36 Niespodzianka

Nie minęło osiem godzin gdy z lasu wynurzył się Borgil w towarzystwie Hator i Iliego, wietrzniaka, którego kilka miesięcy temu spotkaliśmy w kaerze w górach Skolskich. Tak ork jak i moja kotka wyglądali już całkiem dobrze, choć kiedy wtuliłam się w jej futro, czułam, że nie jest jeszcze do końca wyleczona. Ili, zapytany przez Buma skąd się tutaj wziął, oznajmił, że w mieście słyszał plotki o drużynie, która robi jakiś bałagan w dżungli, a że na ulicy wypatrzył Borgila, przyleciał żeby zobaczyć co takiego, znowu, wyprawiamy. Przestałam ich słuchać tuż po tym, jak Bum oznajmił, że każde zwierzę w dżungli to konstrukt Horrora.

– Czego tak siedzicie? – zagadnął mnie Borgil.

– Magowie medytują, nie możemy się dostać do korytarza bo blokuje go uwięziony żywiołak ziemi. Chcą go uwolnić ale ich moc jest zbyt słaba.

– Rozwalić?

– Prędzej żywiołak rozwali nas. Poczekajmy.

– Nuda. – ork walnął się pod drzewem i wyciągnął jakby zamierzał spać.

Czas mijał powoli. Salazar pluskał się w rzece, korzystając z okazji, że ma wody pod dostatkiem, wietrzniaki dyskutowały o włamywaniu się przez drzwi, które nie były drzwiami a żywiołakiem, zaś Borgil pochrapywał cicho pod drzewem. Korzystałam z tych chwil spokoju bawiąc się ze zwierzakami. Przez to ostatnie ciągłe poczucie zagrożenia zaniedbałam je trochę.

Po nieskończenie długim czasie magowie wstali, rzucili czary i… nic się nie stało. Westchnęłam zirytowana.

– Wejdźmy przez sufit. – rzuciłam. – Inaczej orkowie się tam pozabijają zanim wam się uda to rozproszyć.

Mistrzowie Żywiołów popatrzyli na siebie zrezygnowani i wreszcie Miriel oznajmiła, że faktycznie nie ma co tracić czasu na próby rozproszenia tak silnej magii, skoro gdzieś niedaleko szykuje się walka z Horrorem.

Ruszyliśmy niezwłocznie z powrotem w kierunku obozu orków. Niestety był to kawał drogi, więc musieliśmy się zatrzymać na noc. Jak się można domyślać, nie była ona spokojna. Obudził mnie Salazar informując, że słyszy tupot wielu końskich kopyt. Poprosiłam Buma, żeby poleciał to sprawdzić zanim postawimy na nogi cały obóz, jednak wietrzniak, jak to wietrzniak, uznał, że jak on nie śpi to reszta też nie musi. Tym sposobem oba wietrzniaki poleciały sprawdzić niepokojące dźwięki a pozostała część drużyny zaczęła zbierać obóz. Raczej było jasne, że już sobie nie pośpimy tej nocy.

Nasi zwiadowcy wypatrzyli oddział orków, było ich około trzydziestu i wyraźnie starali się nie robić hałasu. Nie zaobserwowali na nich żadnego godła, żadnych barw czy choćby symbolu Ligos, na który liczyliśmy, za to nosili znak żałoby, zapewne po zabitym wodzu. Okazali się też być dobrze wyposażeni, na wzór Kawalerzystów, gdyż ich uprząż była w doskonałym stanie, za to broń w dużo gorszym.

