31 Tłumy w dżungli

jungleKorzystając z chwili spokoju w podróży postanowiłam porobić notatki na temat spotkanych wcześniej konstruktów. Jadąc na Śnieżce skupiłam się tylko na tym, dlatego podskoczyłam nerwowo gdy Noir zakrakał mi tuż nad głową informując o krwi i orkach. Przyspieszyliśmy nieco, dość szybko dorównując do robiącego zwiad Borgila. Ork wyszedł na drogę z okolicznych krzaków i oznajmił, że jakieś trzy godziny temu spora grupa Dawców Imion przetrząsała okolicę jakby czegoś szukali. Borgil znalazł też krople krwi oddalające się w głąb dżungli, pokrywające się ze śladem jednego Dawcy Imion, ciągnącego za sobą drugiego. Oczywiście wszyscy uparli się, że trzeba podążyć za tym śladem, ale żeby to zrobić musieliśmy się rozdzielić, nie sposób było iść przez zarośla z końmi. Nie podobał mi się ten pomysł. Zbyt nonszalancko zachowują się w miejscu pełnym konstruktów. Jednak Miriel podjęła decyzję, że trzeba znaleźć uciekającą dwójkę. Borgil, Bum, Furia i Szafir ruszyli więc w dżunglę a reszta została pilnować wierzchowców.

Po niedługim czasie Bum poinformował nas w mowie powietrza, że Furia odkryła zamaskowane siedlisko dwóch orków. A raczej orka i trupa. Choć kilka minut później okazało się, że trup nie jest jednak trupem i panowie postanowili przyprowadzić do nas uciekinierów. Pojawili się kilkanaście minut później. Jeden ork, starszy, szedł o własnych siłach, choć wyglądał na bardzo wycieńczonego, natomiast drugiego, nieprzytomnego, niósł Borgil. Miriel natychmiast zajęła się leczeniem rannych, podczas gdy Borgil referował nam przebieg rozmowy z Bornem, Zwiadowcą czwartego Kręgu. Panowie należeli do nomadów Czarne Strzały, mieszkających na drodze do Ligos. Od razu na wstępie ostrzegli Borgila przed swoimi pobratymcami, którzy dziwnie się zachowują. Born opowiedział, że kilka miesięcy temu do ich plemienia przybył młody ork, Adept Łucznik, niskokręgowy, wyzwał ich wodza na pojedynek i rozbił go w pył. Następnie poprowadził Czarne strzały na sąsiednie obozowisko, Twardorękich, i z ich wodzem zrobił dokładnie to samo. Żeby tego było mało oba plemiona poprowadził do kaeru twierdząc, że jest tam wielka moc. Nasi ranni sprzeciwili się wodzowi i dlatego musieli uciekać przed swoimi braćmi. Spytany o kaer, Born oznajmił, że jest w stanie nam wskazać jego położenie.

– Będę wodzem plemienia! – oznajmił Borgil po zakończonej opowieści.

– Kiedyś na pewno. – rzucił Bum.

– Będę teraz. Wyzwę tego wodza na pojedynek.

– To nie jest dobry pomysł Borgil. – zaprotestowałam.

– Bo…? Uważasz, że go nie pokonam?

– Uważam, że może być naznaczony przez Horrora. Jeśli tak jest to go nie pokonasz. Zginiesz i nic nie osiągniemy.

– No to trzeba to sprawdzić.

– Jak? Nie zbliżymy się do niego na tyle, żeby go obejrzeć. – zamyśliłam się.

– Ty! Born! – zwrócił się Borgil do naszego nowego towarzysza. – A jak oni traktują tam u was posłańców? Może by się podać za wysłanych z Ligos to go sobie wtedy obejrzymy…

– Stare przymierze między Czarnymi Strzałami a Ligos zawierał poprzedni wódz. Nie wiem jak by zareagowali. A nawet jak się tam dostaniecie i się okaże, że wódz jest naznaczony, to reszta plemienia was nie posłucha. Prędzej was zabiją niż uwierzą. Jedynie orkowy Szaman może mieć posłuch w plemieniu.

