcin, leży na jeziorze Ban, na przecięciu Wiji i Wężowej. To aropagoi od wieków kontroluje handel na Wiji a dzięki swojemu położeniu na styku dwóch potężnych rzek, stanowi ogromne centrum ekonomiczne i kulturalne. Niezależnie czy chcesz się dostać do Throalu, Urupy czy Domu Syrtis, musisz najpierw trafić do Domu V’strimon. Jest to jedno z najstarszych aropagoi Wężowej. Legenda głosi, że miasto powstało z ziarenka, podarowanego przez syreny pewnemu rybakowi. Pamiętam jak Trassis z dumą opowiadał o dzielnej V’rannie, która całymi tygodniami splatała żywe trzciny, aż uplotła z nich ogromny kosz, pływający do góry dnem na jeziorze Ban. To właśnie on stał się podstawą Pływającego Miasta. Pamiętam nawet zabawny wierszyk, który ją do tego zainspirował:

Gdy bezmyślnie rzucisz ziarnko

Zielsko z niego rośnie wartko

Wypleć zielsko tak jak trzcinę

A wnet bieda Twoja minie.

Historia miasta pełna jest ciekawych epizodów. Przypominam sobie opowieść o shivalahali, która zatopiła całą therańską flotę jednym zaklęciem a także historię Kreesty, poławiaczki ryb, która wraz z shivalahalą uratowała wietrzniacki kaer Almarra przed horrorem i sama została shivalahalą, gdyż ówczesna władczyni poległa w tej walce.

Miasto wygląda przepięknie. Zbudowano je na planie pięciokąta, którego wierzchołki stanowi pięć wież, każda poświęcona innemu żywiołowi. Chociaż nie widać tego na pierwszy rzut oka miasto, ponoć, chroni kopuła żywiołu powietrza zaś pod wodą nieprzenikniony system refselnika, rodzaj magicznej zapory, przez którą tylko mieszkańcy Domu potrafią bezpiecznie przepływać.

Pierwsze co nas uderzyło po zejściu na wyspę to niesamowity gwar, tłum i feeria barw i zapachów. Szybko znaleźliśmy wygodną karczmę, gdzie mogliśmy zostawić swoje rzeczy, i ruszyliśmy zwiedzić kawałek miasta. Oczywiście Bum od razu poleciał do swojej dawnej ukochanej, każąc nam na siebie czekać. Panowie, za namową Borgila (!), poszli do łaźni. Domyślam się, że skusiła ich Łaźnia Dziewięciu Pasji, a konkretnie kąpiel poświęcona Floranuusowi, gdzie nie stroni się od serwowania licznych trunków alkoholowych. Nie wyobrażam sobie innego powodu, dla którego Borgil zdecydowałby się dobrowolnie poddać procesowi kąpieli.

Natomiast ja i Miriel udałyśmy się na zakupy, trzeba było przecież pomyśleć o jakimś prezencie dla córeczki Buma.

Ledwo opuściliśmy karczmę gdy usłyszeliśmy odległy wybuch i nad naszymi głowami, na niebie, wykwitł ogromny, barwny napis „Przepraszam.” Oj, musiał się Bum nieźle kajać przed wkurzoną wietrzniaczką.

Okazało się, że miasto ma aż cztery główne rynki i na każdym można kupić inny rodzaj towaru. Dawców Imion jest tutaj bez liku, wszystkich ras i kolorów. Od zapachu i mnogości towarów aż kręci się w głowie. Udało nam się również dostrzec wieżę ognia, z mieszkającym w niej Duchem Żywiołu, który przyrzekł shivalahali że póki będzie przy władzy, póty on będzie bronił miasta, ponieważ ocaliła go przed potężnym Horrorem oraz zerknąć na centralną, szóstą, wieżę Domu, która stanowi niezłą zagadkę dla uczonych każąc im domniemywać, że symbolizuje jakiś szósty żywioł.

Wreszcie, zmęczone ale zadowolone, wróciłyśmy do karczmy, gdzie reszta naszej drużyny jadła właśnie obiad. W połowie posiłku zobaczyliśmy Buma wlatującego do karczmy ze spuszczoną głową i lalką w ręce. Usiadł przy naszym stole, położył lalkę na blacie i westchnął ciężko.

– I co? – zapytała w końcu Miriel.