Oddział podjechał do obozu orkowego, złożył hołd Sidli i został wpuszczony do środka. Coraz mniej rozumiałam z tej całej sytuacji… Pilnowaliśmy obozu jeszcze przez jakiś czas, oczywiście trzymając się na dystans. Po mniej więcej godzinie wewnątrz zapanował ruch, wszyscy mieszkańcy wyglądali jakby szykowali się do zejścia do kaeru. Zabezpieczali właśnie konie, kiedy z lasu rzuciły się na obóz konstrukty. Początkowo nie wyglądało to dobrze, ale Bum zapewnił, że oddział sobie świetnie radzi, natomiast konstrukty nie do końca. Atak zmienił w postępowaniu orków tylko to, że postanowili zejść w głąb kaeru razem z końmi.

Podjęliśmy decyzję wejścia do wnętrza, mniej więcej w momencie, w którym wejdą tam orkowie. Obliczyliśmy mniej więcej czas, zabezpieczyliśmy wierzchowce nakazując im powrót do Ligos jeśli nie wrócimy przez dwa dni i używając mocy Jaspree przesunęłam drzewo, które już wcześniej dało nam dostęp do kaeru. Bum, jakąś dziwną miksturą, wypalił w kamiennym suficie sporą dziurę, dzięki czemu przedostaliśmy się do korytarza. Ziemia i kamień, które spadły na ubitą podłogę kaeru nagle wchłonęły się w nią, jakby nasz znajomy żywiołak je posprzątał. Zamarliśmy zdezorientowani. Co jak co, ale wściekłego żywiołaka w ciasnych korytarzach nikt nie chce spotkać.

Miriel stała przez chwilę zamyślona, najwyraźniej próbując rozmawiać z duchem, gdyż po chwili oznajmiła, że możemy bezpiecznie iść. Przesunęłam więc drzewa, zakrywając dziurę nad naszymi głowami, i powoli ruszyliśmy korytarzem.

Przez jakiś czas panowała cisza i spokój. Kamienne, surowe ściany, podłoga z ziemi, wystające gdzieniegdzie korzenie. Zaplecze kaeru, zapewne zapomniane nawet przez jego mieszkańców. W pewnej chwili Hator się zaniepokoiła. Zaczęła węszyć. Zapożyczyłam jej zmysł i zaciągnęłam się zapachem.

– Drapieżnik. – ostrzegłam.

Bum ruszył do przodu nieco uważniej. Kawałek dalej dostrzegliśmy pierwszy kopiec. Przypominał kopiec kreta, ale dużo większy. Jakby zrobiony przez zmiennego quwrila.

– Uważaj Bum. Jeśli to quwril to zaatakuje błyskawicznie i z zaskoczenia.

Nie zdążyłam skończyć zdania, gdy spod ziemi wyskoczyło ogromne cielsko i kłapnęło paszczą, zaopatrzoną w ostre zębiska, tuż pod wietrzniakiem, który jedynie dzięki magii swoich talentów zdołał uniknąć pochwycenia. Zwierzę błyskawicznie zniknęło pod ziemią.

– Raven, co to było? – spytała Miriel.

– Quwril. Konstrukt. Ewidentnie konstrukt.

– To ja tupnę, on wyskoczy a wy go zabijecie. – zakomenderował Bum.

– Nie dacie rady. Jest za szybki. – skomentowałam, ale Bum już wykonał plan.

Uderzył w ziemię, konstrukt wyskoczył, drużyna rzuciła się z bronią i prawie się zderzyli ze sobą, bo zwierz błyskawicznie zniknął.

– Stój! – rozkazałam, wyciągając dłoń w kierunku stwora. Poczułam, że posłuchał. – Nie ruszajcie się. – zwróciłam się do drużyny. – Trzymam go. Każę mu wyjść, wtedy bijcie.

– Czekajcie! Czekajcie! – poparł mnie Bum. – Niech go Raven wyprowadzi.

Skupiłam swoją całą magię. Nakazałam stworowi wyjść. Czuł zagrożenie, więc opierał się z całych sił. Musiałam się mocno skoncentrować, ale w końcu się udało. Konstrukt wysunął ogromne cielsko na powierzchnię i chwilę później już nie żył. Obejrzałam go dokładnie. Okazało się, że ma zęby jadowe, z których łatwo da się ściągnąć truciznę i bardzo twardą skórę, która świetnie się będzie nadawać na pancerz. Z pomocą Durgola szybko oskórowałam stworzenie i zebrałam jad. Truchło zostawiliśmy.