– Szaman to nie problem. – wtrącił się Bum. – Raven się przebierze, może się przecież narysować i zna magię.

– Dobry pomysł. – poparłam wietrzniaka.

– Więcej nic dla nich nie zrobię. – Miriel odeszła od leżącego orka i podeszła do nas. – Musi odpocząć. Powoli dojdą do siebie. – zwróciła się do Borna. – Daleko jest jeszcze do waszej wioski?

– Ze dwie godziny.

– To ruszmy się stąd. Może uda nam się ją obejrzeć chociaż z zewnątrz.

Ponagleni przez Miriel podjęliśmy przerwany marsz. Borgil, tradycyjnie, zajął miejsce z przodu, wraz z Bumem nad głową, Noir i Furią. Reszta drużyny poruszała się dużo wolniej za nimi. Faktycznie nie minęły dwie godziny, kiedy pojawił się Noir.

– Wioska! Pusta! – zakrakał.

– Borgil znalazł wioskę? – dopytałam.

– Tak.

– Był w niej?

– Nie.

– To skąd wiesz, że jest pusta?

Chwila przedłużającej się ciszy sprawiła, że przyjrzałam się Noir dokładniej.

– Bo jestem kruk zwiadowca. – zakrakał wreszcie i poleciał w kierunku Borgila.

Popędziliśmy konie. Borgila znaleźliśmy kilkaset metrów dalej, stojącego na rozwidleniu dróg. Po lewej stronie dostrzegliśmy ścieżkę prowadzącą gdzieś w dżunglę, zapewne do wspomnianej wioski. Borgil zrobił zwiad i potwierdził wcześniejsze słowa Noir, że wioska jest pusta.

– Co nie oznacza, że nie mają patroli. – podsumowała Miriel. – Nie możemy tak tutaj stać.

– Znajdźmy jakieś w miarę bezpieczne miejsce, żebyśmy my widzieli ich a oni nas nie. – zaproponował Salazar.

– O stary! To pod wodą! – zgasił go Borgil.

Elfce udało się jednak okiełznać drużynę i wreszcie osiedliśmy w pewnym oddaleniu od ścieżki, rozkładając na noc obóz z dala od miejsc patrolowych, które wskazał nam Born. Gdy już usiedliśmy spokojnie a warty zostały rozdysponowane zwróciłam się z prośbą do Borgila.

– Borgil, mów do mnie po orkowemu.

– Co mam mówić?

– Cokolwiek. Po prostu gadaj.

Borgil wzruszył ramionami i zaczął mówić. Skupiłam się na nowym, nieznanym, języku. Powoli zaczęłam rozróżniać słowa, zdania. W końcu odezwałam się płynnym orczym.

– Dziękuję. Już wystarczy.

Borgil patrzył na mnie przez chwilę zdumiony.

– To ci przejdzie, czy już tak zostanie?

– Zostanie. Nauczyłam się właśnie orkowego i już będę rozumiała twój język.

– Ale ty jesteś mądra…

– Tylko się nie zakochaj.

-Wszystko cudnie się układa. – usłyszałam nad głową zadowolony głos Buma.

– Co się układa? – spytałam zaciekawiona.

– Nic. Nic.

Szeroki uśmiech wietrzniaka wyraźnie jednak świadczył, że jego mózg pracuje na przyspieszonych obrotach i nieco się obawiałam co on znowu knuje.

Pierwsza warta, Miriel i Salazara, została zaniepokojona patrolem orkowym. Orkowie przyszli w pobliże, posiedzieli chwilę i ruszyli w drogę powrotną. Miriel poprosiła Noir, żeby ich śledził a kiedy kruk wrócił odebrała od niego raport i zakazała mówić Raven o nocnym zwiadzie. Kiedy nadszedł czas drugiej warty obudzili Buma i Durgola, przekazali informację o zwiadzie i poszli spać. Ale kiedy orkowie pojawili się po raz kolejny Bum budzi Borgila, pokazuje mu patrol i proponuje żeby go śledził. Patrol się jednak orientuje, że coś jest nie tak, więc Bum każe Durgolowi budzić wszystkich a sam leci pomóc Borgilowi odciągnąć uwagę patrolu od obozu.

