Gaston i zapomniany Zamek, czyli moja, bardzo subiektywna, recenzja Pięknej i Bestii

PiBPremiera nowej Pięknej i Bestii już dawno za mną ale wciąż nie mogłam się zebrać do napisania recenzji. Oczywiście pobiegłam do kina, bo taki film trzeba zdecydowanie obejrzeć po raz pierwszy na dużym ekranie. Ale żeby napisać recenzję musiałam obejrzeć go drugi raz. I trzeci. I chyba, wreszcie, jestem pewna swojej opinii o tej produkcji 😉

Animowana wersja Disneya trafiła w moje łapki na kasecie VHS, kiedy byłam jeszcze dzieciakiem, prosto z Kanady, w oryginale. Znam ją w tej wersji na pamięć, oglądam wciąż od nowa i niezmiennie uwielbiam. Kilka lat temu zakupiłam wreszcie DVD, które zawierało jeszcze dodatkową piosenkę „Human again” <klik> łączącą poznawanie się naszej pary z końcową kolacją oraz wyjaśniającą jakim cudem stary, zakurzony zamek, nagle błyszczy czystością. Nie trudno się więc domyślić, że kiedy pojawiły się pierwsze plotki, że Disney chce zrobić film pełnometrażowy czułam ogromną ekscytację. Przynajmniej do momentu kiedy zobaczyłam odtwórczynię głównej roli… Przyznam, że to właśnie przez Emmę musiałam obejrzeć ten film kilka razy zanim zdecydowałam się wyrazić o nim swoją opinię.

Zacznę od tego, że sam film jest rewelacyjny. To wspaniałe widowisko, które obowiązkowo musi zobaczyć każdy fan tej historii i na pewno wyjdzie zadowolony. Ja film pokochałam i zdecydowanie trafi do mojej biblioteczki na DVD jak tylko się ukaże. Kto się nie boi spojlerów niech czyta dalej.

Pierwszy, duży plus, daję filmowej produkcji za poprawienie scenariusza. Już pierwsza scena jest przerobiona tak, żeby wyjaśnić jak doszło do rzucenia klątwy, czemu w środku lata zamkowe ogrody okrywa śnieg i dlaczego zamek zniknął z pamięci okolicznych mieszkańców, którzy przed tym wydarzeniem byli stałymi jego bywalcami. Ładnie też, w końcowych scenach, ukazano powracające wspomnienia, przez co cała historia była spójna.

Kolejny plus to muzyka <klik>. Jako maniaczka oryginału dokładnie wychwytywałam momenty z animowanej wersji i zauważałam te nowe, które idealnie pasują do starej ścieżki dźwiękowej. Autorem muzyki jest wspaniały Alan Menken, więc efekt końcowy jest oczywisty 😉

Stroje! Jak cudownie pokazano strojami klimat Francji! W animacji nie odczuwałam tego, że cała historia jest osadzona we Francji a tutaj już pierwsza scena z cudowną charakteryzacją na francuskie stroje barokowe i człowiek od razu wie, gdzie jest. Miodzio.

stroje

Największym plusem, i jednocześnie minusem, tego filmu jest Gaston (w tej roli rewelacyjny Luke Evans). Już się pewnie domyślacie skąd wziął się tytuł tego wpisu. Gaston zgarnął cały show dla siebie. Ta postać jest tak charyzmatyczna i tak dobrze zagrana, że po kilku godzinach od obejrzenia filmu przed oczami miałam tylko tą postać. Chylę czoła przed Evansem i tak, jak w animacji nie znosiłam gościa, tak w filmie jestem nim zachwycona. Tak, jest zły, próżny i bezwzględny, ale też ma urok, potrafi czarować a momentami nawet wydaje się bardzo niepewny siebie. Można w tym gościu dostrzec smutek, maskowany przez jego arogancję.

Role drugoplanowe też są wspaniałe. LeFou, Cogsworth, Lumiere… Świetnie zagrane / zanimowane. Każda postać budzi uczucia a to wielkie osiągnięcie tego filmu.

Bestia. Fantastycznie zrobiona postać o świetnej mimice. Jego charakter jest nieco inny niż w animacji. Od początku wydaje się tutaj bardziej zgorzkniały, złośliwy. I świetnie to do niego pasuje. Podobała mi się ta postać bardzo.

No dobrze, nasłodziłam się strasznie, więc czas na minusy.

Największym minusem filmu jest, tak jak przypuszczałam, Emma Watson. Ta rola jest tak płaska, pozbawiona emocji i tak bardzo nijaka jakby złapano pierwszą lepszą kobietę z tłumu ludzi na ulicy i powiedziano jej „Graj!” Nie ma mimiki twarzy, nie ma wzruszeń, nie ma złości, nie ma smutku, nie ma niczego. Jest, po prostu, klepanie roli. Nie wiem jakimi kryteriami kierował się reżyser, czy był jakiś casting czy, zwyczajnie, miał swoją wizję odtwórczyni głównej roli ale Emma to był bardzo zły wybór. Jeśli animowane przedmioty „grają” lepiej niż główna aktorka to coś jest mocno nie tak.

Z tego braku gry Emmy wynika także odczucie spłycenia relacji między nią i jej ojcem, które było świetnie widoczne w animacji a tutaj jakoś się rozmyło.

Podsumowując. Polecam film bo jest to fantastyczne widowisko. Można tą nieszczęsną Bellę przecierpieć – cała reszta obsady nadrabia za nią i sprawia, że po wyjściu z kina chce się wrócić i obejrzeć film jeszcze raz.

róża

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s