Ledwie kilka kroków udało nam się przejść spokojnie gdy zorientowaliśmy się, że ściany się do nas przybliżają.

– Miriel? – Salazar rozejrzał się niespokojnie.

– Ilość esencji gwałtownie wzrosła. Jakby żywiołak manipulował tutaj ścianami. Uciekajcie.

Nie czekając ruszyliśmy biegiem wzdłuż korytarza. Tylko Borgil z Salazarem zostali nieco w tyle pilnując żeby Miriel nic się nie stało. Dobiegliśmy do ściany. Ślepy korytarz? Odwróciłam się. Miriel stała z rozpostartymi rękami. Ściany wokół niej zaczęły się rozsuwać, drżeć, pękać. Szybko obejrzałam ścianę zamykającą nam przejście. Okazała się drzwiami, ale nie umiałam ich otworzyć. Nagle na ścianie zobaczyłam kształtujący się napis „Pomóżcie”.

– Czego potrzebujesz? – zapytałam w przestrzeń. – Co się dzieje?

– Orichalk. Słabnę. – odpisał duch.

– Macie jakiś orichalk? – zwróciłam się do drużyny.

Zdezorientowane spojrzenia moich towarzyszy nie wróżyły dobrze.

– Jakikolwiek. Pomyślcie. – ponaglałam. – Jakiś przedmiot?

– Skrzyneczka na dokumenty tego elfa z Jerris! – wykrzyknął Bum.

– Przy koniu została. – odparł Borgil. – Przecież nie taszczę ze sobą takich rzeczy.

– Węgiel, grudka żelaza, trochę miedzi… – wyliczał Durgol grzebiąc w torbie.

– Ty! – nagle Borgila olśniło. – A ja mam takie coś, toto chyba jest magiczne, może ma orichalk. – wyciągnął z sakwy zdobny diadem.

Chwyciłam go energicznie i przyjrzałam mu się. W błękitnej poświacie naszych kryształów świetlnych błysnął pomarańcz najcenniejszego z metali.

– Jeśli ci pomożemy otworzysz te drzwi? – rzuciłam w powietrze.

– Tak. Pomóż.

Przytknęłam diadem do ściany. Wchłonął się błyskawicznie. Ściany zamarły, z sufitu przestało się sypać, drzwi przed nami skruszyły się w pył.

– Obecność zniknęła. – powiedziała niepewnie Miriel. – Chyba się uwolnił.

– I całe szczęście! – ucieszył się Bum. – Mamy poważniejsze sprawy na głowie niż niańczenie jakiegoś ducha. Ruszajmy!

Przeszliśmy do właściwego kaeru. Solidne, kamienne ściany, kryształy świetlne i ślady bytności wyraźnie uświadomiły nam, że korytarze są używane. Zaczęliśmy natrafiać na szkielety orkowe, dokładnie objedzone i dość młode, czas ich leżenia tutaj Bum określił najwyżej w miesiącach, a także na nietypowe ślady na posadzce. Z lewej strony, z głębi zakręcającego korytarza usłyszeliśmy dziwne plaskanie.

