30 Na ratunek Smoczycy – ku Ligos

Minęło południe gdy drużyna była w stanie zebrać się i w miarę jasno myśleć. Przed imprezą udało się Miriel i Durgolowi dowiedzieć, że dawne Lagos to obecne Ligos nad rzeką Lagos. Osada szybko się rozwija a dominującą rasą w niej są orkowie, którzy niegdyś stoczyli tam walkę z Horrorem i jego konstruktami. Dodatkowo udało im się ustalić, że eliksir, którego szukamy, wzmacnia siły witalne, ale także ma duże skutki uboczne. Ponoć mag, który go stworzył użył do niego dziwnych składników spoza Barsawii. Ze swojej wycieczki wrócił bardzo odmieniony i błyskawicznie narobił sobie wrogów. Ukrył artefakty i słuch o nim zaginął.

Zdecydowaliśmy, że trzeba jeszcze popytać o samo miasteczko, więc Borgil i Salazar poszli dowiedzieć się czegoś o Ligos.

Plotek udało im się zdobyć całkiem dużo. Usłyszeli o dwóch katastrofach statków powietrznych, które zbliżały się do miasteczka, o znikających osadach orkowych nomadów, o znalezionym w pobliskich górach orichalku a nawet o atakujących podróżnych orkach, małpach, jehuthrach i innych niebezpiecznych istotach. Nie odnaleziono jednak żadnego kaeru w okolicy, co było nieco niepokojące zważywszy na fakt, że jeśli gdzieś mieliśmy znaleźć jakieś artefakty to właśnie w kaerze.

Salazar znalazł statek, którym mogliśmy się zabrać, więc niezwłocznie wyruszyliśmy do Ligos. Podróż w okolice miasteczka trwała trzy dni. Zajęłam się szkoleniem zwierzaków, zwłaszcza małej Furii, najwyższy czas, żeby zaczęła opanowywać podstawowe komendy.

Podróż mijała spokojnie i leniwie. Panowie nieco pomagali przy obsłudze statku zaś ja i Miriel odpoczywałyśmy. Zbyt wiele się ostatnio działo, żeby na siłę szukać sobie zajęcia. Miałam przeczucie, że wkrótce znów będziemy mieli pełne ręce roboty.

Trzeciego dnia dotarliśmy do niewielkiej wioski rybackiej. Dalej trzeba było iść piechotą przez dżunglę lub przesiąść się do malutkich łodzi, do których zdecydowanie byśmy się nie zmieścili. Borgil postanowił nieco podrążyć temat katastrof statków i znikających wiosek, i zanim się obejrzeliśmy załatwił nam robotę. Okazało się bowiem, że kupcy z Ligos, których statki nie dotarły do miasta, poszukiwali najemników żeby je odnaleźli. Niestety grupa, która przyszła skuszona łatwym zarobkiem chciała zbyt wygórowaną cenę za swoje usługi, więc Borgil ochoczo oznajmił, że zrobimy to za połowę tej ceny… Dobrze, że chociaż nie za darmo. Ustalił także, że dwie osady nomadów, które zniknęły bez śladu, to Czarne Strzały obozujące między lasem a Ligos, jakiś dzień drogi od miasteczka oraz Twardoręcy, których siedziby znajdowały się pomiędzy wzgórzami a lasem, trzy dni drogi od miasta.

Bogatsi o wiedzę i zlecenie na pracę wybraliśmy drogę traktem przez dżunglę. Nie minęła godzina gdy opuściliśmy savannę zagłębiając się pod baldachim drzew barwnej dżungli. Znów poczułam się jak w domu a i zwierzęta wyraźnie się ożywiły. Nawet Furia biegała radośnie pomiędzy mną a Borgilem, węsząc, nasłuchując i przysiadając co chwilę, zaaferowana nowymi zapachami i odgłosami. Borgil wysforował się naprzód wraz z Noir a Salazar latał na lianach w okolicy szlaku.

Po kilku kwadransach podleciał do mnie Noir i oznajmił:

– Raven chodź. Borgil znalazł fuj!

– Co znalazł? – spytałam wskakując na Śnieżkę żeby było szybciej.

– Fuj!

– Bardzo dokładny opis znaleziska. – mruknęłam.

Ruszyłam za Noir. Kilkadziesiąt metrów dalej kruk skręcił między drzewa. Zeskoczyłam z klaczy i weszłam za nim. Borgil stał pod drzewem przyglądając się czemuś na pniu a Furia niuchała wokoło powarkując od czasu do czasu.

