34 Kolejne pytania i żadnych odpowiedzi

Byliśmy już  gotowi do drogi kiedy zorientowałam się, że Bum wraz z Szafir lecą w kierunku drzew. Natychmiast przywołałam Szafir do siebie. Ważka zawahała się ale stanowczość powtórzonej komendy sprawiła, że wróciła grzecznie nad Śnieżkę, skupiona już tylko na mnie.

– Ale ja tylko chciałem zerknąć… – zaczął się tłumaczyć Bum.

– Nie. – skierowałam Śnieżkę ku Ligos. – Borgil i Hator potrzebują medyka. – ponagliłam wierzchowce.

Bum jeszcze coś mruczał pod nosem ale już nie oponował przeciwko powrotowi.

Do miasta dotarliśmy o zmierzchu. Ku naszemu zdumieniu, tuż przed fortecą, wpadliśmy na Thar’zitta, który, jak się okazało, przybył do miasta w jakichś interesach, przy okazji licząc, że trafi na nas gdzieś na szlaku. Szybko pożegnałam t’skranga i skierowałam się do stajni odprowadzana ożywioną rozmową między Thar’zittem i Durgolem. Już na miejscu ułożyłam Borgila i Hator na posłaniach i kazałam stajennemu posłać po medyka. Muszę przyznać, że sprowadził go błyskawicznie. Starszy mężczyzna dobrze znał się na swojej profesji, profesjonalnie opatrzył tak Borgila jak i Hator i zostawiwszy mi instrukcje dotyczące opieki nad nieszczęsną dwójką, pożegnał się znikając w ciemnościach nocy.

Nie zdążyłam się jeszcze ułożyć do snu gdy do stajni wpadł Bum, był wyraźnie wzburzony ale zamaskował to pytając o stan zdrowia naszych towarzyszy i szybko kładąc się spać. Nie miałam głowy do wnikania w powody zdenerwowania wietrzniaka, wtuliłam się w futerko Hator i szybko zasnęłam ukołysana jej kocim mruczeniem, dziękując Jaspree za to, że nadal mogę czuć jej ciepło i delektować się więzią, która nas łączy.

Rankiem czekała mnie niespodzianka. Bum postanowił poprawić sobie humor egzekwując obietnicę, którą mu kiedyś złożyłam, i udał się na nocne latanie na Szafir. Czym nie omieszkał mi się pochwalić jak tylko otworzyłam oczy.

– Fajnie było? – spytałam nieco roztargniona doglądając chorych.

– Fantastycznie! Jak ona lata! A jak szybko! Mogę to kiedyś powtórzyć?

– Może… Co się wczoraj stało? Wydawałeś się zdenerwowany.

– A bo Thar’zitt chciał olać Smoczycę. Wyobrażasz to sobie? Ja mu mówię, że Smoczyca chora, a on mi na to, że może on sobie w ogóle pójdzie. Jak tak można?

– Hm… Może miał jakiś inny powód żeby tak powiedzieć?

– Coś tam marudził, że go Durgol o szpiegostwo podejrzewa, bo się zjawia i znika niespodziewanie. No ale to nie powód, żeby porzucać Smoczycę prawda?

– Ale w końcu został, tak?

– No… Został. – przyznał niechętnie wietrzniak.

– W takim razie myślę, że można mu wybaczyć.

Skupiłam się na chwilę i poprosiłam Thar’zitta, Miriel i Durgola, w mowie powietrza, żeby wzięli śniadanie i przyszli z nim do stajni, trzeba było ustalić co robimy dalej z tym całym bałaganem.

– Raven wiesz co? – zagaił Bum kiedy go poinformowałam, że śniadanie nam przyniosą. – A mógłby mój znajomy też polatać na Szafir?

– Szafir nie służy do wożenia wszystkich wietrzniaków w okolicy Bum.

– Nie wszystkich. Tylko jeszcze jednego. Wiesz, on od dziecka o tym marzył. Mówił mi to.

– Czemu mnie tego nie powie?

– Bo on się ciebie trochę boi.

– Boi? – popatrzyłam na Buma zdziwiona. – Co to za wietrzniak?

– Xarion.

Moje zdumienie jeszcze wzrosło.

– Sugerujesz, że Xarion się mnie boi???

– Pozwól mu polatać. Będzie nam winien oooooooogromną przysługę.

Dostrzegłam naszą drużynę kierującą się w stronę stajni.

– Dobrze, pozwolę, jak mnie o to sam poprosi. Umie chyba mówić?

– Dzięki! – Bum wystrzelił w powietrze natychmiast ruszając na poszukiwanie Xariona.

– Bum! Ty gdzie? – usłyszałam krzyk Thar’zitta. – Rysunki tych znaków z włazów mi miałeś pokazać!