Bum wychylił się ostrożnie. Dostrzegł trzy humanoidalne istoty, ze szponami zamiast palców i płetwami zamiast stóp, o głowach przypominających kłębowisko węży, w dodatku całe ociekające wodą. Żeby było zabawniej (nikt nie zrozumie poczucia humoru wietrzniaków) Bum wyciągnął swój magiczny szkicownik, odrysował dokładnie ową istotę, zmienił się w nią i w takiej postaci nam się  pokazał. On ma, jednak, więcej szczęścia niż rozumu czasami, gdybyśmy byli bardziej porywczy mógłby nie zdążyć powiedzieć, że to on…

Swoją drogą dochodzę do wniosku, że ten cały Konstruktor jest jednym z najbardziej fascynujących Horrorów, o jakich słyszałam. Zdolności przerabiania wzorców stworzeń, które posiada, stanowią ciekawe zagadnienie do badań. Zaczęłam przypuszczać, że może on posiadać jakieś zdolności ksenomanckie, wszak mistrzowie tej dyscypliny także potrafią modyfikować wzorce. Co doprowadza do niepokojących wniosków, że sama ksenomancja może mieć coś wspólnego z mocą Horrorów. Muszę koniecznie porozmawiać o tym z moim mistrzem.

Tymczasem, zamyślona nad istotą mojej, nowej skądinąd, dyscypliny, straciłam fascynującą dyskusję na temat odciągnięcia uwagi stworów, upolowania stworów czy też jakiegokolwiek innego sposobu na ominięcie stworów, ponieważ za ich plecami znajdowała się niedbale sklecona barykada, która zdecydowanie broniła dostępu do celu naszej wędrówki. Wreszcie Buma olśniło, że posiada w swoich zasobach jakąś miksturę usypiającą, którą błyskawicznie zastosował i tym samym pozbył się problemu, usypiając stwory. Przechodząc koło barykady zabrałam jeszcze jedną orkową czaszkę i trochę kości. Będzie na zapas.

Nie mijając już żadnego patrolu dotarliśmy do centrum kaeru. Korytarz wyprowadził nas do ogromnej, okrągłej i wysokiej sali, rodzaju hallu z czterema odnogami, w postaci czterech, niemal identycznych, korytarzy. Niemal, bo tylko jeden z nich, po naszej prawej stronie, był całkowicie ciemny. W sali znajdowało się całe stado konstruktów. Staliśmy ukryci w cieniu korytarza przyglądając się stworom. Dwie jehuthry, trzy toksyczne dajry, cztery porośnięte łuską, przerośnięte dziki i sześć zmodyfikowanych małp. Niezła gromadka.

Szeptem próbowaliśmy wymyślić jakiś sposób odciągnięcia tej bandy w inne miejsce. Oczywistym było, że naszym celem powinien być ciemny korytarz. Jeśli gdzieś ma być Horror to właśnie tam. Rozwiązanie problemu przyszło samo. Daleko po lewej stronie rozległy się odgłosy walki. Zapewne nasi znajomi orkowie tłukli kolejne konstrukty. Grupa przed nami także zorientowała się w tym, co słyszy, i błyskawicznie ruszyła w stronę walki. Korzystając z okazji przekradliśmy się do zaciemnionego korytarza i zagłębiliśmy się w niego ostrożnie.

Powoli przesuwaliśmy się coraz głębiej, gdy ciszę przedarły trzaski błyskawic uderzających w ściany. To Bum aktywował jakąś dziwną pułapkę. Obejrzałam ją w przestrzeni astralnej. Wyglądała jak moc Horrora ale uszkodzona. Zanim zdążyłam zaprotestować Miriel postanowiła ją rozproszyć. Niestety skutek był odwrotny do zamierzonego i kolejna seria wyładowań trafiła Borgila, który zasłonił Miriel, skupiając się na metalowych częściach jego tarczy ale także raniąc samego orka.

– To reaguje na metal. – odezwał się Durgol. – Konstrukty nie noszą broni.

– Możesz to jakoś zablokować? – spytałam.

– Spróbuję.

Krasnolud podszedł do miejsca, które według niego było źródłem pułapki i używając swoich zdolności zablokował je. Z pewną rezerwą Bum wleciał w obszar jej działania, a kiedy nic się nie stało podążyliśmy za nim.