Zostałam obudzona dość gwałtownie w środku nocy. Durgol powiedział o patrolu orkowym, który prawie odkrył nasz obóz. Szczęściem działania Borgila i Buma sprawiły, że orkowie uciekli nie sprawdzając, co ich zaniepokoiło. Na wszelki wypadek gdyby mieli wrócić postanowiliśmy zmienić miejsce obozowania. Za zgodą Miriel Bum został obserwować wioskę, na wypadek, gdyby orkowie wrócili.

Rankiem przyleciał zawiedziony Bum i oznajmił, że nic się nie działo. Kolejna burzliwa dyskusja do niczego nas nie doprowadziła. W tej podróży przez dżunglę mamy same niewiadome i masę pytań. Postanowiliśmy dozbroić naszych uciekinierów i wysłać ich do Ligos zaś sami chcieliśmy zbadać okolice wioski i spróbować dostać się do kaeru, a przynajmniej w jego pobliże. Przy okazji okazało się, że Born jest w posiadaniu niezwykłej trollowej szabli, pochodzącej z Gór Grzmotu. Stal, z której ją wykonano została wzmocniona żywiołem ziemi, nie rdzewieje i nie trzeba jej ostrzyć. Dodatkowo szabla jest niezwykle ciężka i trwała, dzięki czemu można jej używać jako łamacza broni. Durgol zaproponował, żeby Born oddał ją Borgilowi w ramach podziękowania za uratowanie życia, co ork przyjął z dużym entuzjazmem, bo sam nie miał pomysłu jak mógłby się odwdzięczyć. W ramach wymiany panowie dostali zaś łuki i sztylety, żeby mogli się bronić jakby ich coś napadło w drodze. Wreszcie rozstaliśmy się. Orkowie zniknęli między drzewami a my ruszyliśmy w kierunku domniemanego umiejscowienia kaeru.

Jadąc powoli na Śnieżce dostrzegłam niezwykłą rzecz. Bum podleciał do jedzącej resztki śniadania Hator i ją pogłaskał! W dodatku mój mały zabójca kompletnie na to nie zareagował. Co się dzieje z tym kotem? Zaniepokoiłam się. Noir za śliwki da się przekupić każdemu a zabójczy krojen pozwala się głaskać przy jedzeniu i nawet nie warknie. Władca Zwierząt traci kontrolę nad swoimi podopiecznymi. Równie to frustrujące jak i niebezpieczne. To jakby wietrzniak stracił zdolność lotu… Nie mogłam na to pozwolić. Zbyt wiele kosztuje mnie nawiązywanie więzi ze zwierzętami, żeby tak zwyczajnie ją zaprzepaścić. Przywołałam Noir i Szafir na ramię a Hator do Śnieżki. Kiedy Bum podleciał i wyciągnął w stronę kotki kawałek mięsa rzuciłam tylko krótkie „Nie!”. Hator zawahała się i to wahanie kotki upewniło mnie w decyzji, że muszę lepiej panować nad swoimi zwierzętami. Wyczuła chyba moje zdecydowanie, bo odwróciła łeb i ruszyła grzecznie truchtem przy Śnieżce. Pochwaliłam ją i podrzuciłam kawałek mięsiwa. Czas przywrócić równowagę między zwierzętami a ich opiekunem. Dobrze, że chociaż z Łuską nikt się nie próbuje zaprzyjaźnić, to zdecydowanie mogłoby się skończyć śmiercią.

Bum parsknął niezadowolony i poleciał do przodu jakby go coś goniło. Nie rozumiałam dlaczego się tak ofukał ale skupiona na zwierzakach szybko wyrzuciłam ten incydent z myśli. Jak się później okazało niesłusznie.