– Nic. – wietrzniak wzruszył ramionami. – Nie mam córki. – powiedział smutno. – A byłem takim fajnym tatą…

– Jak to nie masz? – wtrącił Durgol.

– No normalnie. Nie mam. Oszukała mnie ze złości. A w ogóle to jestem na siódmym kręgu.

– Wypijmy za to! – zarządził Borgil polewając wietrzniakowi.

W zasadzie nie wiadomo było za co, czy za brak posiadania córki, czy może za awans, ale Bumowi było chyba wszystko jedno za co pije.

Kiedy smutki zostały wystarczająco utopione w alkoholu Bum oznajmił, że ma do nas ogromną prośbę. Ponoć jego przyjaciółka Smoczyca jest coraz słabsza i Bum boi się, że niedługo umrze, ale można jej pomóc. Smoczyca powiedziała mu, że istnieje pewien artefakt, który może przedłużyć jej życie. Stworzył go jakiś potężny mag, który narobił sobie wrogów i ukrył go w kaerze w okolicach Lagos. Oczywiście ta nazwa nic nam nie mówiła a i sama Smoczyca nie była pewna czym owo Lagos jest. Jedyne, co wiedział Bum, to że kaer znajduje się gdzieś na południe od V’strimon.

Co prawda Durgol natychmiast zaczął marudzić o wakacjach i gwałtownie protestować przeciwko ruszaniu się z Domu V’strimon, ale zgodziliśmy się, że trzeba tej Smoczycy pomóc, w końcu to przyjaciółka naszego towarzysza. Szczęściem sama zainteresowana postanowiła się włączyć do rozmowy i uspokoić, że mimo obaw wietrzniaka to ona się jednak jeszcze nie wybiera umierać i nie musimy pędzić na złamanie karków żeby ją ratować. Oznajmiła także, że skoro Bum awansował na tak wysoki Krąg to jemu też należy się odpoczynek i impreza, która uświetni ten moment. Na organizatora owej imprezy zgłosił się, bez wahania, Borgil, któremu Bum przekazał kulę komunikacji ze Smoczycą, żeby mogła mu pomóc. Nieco się obawiałam tego wydarzenia, ale chyba gorzej niż u trolli nie będzie….

Korzystając z faktu, że do wieczora zostało sporo czasu, Bum chciał jeszcze coś pozałatwiać zaś Durgol i Miriel postanowili poszukać w bibliotece jakichś zapisków dotyczących tajemniczego Lagos, poprosiłam Borgila, żeby pojechał ze mną na Białą Drogę do Serwos i zaczął szkolić z woltyżerki. Skoro już mam Śnieżkę to dobrze by było w tym siodle umieć się utrzymać i nie skręcić sobie karku w razie gdyby koń poniósł czy gdyby ktoś mnie zaatakował. Ork przystał na propozycję z ochotą, więc przeprawiliśmy się na drugi brzeg, zanurzyliśmy się pod baldachim liści mojej rodzimej dżungli i zaczęliśmy ćwiczenia. Zwierzęta puściłam wolno, żeby trochę odetchnęły od dusznej karczmy, Hator poszła polować a ja skupiłam się na nauce. Nie wiedziałam, że jest to takie skomplikowane. Borgil kazał mi jeździć tyłem, bokiem, spadać z konia i w ogóle robić dziwne rzeczy. Wszystko na jego wierzchowcu, podczas gdy on uczył Śnieżkę jak powinien się zachowywać wierzchowiec podczas akrobacji swojego jeźdźca, bo okazało się, że konia też trzeba tej woltyżerki nauczyć.

Wróciliśmy do karczmy przed wieczorem i przyznam, że jedyne na co miałam ochotę to paść na łóżko i już z niego nie wstać. Powstrzymałam się jednak. Obawa, że jak padnę to faktycznie się nie podniosę była zbyt silna. Myślę, że jutro się nie ruszę po tych wszystkich wygibasach.

Wreszcie nadszedł czas wieczornego przyjęcia. Ork zaprosił nas wszystkich na baseny, których ogromny fragment wynajął specjalnie dla nas. Sprosił chyba pół miasta, bo zjawił się całkiem spory tłumek t’skrangów i wietrzniaków. Nie było jedynie Miriel, która chyba zasiedziała się w bibliotece, więc Durgol i Bum po nią polecieli.