Minęliśmy szereg pomieszczeń mieszkalnych, pustych, z rozwalającymi się sprzętami i wszechobecnym kurzem. Zaglądałam niespiesznie do środka. Takie wnętrza zawsze napawają mnie pewnym smutkiem. Jaka tragedia musiała się wydarzyć w tych ścianach?

Z zamyślenia wyrwała mnie niecodzienna sytuacja. Natrafiliśmy na ścianę, a raczej jej gruzy, które okazały się być ogromną barykadą zrobioną z czego popadnie, w tym także ze zwłok. I w tej barykadzie właśnie Borgil, Bum i Salazar zawzięcie grzebali, rozrzucając na boki stare śmieci i robiąc taki hałas, że jeśli Horror się jeszcze nie zorientował, że tam jesteśmy to właśnie walą do jego drzwi z całych sił oznajmiając naszą obecność.

– Co wy, u licha ciężkiego, robicie? – zapytałam zdumiona.

– Durgol wyczuł w tej stercie magiczną broń. – odpowiedziała mi oparta o ścianę Miriel, chyba równie zniesmaczona tą sytuacją co ja.

– I to jest powód, żeby anonsować się Horrorowi? Poszaleliście? – zwróciłam się do kopiących. – Nie możecie tego później przekopać?

– Nie… – wysapał Bum zrzucając ze sterty jakiś pogięty hełm, który wylądował mi pod stopami. – To jest magiczne. To się może na Horrora przydać.

Wreszcie, z cichym okrzykiem triumfu, Borgil wyciągnął spod rozpadających się zwłok solidny koncerz. Kompletnie nie znam się na broni białej, ale cała czwórka panów uważnie przestudiowała zdobycz stwierdzając, że idealnie nadaje się dla Kawalerzysty. Co więcej, Durgol zbadał broń i oznajmił, że pochodzi z Kara Fahd i została wykonana najprawdopodobniej przez Zbrojmistrza rodziny królewskiej.

– Już? – ponagliłam. – Możemy iść do Horrora zanim wszystkich orków na górze pozabija i zje nas na deser?

– Bum! Bum! Bum! Bum! – zakrzyknął wietrzniak i ruszył za barykadę.

Zaczynam rozumieć mojego obsydiańskiego mistrza, który podziwia mnie za pozostanie w dobrym zdrowiu psychicznym po tak długim czasie przebywania w towarzystwie niektórych członków tej kochanej drużyny.

– No co? – usłyszałam jeszcze głos wietrzniaka zza barykady. – Przecież i tak wie, że tu jesteśmy. – jakby czytał mi w myślach.

Wzruszyłam tylko ramionami podążając za resztą. Za stosem dostrzegliśmy schody w dół. Powoli zeszliśmy piętro niżej, do solidnych, dużych drzwi. To, przed czym staliśmy, przypominało nieco bastion, choć drzwi częściowo się rozpadły i znaczyły je ślady walki. Za drzwiami dostrzegliśmy kwadratowe pomieszczenie a w każdym jego rogu po jednym krojenie, a raczej konstrukcie zrobionym z krojena.

– No pięknie. – szepnął Bum. – Cztery razy Hator tylko z dodatkową siłą i Pasje wiedzą czym jeszcze. Bardzo toto groźne? – spytał z nutką nadziei w głosie.

Zbliżyłam się do otworu w drzwiach i przyjrzałam stworzeniom, odsyłając uprzednio Hator, której wściekłość przeszkadzała mi się skupić. Co prawda Horror próbował je zmodyfikować, ale nie do końca mu się to udało, wyczułam ból, strach, skołowanie.

– Słuchajcie. – szepnęłam odsuwając się od drzwi. – Zrobimy tak. Utkam dwie ciemności, rzucę po jednej na te dwa najdalej, trzeciego przejmę, czwartego atakujcie. Spróbujemy je zdjąć po jednym.

Drużyna potaknęła. Uszykowała się do ataku. Znalazłam dwa kamyki, utkałam dwie ciemności i upewniając się, że wszyscy są gotowi, cisnęłam kamyki pod łapy krojenów, trzeciego natychmiast przejmując zdolnością zawładnięcia nad zwierzęciem.