Mniej więcej w połowie dnia Bum podleciał do Miriel i oznajmił, że dostrzegł z góry dziwną warownię stworzoną przez orków. Obóz wygląda na doskonale obwarowany, jakby krasnoludzki inżynier powiedział orkom co mają budować i w jaki sposób. Mieszkańcy są bardzo czujni i dobrze uzbrojeni. Dodatkowo po okolicy chodzą uzbrojone patrole. Długo dyskutowaliśmy co w tej sytuacji powinniśmy zrobić.

– Słuchajcie. – wtrąciłam się w pewnej chwili do rozmowy bo coś mi przyszło do głowy kiedy słuchałam ich dywagacji nad porwaniem patrolu i przeniknięciem do środka warowni. – Gdybym wiedziała jakimi ścieżkami chodzą patrole mogłabym wykorzystać Hator żeby ich podsłuchać.

– Czy to nie jest dla niej niebezpieczne? – spytała Miriel.

– To jest dżungla, naturalne środowisko krojenów. Każdy mieszkaniec dżungli je kojarzy i wie, że chodzą stadami, dlatego nikt ich nie atakuje.

– No dobrze. To tak zróbmy, może uda się coś usłyszeć. – zgodziła się Miriel.

– Bum. – zwróciłam się do wietrzniaka. – Powiedz gdzie dokładnie przechodzi najbliższy patrol.

– Ktoś coś mówił? – zignorował mnie wietrzniak.

Westchnęłam poirytowana.

– Miriel, czy możesz spytać Buma, gdzie jest patrol? – zwróciłam się do elfki.

Dopiero kiedy ona zadała pytanie wietrzniak łaskawie udzielił odpowiedzi. Naprawdę nie mam cierpliwości do Dawców Imion.

Zwiad przyniósł kolejne pytania. Dwa zdania mnie zaciekawiły. Wypowiedziane z troską „Ciekawe, czy oni jeszcze żyją” oraz „Czy słyszałeś, kiedy padnie rozkaz szturmu?” Po tych rewelacjach uznaliśmy, że jednak trzeba iść najpierw do Ligos i zebrać więcej informacji na temat okolicy. Nawet jeśli niczego się nie dowiemy nie będziemy żałować, że nie próbowaliśmy.

Zostawiliśmy za sobą warownię i ruszyliśmy już prostą drogą do miasta. Bum postanowił znowu wyprowadzić z równowagi tak mnie, jak i Hator, idąc krok w krok za kocicą i nawet machając tym swoim smoczym ogonem w sposób naśladujący ruchy ogona krojena.

– Bum, igrasz z krojenem. – ostrzegłam. – To się źle skończy…

Wietrzniak zignorował mnie totalnie a Hator zaczęła się nerwowo oglądać za siebie, nie rozumiejąc co się dzieje. Widząc, że nie trafię do Buma w żaden sensowny sposób kazałam kotce wskoczyć na łęk siodła.

– Możecie się uspokoić?! – krzyknęła w naszą stronę Miriel.

– Ale ja nic nie… – zaczęłam.

– Nie obchodzi mnie kto jest winny! Macie się natychmiast uspokoić.

– Aha… – mruknęłam tylko darowując sobie dalsze próby wytłumaczenia szefowej zaistniałej sytuacji.

Wycofałam się nieco na tył drużyny i zagłębiłam we własnych myślach. Szkoda mi było energii na kompletnie niezrozumiałą przeze mnie sytuację. Swoją drogą elfy mają ciekawe podejście do konfliktów i ich rozwiązywania. Krzyczą po równo na wszystkich niezależnie od tego, kto zawinił. Ciekawe, czy to się sprawdza u elfów. W mojej rodzinnej wsi zawsze Starszy dociekał do źródła danego konfliktu, próbował zrozumieć obie strony i załagodzić spór. Może dlatego ludzie i t’skrangi tak dobrze się dogadują a elfy siedzą zamknięte w swojej Puszczy. Przeciętnemu Dawcy Imion ciężko zrozumieć ich pokrętną filozofię.