Przyjrzałam się sali. Ork się postarał. System basenów wieńczyła potężna fontanna, która bynajmniej nie lała wodą a jakimś alkoholem, stoły uginały się od jedzenia a wystroju dopełniał wielki lodowy zamek przyozdobiony rozlicznymi butelkami zawierającymi najprzeróżniejsze trunki alkoholowe.

Durgol, Bum i Miriel zjawili się dość szybko. Chyba coś musiało się stać, bo słyszałam jeszcze przed ich wejściem jak Durgol poważnym głosem oznajmia „Życie to jedna wielka zasadzka” a Miriel miała dość smutną minę po wejściu. Nie było jednak czasu żeby się nad tym zastanowić, ponieważ Borgil, widząc, że już wszyscy są, rozpoczął imprezę zapowiadając pierwszą atrakcję, w postaci kapeli De Dorsz. Zanim zdążyłam zaprotestować ork wyciągnął mnie do tańca mówiąc, że muszę dużo ćwiczyć zręczność, jeśli chcę dobrze jeździć konno. Na salę wleciały naczynia z kolejną porcją potraw, lewitując pomiędzy Dawcami Imion, co natychmiast wykorzystały wietrzniaki, śmigając między nimi tak, żeby nie zostać trafionymi. Wreszcie Borgil oznajmił, że „o suchym pysku nie można pić!”, cokolwiek by to miało oznaczać, i darował mi dalsze harce skupiając się na swojej ulubionej czynności, czyli piciu.

Ukryłam się na chwilę za jednym z filarów, żeby nieco odsapnąć bo już widziałam jak Salazar rozgląda się w poszukiwaniu kogoś do tańca, gdy nagle za plecami usłyszałam:

– Zasadzka!

Podskoczyłam przestraszona odwracając się gwałtownie. Przede mną stał wyszczerzony w uśmiechu Durgol z dwoma pucharkami w dłoniach.

– Na Pasje! Durgol. – jęknęłam.

– Pij! – wyciągnął pucharek w moją stronę.

Wzięłam go z pewną obawą, powąchałam i spróbowałam. Zawartość okazała się być jakąś owocową nalewką, mocną acz przyjemną w smaku.

– Bo w sumie to chciałem z tobą pogadać. – oznajmił krasnolud wypijając swój pucharek do dna.

– Teraz?

– No.

– To słucham.

– Chodzi o Miriel.

– Co się stało? – zaczęłam słuchać uważniej pełna złych przeczuć.

– Widzisz, bo po tej awanturze w Jerris to ona uważa, że nas zawiodła jako przywódczyni, i w ogóle nas zawiodła, i ona chce odejść z drużyny.

Zamyśliłam się. Nie wiem jak zachowałabym się na miejscu Miriel po tym, co ją spotkało. Cały czas podziwiam jej dystans do wydarzeń w Jerris i jej opanowanie, które, jak teraz zaczęłam przypuszczać, jest udawane.

– Porozmawiam z nią. – obiecałam.

– Nie możemy pozwolić jej odejść. – kontynuował Durgol. – Obiecałem jej, że porozmawiam z wami wszystkimi. Trzeba ją przekonać, żeby została.

– Durgolu. – położyłam mu rękę na ramieniu. – Miriel potrzebuje czasu, musi wiele rzeczy przemyśleć. Porozmawiam z nią i jestem pewna, że nas nie zostawi. Zrobię co w mojej mocy żeby tak się nie stało.

Pokiwał głową zadowolony.

– To jeszcze tylko z Borgilem muszę pogadać. – oznajmił i ruszył z powrotem nad basen.

A tam robiło się coraz weselej. Z kieszeni Borgila wyskoczyła kulka magii i zaczęła latać nad stołami ściągając do swojego wnętrza cały napotkany alkohol. Usłyszałam oburzone „Hej! To moja nalewka!” Salazara. Kulka obleciała wszystkie stoły, śmignęła pod sufit i wybuchnęła zasypując salę alkoholowym „śniegiem”. Widok Borgila z głową zadartą do góry i wystawionym językiem żeby łapać trunkowe płatki pozostanie w mojej pamięci na długo.