Nagle kaer się zmienił. Stoję pośrodku tłumu ludzi i elfów. Władczyni Zwierząt próbuje opanować swoje krojeny. Atakują orkowie. Widzę padające ciosy. Czuję krew. Za nimi pojawia się on. Horror. Zaczyna przekształcać. Przejmuje krojeny, ale nie udaje mu się przejąć ich jaźni, chcą umrzeć, cierpią.

Wyrzucona z wizji poczułam niemal fizyczny ból. Przez załzawione oczy zobaczyłam jak trzymany siłą mojej woli krojen rusza powoli w moją stronę. Dobiegł mnie głos Buma, oddalony, zamglony, jakby dochodził z innej płaszczyzny.

– Czekajcie! Coś jest nie tak. Może ona je przejmie i przeciągnie na naszą stronę. Nie atakujcie na razie.

Krojen podszedł do mnie. Położył się na ziemi. Odsłonił brzuch.

– Czy ktoś ma sztylet? – słowa ledwo wydostały mi się z gardła. Wyciągnęłam dłoń w przestrzeń.

Poczułam rękojeść sztyletu. Cichy szum skrzydełek powiedział mi, że to Bum. Klęknęłam przy krojenie.

– Twoje cierpienie dobiegło końca. – szepczę i wbijam broń prosto w serce zwierzęcia.

Kolejne dwa podchodzą po kolei, kładą się w ten sam sposób. W ten sam sposób je uśmiercam. Czwarty, uwolniony spod ciemności, rozpędza się i uderza głową w ścianę.

Zostałam na klęczkach dłuższą chwilę, patrząc na krew na sztylecie. Borgil włożył mi do ręki bukłak odbierając zakrwawiony sztylet. Pociągnęłam spory łyk zachłystując się piekielnie mocnym bimbrem. Poczułam Noir siadającego na ramieniu i usłyszałam kojący głos Jaspree „Jestem z tobą córko.”

– Co się stało? – spytała Miriel z troską, kucając koło mnie.

– Kiedy przejęłam krojena miałam wizję. Widziałam bitwę w tym kaerze. Orkowie atakowali mieszkających tutaj ludzi i elfy. Władczyni zwierząt, do której najpewniej należały te koty, poległa w walce. Ludzie chyba wygrywali. Przynajmniej do momentu, kiedy pojawił się Horror. Wtedy zaczęła się masakra.

– Horror pomagał orkom? – spytał zdziwiony Salazar.

– Chyba tak. Nie jestem pewna. To działo się tak szybko…

Gdzieś w głębi korytarza, po lewej stronie, rozległy się dźwięki.

– Konstrukty idą. – ostrzegł Bum. – Schowajmy się.

Tylko jeden korytarz się do tego nadawał, po prawej stronie od wejścia. Co prawda był krótki i kończył się zawałem, ale miał całe drzwi, dzięki czemu byliśmy całkowicie ukryci przed wzrokiem konstruktów. Przeszły koło nas, nie zaniepokojone, udając się na górę. Niektóre z nich wyglądały na niedokończone, jakby Horror produkował je na bieżąco i w pośpiechu.

– Idziemy. – zakomenderowała Miriel, kiedy ich kroki ucichły. – Dość już czasu zmarnowaliśmy.

Ruszyliśmy w głąb kaeru. Natrafiliśmy na jakieś opuszczone magazyny, w których pełno było pustych kokonów po konstruktach. Jedne drzwi były zamknięte, więc zostawiliśmy je w spokoju gdyż naszą uwagę przykuła dziwna błona przegradzająca przejście dalej. Bum doleciał do niej, obejrzał ją uważnie, wyciągnął sztylet i zaczął ją przekrawać. W pewnej chwili odskoczył jak oparzony. Spytałam co się stało, ale szybko powiedział, że nic i wrócił do cięcia.