Niestety licząc na spokojną noc, chociaż jedną w tym miejscu, znów się przeliczyliśmy. Najpierw wzbudził naszą czujność głuchy pogłos, jakby przewróciło się potężne drzewo, nieco później daleki tętent kazał się domyślać przebieżki dajrów przez dżunglę ale następujący po nim odgłos wybuchu, przypominający działo ogniste albo wybuch żywiołu zdecydowanie poderwał nas na nogi i zaniepokoił.

Bum poleciał na zwiad. Wrócił błyskawicznie, łapiąc nas już na wierzchowcach w drodze na miejsce hałasu i oznajmił, że ktoś morduje dajry. Grupa niskich orków rzuca włóczniami w konstrukty a jakaś malutka postać miota kulami ognia. Borgil rzucił, że chyba wie kto to i trzeba im pomóc. Ponoć miało to nam zapewnić przychylność władcy Ligos, niejakiego Margara, który okazał się być znajomym Borgila. Ork, niewiele myśląc, złapał Miriel, przerzucił ją do siebie na siodło i pognał w stronę, widocznego już, ognia. Chwyciłam wodze Grandy, na której został spanikowany tym faktem Durgol, i pognałam konia za Kawalerzystą, prosto w korytarz wydeptany przez dajry, teraz płonący niemal na całej długości.

Widziałam jak Miriel rzuca kryształowe pociski w nadbiegającego dajra, ale nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Bum cisnął włócznią, trafiając konstrukt w nogę, co spowodowało jego upadek. Niestety znalazł się na kolizyjnym z Borgilem i przez chwilę miałam wrażenie, że pędząca masa zmiecie Borgila i Miriel, ale Kawalerzysta zręcznie wymanewrował wierzchowca, w ostatniej chwili uskakując w bok i cudem utrzymując przed sobą elfkę. Nie zrażony dajr podniósł się, odwrócił i zaszarżował na orka. Zatrzymałam Śnieżkę, wyciągnęłam rękę i krzyknęłam „Stój!” Zwierzę zamarło. Wryło się nogami w ziemię. Ten moment wykorzystał Salazar, jednym, precyzyjnym cięciem pozbawiając dajra kilku par szypułkowych oczu.

Gdzieś za plecami usłyszałam tętent kopyt. Ktoś krzyknął „Ja chcieć świnia!” Dobiegło mnie chrumkanie i przerażone kwiczenie. Spomiędzy drzew wynurzyła się najdziwniejsza postać jaką do tej pory miałam okazję widzieć. Czarnoskóry człowiek, wzrostu niewiele ponad metr, o skórze pokrytej tatuażami, poobwieszany paciorkami i śmierdzący tak intensywnie, że od razu miałam ochotę kichnąć. Za sobą ciągnął na sznurku trzy świnie. Przerażone świnie.

Przed oczami śmignęła mi włócznia. Bum trafił prosto w kręgosłup dajra. Zwierzę zawyło i zwaliło się na ziemię uwalniając trujący gaz, który błyskawicznie zaczął się zajmować ogniem. Ogromne cielsko płonęło paląc się smrodliwym dymem.

Odetchnęliśmy z ulgą.

Dziwaczny człowieczek okazał się być znany Borgilowi. Przedstawił się jako Mogaba, Szaman ósmego kręgu i wykazał całkiem niezłymi manierami, całując Miriel po rękach. Chciał nawet poczęstować Hator świnką wyjaśniając, że ma taki fajny przedmiot, który jak powie „Ja chcieć świnia!” to daje mu świnia i to sztuk trzy. W międzyczasie udało mu się wyjaśnić nam, że Margar go wysłał bić dajry i koniecznie musimy się do szanownego władcy Ligos udać a on chętnie zaprowadzi. Miałam tylko nadzieję, że będziemy szli z wiatrem, inaczej podążanie za naszym nowym przewodnikiem będzie bardzo ciężkie…

Bumowi udało się jeszcze namówić, podstępem, Mogabę żeby sprowadził deszcz, który zaczął gasić dżunglę i byliśmy gotowi wreszcie dotrzeć do sławnego Ligos. Może chociaż tam będzie nieco spokojniej niż w tej strasznie zatłoczonej dżungli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s