– Co to jest fuj? – spytałam przyglądając się okolicy.

– A o! Jakaś maź tam. – wskazał palcem koronę drzewa. – Furia wyczuła. – dodał z dumą.

Nie trudno było tego nie wyczuć, bo dziwny zapach żywicy zmieszanej z odchodami i swądem rozkładającego się ciała wisiał w powietrzu drażniąc nozdrza. Przyjrzałam się wskazanemu przez Borgila miejscu. Bez trudu dostrzegłam dziwną substancję oblepiającą gruby konar. Od razu nasuwało mi się skojarzenie z kokonem. Pobieżna analiza uświadomiła mi, że to faktycznie miało coś wspólnego z kokonem, w środku dojrzewał konstrukt horrora. Na moje oko jakieś pięć, może sześć dni temu stworzenie się wykluło. Postanowiliśmy zostawić znalezisko w spokoju i iść dalej, zwiększając ostrożność. Zwłaszcza, że Miriel obejrzała przestrzeń astralną i nie spodobało jej się to, co zobaczyła. Wszystkie żywioły kłębiły się w jednym miejscu, jakby ktoś próbował nimi coś zakryć. Źródłem tej magii wydawała się rzeka.

Ruszyliśmy dalej starając się zachowywać cicho. Po mniej więcej godzinie drogi Furia znów coś wyczuła. Gdy dołączyliśmy do Borgila i Buma zastaliśmy ich gapiących się na potężny kokon. Wewnątrz dostrzegliśmy pęcherze powietrza i coś się poruszyło.

– Nie dotykajcie tego przypadkiem. – ostrzegłam widząc zaciekawienie w oczach wietrzniaka.

Nie zbliżając się do kokonu spróbowałam wejrzeć głębiej. To, co odkryłam nie spodobało mi się. Wewnątrz znajdował się dajr. Ale nie zwykłe, łagodne zwierzę tylko dziwnie zmodyfikowana istota. Wielkie zęby, powyginane dziwacznie rogi, wypustki plujące trującym gazem.

– Kreator. – szepnęłam zafascynowana budową istoty.

– Co tam mruczysz pod nosem? – odezwał się Borgil, najwyraźniej zniecierpliwiony bezczynnością.

– Kreator. – powtórzyłam głośniej. – To taki Horror, który przekształca istoty w konstrukty. Zmienia materię ożywioną. Ciekawy okaz. Ma dużo interesujących umiejętności. No i żywi się magią, na przykład taką emitowaną przez artefakty.

– Czyli jednak ta fiolka może gdzieś tutaj być. – wtrąciła Miriel. – Albo przyciągnęła go ta dziwna kopuła z żywiołów.

– Zakładam, że wkrótce się dowiemy. – rozejrzałam się czujnie. – Na moje oko powinniśmy sobie stąd pójść bo to coś może się wykluć lada chwila.

– Zabijmy to! – zaprotestował Borgil. – Lepiej nie zostawiać za plecami.

– A jak chcesz to zabić? – dopytałam zaciekawiona.

– Ogniem? – zaproponował Bum.

– Mamy jedną szansę. – uświadomiłam im. – To jest gotowe do wyjścia. Jeśli atak się nie uda uwolni się a wtedy wszyscy zginiemy w chmurze trującego gazu. Jeszcze, nie daj Pasje, niech się ten gaz zapali to już w ogóle będzie masakra.

– Ja bym spróbował. – wtrącił Salazar. – Może się uda. Sama mówisz, że to konstrukt, nie można pozwolić żeby coś takiego latało po dżungli.

– Owszem, nie można. – zgodziłam się. – Dlatego trzeba znaleźć jego twórcę i go zabić. Wtedy nie będzie latało.

Zapadła krępująca cisza. Przez chwilę odniosłam wrażenie, że drużyna patrzy na mnie jak na szaleńca.

– Słyszycie to? – przerwała ciszę Miriel.

Przez chwilę nasłuchiwaliśmy. W oddali niósł się, cichy jeszcze, tętent czegoś dużego. Zbliżał się.

– Wycofujemy się. – zaordynowałam i ruszyłam na szlak. – To pewnie jego kumple.

Szybko wyszliśmy na szlak i ruszyliśmy w odwrotną stronę niż narastający hałas. W pewnej chwili coś przyszło mi do głowy.