Ból, który we mnie uderzył chwilę później, był nie do opisania. Czułam, jak coś mrocznego wyrywa ze mnie energię karmiczną. Osunęłam się na ziemię. Poczułam jak ciepła krew spływa mi z nosa do ust. Widząc co się dzieje Miriel utkała kulę ognia i cisnęła nią w błonę. Niestety czar nie zadziałał tak, jak powinien, wyzwalając tylko niewielki płomień, który ledwie nadpalił brzegi. Zirytowana zaczęła tkać kolejną. Uderzenie płomieni nastąpiło tuż przed szarżą Borgila, który w międzyczasie przywołał ognistego rumaka.

Bum, Salazar i Borgil wpadli do środka przebijając błonę. Naszym oczom ukazało się duże pomieszczenie, wypełnione dziwnym śluzem, śmierdzące. Pośrodku tej mazi stała istota humanoidalna, ponad dwumetrowej wysokości, bez twarzy, z mieczem zamiast prawej ręki i tarczą zamiast lewej.

Zobaczyłam jak miecz Horrora trafia w Buma a błyskawiczny cios Salazara nie przynosi żadnego efektu. Nawet Durgol próbował wbić włócznię w dziwaczne cielsko, ale mu się nie udało go zranić. W końcu Bum zapikował i jego włócznia żywiołów przebiła się przez pancerz Horrora, powodując, że jego uwaga natychmiast skupiła się na wietrzniaku.

Przyjrzałam się kokonom w przestrzeni astralnej, szczęściem okazały się puste, więc próbowałam przeorać bestię pazurami. Niestety stwór był zbyt szybki. Zignorował mnie zupełnie, atakując w zamian Buma. Wietrzniak zripostował cios, lekko naruszając zewnętrzną powłokę Horrora. Podobną skuteczność miał atak Borgila, który minął mnie szarżując i odbił się od skóry stwora. Kolejny cios Salzara przebił się przez parowanie Horrora, dzięki czemu na jego sinej skórze pojawiło się kolejne zadrapanie. Wykorzystał to wietrzniak, by znów zaatakować, ale jego cios okazał się za słaby i dopiero kryształowe pociski, wypuszczone przez Miriel, wyrwały kawał ciała Horrora, dając nam nadzieję na wygranie tej walki.

– KRA! – usłyszałam za sobą.

Odwróciłam się. Jeśli kiedykolwiek jeszcze wpadnę na pomysł zostawienia za sobą w kaerze nie sprawdzonego pomieszczenia sama osobiście się ukarzę. Za naszymi plecami pojawiły się dwie jehuthry. Hator zareagowała błyskawicznie, rzucając się w ich kierunku, kompletnie ignorując moje polecenie powrotu. Chcąc nie chcąc, zostawiłam towarzyszy i ruszyłam na pomoc kotce. Kątem oka dostrzegłam, że Borgil także odwraca wierzchowca w stronę zbliżających się konstruktów.

Bum, po raz kolejny, przypuścił atak na Horrora, Konstruktor uniknął go sprawnie, odbijając niemal całkowicie także cios Salazara. Durgol odrzucił włócznię i wyciągnął miecz z Iopos licząc, że metoda z przykładaniem jelca i porażeniem błyskawicami, zadziała i w tym wypadku.

Pędzę do jehuthry, widzę jak Hator wbija w nią swoje pazury, wyszarpując kawał ciała.

W tym czasie Bum odlatuje, więc Horror skupia się na Salazarze, jednym ciosem posyłając go na ziemię, wkurzony wietrzniak pikuje, po raz kolejny wbijając się głęboko w cielsko bestii.