– Są pod skrzynią. – odkrzyknął wietrzniak i zniknął nam z oczu.

Rozłożyliśmy śniadanie i posilając się próbowałam opowiedzieć Thar’zittowi, w miarę sensownie, wszystko czego doświadczyliśmy w dżungli. Dowiedziałam się przy okazji, że w nocy relację zdawał mu Durgol, więc sporo wysiłku musiałam włożyć w wyprostowanie wszelkich teorii spiskowych przedstawionych przez krasnoluda. Thar’zitt obejrzał też szkice, które zrobił Bum, przedstawiające  znaki magiczne zapisane w przestrzeni przy tajemniczych włazach. Kończyłam właśnie relację kiedy nadleciał Bum z Xarionem. Oszczędzę sobie opisywania tego żenującego zachowania jakie zaprezentował Thar’zitt z Xarionem, którzy szybko znaleźli wspólny język. Czasami odnoszę wrażenie, że przebywam w towarzystwie bardzo rozkapryszonych dzieci, które, w dodatku, ciągle się wściekle kłócą….

Zostawiwszy Borgila i Hator w cytadeli ruszyliśmy ponownie w dżunglę. Postanowiliśmy udać się nad rzekę żeby Thar’zitt mógł obejrzeć sobie zawirowania magii żywiołów na żywo, liczyliśmy, że może on na coś wpadnie po analizie tych dziwnych miejsc.

Pierwszej nocy ostatnią wartę zaniepokoiły dobiegające z dżungli odgłosy. Thar’zitt usłyszał padające drzewo, więc poleciał na zwiad jako sokół. Przyleciał dość szybko informując, że orkowy obóz warowny broni się przed falą konstruktów. Miriel postawiła nas na nogi. Szybko się zebraliśmy i ruszyliśmy w kierunku obozu. Bum poleciał sprintem. Po powrocie oznajmił, że orkowie sobie dobrze radzą w walce, używają taktyki i ukształtowania terenu. Jeden z nich walczy na wierzchowcu, porusza się błyskawicznie, posyłając co jakiś czas płonące strzały. Podjęliśmy natychmiast decyzję żeby wspomóc obóz w walce, tym samym zaskarbiając sobie sympatię dowódcy, co pozwoli nam zbliżyć się do niego i zbadać jego wzorzec.

Niestety kiedy podjechaliśmy bliżej okazało się, że obóz już sobie poradził. Konstrukty zniknęły zaś orkowie wzięli się za palenie trupów. Wykorzystaliśmy sytuację i jawnie ruszyliśmy do obozu. Dowódca był czujny, nie wyszliśmy jeszcze spomiędzy drzew a już zabrzmiało donośne „Stój! Kto idzie?” wykrzyczane w orkowym. Odpowiedziałam w tym samym języku. Wódz przedstawił się jako Sidla, Łucznik szóstego kręgu, wódz połączonych plemion. Po krótkiej rozmowie oznajmił nam, że pod obozem jest kaer, do którego wejścia pilnują. Konstrukty próbują się dostać do środka a orkowie starają się do tego nie dopuścić. Co więcej, szykują się do wejścia do kaeru żeby podjąć walkę z zamkniętym tam horrorem. Może nawet zaufałabym Sidli w czystość jego intencji, ale kiedy próbowałam wejrzeć w jego wzorzec zaczęłam odnosić wrażenie, że nie mogę się skupić, jakby coś rozpraszało moje myśli. Spróbowałam ponownie wykorzystując zdolność Noir do widzenia aury ale efekt był identyczny. Zaniepokoiło mnie to mocno. Zwłaszcza, że zaproponowaliśmy orkowi pomoc w walce z horrorem i zejście do kaeru wraz z nim a wolałabym w takiej sytuacji nie mieć wroga za plecami. Ucięłam więc rozmowę oznajmiając orkowi, że i tak musimy udać się najpierw nad rzekę, bo są tam miejsca, które nas niepokoją a mogą mieć powiązanie z horrorem. Sidla nie miał nic przeciwko. Według niego kolejny atak nie nastąpi tak od razu i możemy mieć kilka dni spokoju. Pożegnaliśmy się szybko oddalając się od obozu na tyle, żeby nie być słyszanymi. Dopiero kiedy upewniłam się, że nikt nas nie śledzi ani nie podsłuchuje zatrzymałam drużynę i opowiedziałam im o swoim wrażeniu podczas badania wzorca. Trochę nas to zdezorientowało. Spotkanie z Sidlą dorzuciło kilka pytań do naszej puli niewiadomych a nie dało ani jednej odpowiedzi. Znów trzeba było podjąć decyzję co dalej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s