Radosną kapelę De Dorsz zastąpiła równie hałaśliwa wietrzniacka orkiestra zwąca się, malowniczo, Topielce. Lewitujące talerze stały się czołową rozrywką wietrzniaków, które wołane przez Salazara żeby uważały z tymi talerzami odkrzyknęły tylko „My tu gramy w łap talerza! To będzie nasz narodowy sport przez trzy dni!”. Jakby tego było mało Borgil ogłosił konkurs na największy plusk. Niestety nie sprecyzował że plusk ma być wykonany za pomocą własnego ciała, w związku z tym do wody trafił najpierw dębowy stół tachany przez wietrzniaki a zaraz za nim pokaźnych rozmiarów wrzeszcząca orczyca, najprawdopodobniej zgarnięta wprost z ulicy. Kiedy zaś na basen wleciała kolejna porcja lataków taszcząc niewielki wóz, w ślad za którym biegł zdenerwowany właściciel Borgil oznajmił, że wietrzniaki wygrały. Szczęściem był na tyle przytomny, że na pytanie „które” odkrzyknął „wszystkie” kończąc tym samym porywanie coraz większych i dziwniejszych przedmiotów z ulic V’strimon. To jednak nie był koniec atrakcji. Zdenerwowana czymś przez Durgola Miriel niewiele myśląc chwyciła najbliższą butelkę i rozbiła mu ją na głowie, co Borgil (oczywiście!) podchwycił jako nową rozrywkę i ochoczo powtórzył na sobie, więc wietrzniaki poszły w jego ślady zasypując okolicę tłuczonym szkłem.

– Muszę się napić! – jęknęła na ten widok Miriel.

Podsunęłam jej to, co ocalało z zapędów do tłuczenia, i sama też łyknęłam sporą porcję alkoholu. Nie da się z nimi imprezować na trzeźwo.

Szaleństwo to chyliło się ku końcowi, kiedy usiadł koło mnie Bum z niezbyt zadowoloną miną.

– Raven… – zaczął, jak to on ma w zwyczaju.

– Hm?

– Bo ty wiesz, że ja lubię Szafir, prawda?

– Yhm. – potwierdziłam machinalnie.

– No i ona chyba też mnie lubi, prawda?

– Myślę, że tak. W końcu ją karmisz. – wysiliłam się na bardziej złożone zdanie, choć miałam ochotę już tylko na sen.

– No więc tak sobie myślę… Czy ja mógłbym na niej polatać?

Dopiero teraz nieco oprzytomniałam.

– Nie możesz latać na Szafir! – zaprotestowałam gwałtownie. – Jesteś za duży. Przecież ona cię nie uniesie.

Bum zrobił smutną minę i spuścił głowę.

– Bo mnie zawsze było tak przykro… – zaczął płaczliwym głosem. – Bo wszyscy tak szybko chodzili a ja się męczyłem i zawsze mnie zostawiali z tyłu i mi było tak smutno… – po twarzy wietrzniaka zaczęły płynąć łzy.

– Ej, ej, no daj spokój. – próbowałam go jakoś pocieszyć. – Możesz pojeździć na Hator jak chcesz. – wypaliłam nie zastanawiając się nad sensem tego, co właśnie palnęłam. – A później kupimy ci jakiegoś zoaka i wytresuję ci i będziesz mógł latać i się nie męczyć. – obiecałam.

– Teraz jak mam te skrzydła to już się nie męczę. Naprawdę mogę pojeździć na Hator? – spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.

– Tak, naprawdę. – nie wiem jak ja to wytłumaczę Hator… – Ale jutro, na trzeźwo, dobrze?

– Ale…

– Bum. – przerwał głos ze smoczej kuleczki. – Myślę, że pora spać.

– Tak mamo… – Bum znowu spuścił głowę zasmucony. – A mogę jeszcze jedną prośbę? – ożywił się nagle.

– No dobrze. – odpowiedziała Smoczyca. – Ostatnią.

– Chcę żeby Raven i Miriel miały wąsy! Takie jak Durgol. Na całe życie!

– Bum! – wrzasnęłyśmy obydwie z Miriel jednocześnie.

– Niech wam będzie, do rana!

Tak oto zakończyło się świętowanie awansu Buma. Gdzieś nad ranem padłyśmy z Miriel do naszych łóżek, mocno nietrzeźwe i z durgolowymi wąsami. Coś czuję, że jutro będzie ciężki dzień…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s