– Schowajcie się w dżungli. W gęstwinie. Zaraz do Was dołączę. – rzuciłam.

– Nie ma mowy! – zaoponowała Miriel.

– Nic mi nie będzie. Chcę coś sprawdzić. Nie zobaczą mnie.

– Pójdę z nią. – dodał Salazar.

– Ja spadam. – wtrącił się Durgol. – Jak chce się zabijać niech robi to sama.

– Idźcie. – ponagliłam, i ruszyłam z powrotem w kierunku zbliżających się zwierząt czując za plecami Salazara.

Upewniłam się, że drużyna zniknęła w dżungli, zidentyfikowałam miejsce, w którym znaleźliśmy kokon, znalazłam kamyk i utkałam zaklęcie. Otoczyła mnie aksamitna kula ciemności. Zamachnęłam się i posłałam ją, wraz z kamieniem na który ją rzuciłam, daleko przed siebie na drogę.

– Chowamy się. – popchnęłam Salazara w krzaki, skąd obserwowaliśmy otoczenie.

Po kilku minutach na trakcie pojawiło się stado dajrów podobnych do tego z kokonu. Zwierzęta wyraźnie miały przewodnika stada, więc zachowały chociaż tą cechę. Przewodnik zatrzymał się gwałtownie na widok kuli ciemności. Fukając i węsząc zbliżył się do niej. Obwąchał podejrzliwie po czym rozejrzał się po okolicy. Przez chwilę odniosłam wrażenie, że patrzy wprost na mnie. Potrząsnął łbem, prychnął i otoczyła go chmura gazu. Na nasze szczęście wiatr wiał w inną stronę. Gdyby nas dosięgnęła mogłoby być nieciekawie.

Po zatruciu okolicy przewodnik porzucił dalsze zainteresowanie kulą i ruszył między drzewa. Nie minęło wiele czasu gdy stado znów wyszło na trakt, powiększone o kolejnego osobnika, po czym wróciło tam, skąd przyszło.

– Ech… – westchnęłam. – Czyli ciemnością się nie ukryjemy a każdą podejrzaną rzecz będą traktować gazem niezależnie czy się rusza czy nie. Wracajmy do reszty.

Ustaliliśmy, że przenocujemy w dżungli. Bum odkrył z góry miejsca stratowane przez dajry, ich ścieżki patrolowe. Ukryliśmy się więc niedaleko takiej ścieżki, wystawiliśmy warty i część położyła się spać.

Wartowałam z Salazarem. Postanowiłam obejść obóz żeby się upewnić, że nie weszliśmy na teren jakiegoś zwierzęcia. Powiedziałam Salazarowi, żeby miał się na baczności bo idę na zwiad i ruszyłam w dżunglę.

Nie odeszłam daleko gdy je dostrzegłam. Znajome ślady w miękkim poszyciu. Krojeny. Kątem oka zarejestrowałam ruch. Czarny kształt przesuwał się pomiędzy krzakami. Bez trudu rozpoznałam Hator, która bez wahania podążała za tropem. Ruszyłam za kotką w pewnym oddaleniu. Nie wiem jak daleko odeszłyśmy zanim je wyczułam a później zobaczyłam. Kilka pięknych krojenów dość nieufnie przyjęło moją towarzyszkę. Widziałam jak dominujący samiec zbliża się do niej z pochylonym łbem. Chyba jednak czar Hator zadziałał bo spotkanie przyjęło obrót, którego się spodziewałam od samego początku…

Wróciłyśmy do obozu razem. Dużo, dużo później. Uśmiechałam się z zadowoleniem. Kto wie, może niedługo będę mamą kilku małych krojenków.

– Gdzieś ty była?! – wyrwał mnie z zamyślenia głos Salazara.

– Mówiłam ci, robiłam zwiad.

– Tyle czasu?! Sama w dżungli pełnej konstruktów?!

– Nie sama. Z Hator. – pogładziłam futerko mojej, wyraźnie zadowolonej, kotki.

– Ale… A zresztą… – Salazar machnął ręką zrezygnowany. – Wszystko w porządku? – spytał jeszcze.

– W jak najlepszym.

Rankiem obudził nas Bum, dość gwałtownie. Przez stratowany pas dżungli szły dajry. Poczekaliśmy aż przejdą, niemalże wstrzymując oddech i zaczęliśmy zbierać obóz. Czas naglił. Musieliśmy jak najszybciej dostać się do miasteczka.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s