Uderzam w jehuthrę tuż obok Hator. Kotka jest lepsza bo moje pazury tylko ślizgają się po chitynowym pancerzu. Pędem mija mnie Borgil, całą siłę swojego ciosu kierując w drugiego konstrukta. Jehuthry są jednak zwinne, więc i ta uniknęła ciosu, odskakując w bok przed rozpędzonym Kawalerzystą. Dodatkowo odwinęła się jednym z odnóży, raniąc orka.

Trzask kryształowych pocisków i cichy syk Horrora powiedziały mi, że Miriel znów odniosła małe zwycięstwo swoim czarem ale krzyk bólu wietrzniaka sprawił, że się instynktownie obejrzałam. Horror najwyraźniej próbował zmienić Buma, bo jego stopy zaczęły się nienaturalnie wykręcać.

Skupiłam się na jehutrze, skoro nie mogłam jej zranić, mogłam ją przestraszyć, co mi się w końcu udało. Przerażony konstrukt rzucił się do ucieczki a Hator za nim, gryząc i drapiąc. Borgilowi kolejny atak też poszedł bardzo dobrze, zauważyłam, że dobija swojego przeciwnika i odwraca się w kierunku Horrora. Upewniwszy się, że Hator poradzi sobie ze swoją jehuthrą, także skupiłam uwagę na walce za moimi plecami.

Odwróciłam się akurat by zobaczyć jak Horror zamierza się na Buma, Salazar próbował zablokować cios idący w wietrzniaka a Miriel wypuściła kolejne kryształowe pociski, wyrywając kolejne fragment pancerza stwora. Niestety Salazarowi nie udało się zasłonić Buma przed ciosem i zobaczyłam jak wietrzniak uderza w podłogę. Horror poprawił, znów omijając kontrę t’skranga, i Bum znieruchomiał.

Bestia odwróciła się w kierunku Miriel. Wyprowadziła cios. Salazar znów rzucił się pod ostrze, tym razem skutecznie osłaniając elfkę i raniąc bestię. W tą kotłowaninę wbił się Durgol, któremu, po kilku próbach, udało się wreszcie trafić Horrora jelcem. Wyładowania, który wstrząsnęły cielskiem dobiły stwora, sprawiając, że rozlał się po podłodze.

Nie dane nam było delektować się zwycięstwem. Nad naszymi głowami brzmiały już odgłosy walki. Najwyraźniej orkowie spychali konstrukty w głąb kaeru. Rozejrzeliśmy się szybko. Za pokrywającą wszystko mazią odkryliśmy dwa przejścia w głąb. Przywiązałam nieprzytomnego Buma do Szafir, zniszczyliśmy kokony, tak na wszelki wypadek, i prześlizgnęliśmy się za śluzem dalej w kaer.

Ku naszemu zdumieniu trafiliśmy na ciężkie, metalowe drzwi, zabarykadowane od środka. Za nimi dostrzegłam, w przestrzeni astralnej, ośmiu orków, w tym dwóch adeptów. Byli uzbrojeni w łuki i proce i wyraźnie pełnili rolę strażników. Zaniepokoiło mnie to, że w ich wzorcach dostrzegłam moc Horrora, a przecież, skoro stwór nie żył, wszelkie znamiona powinny były zniknąć. Dodatkowo przestrzeń w środku była spaczona.

Po krótkiej naradzie i ocuceniu Buma wzięłam szkicownik, przemalowałam się na orkową szamankę i wraz z Borgilem ruszyłam do barykady.

– Halo! – krzyknęłam. – Wy tam, po drugiej stronie, otwierać.

– A wy to kto? – odezwało się po chwili.

– Przysyła nas Sidla, zabiliśmy Horrora.

– Jak to zabiliście? Przecież Horror jest tutaj.

– Tutaj, czyli gdzie? – zapytałam, mocno już podirytowana.

– No… Pod nami.

– Aha. A ten tam na górze to był dla ozdoby czy zmylenia przeciwnika?

– Ten co to zmieniał zwierzaki?

– Ten właśnie. Nie żyje. Wpuścicie nas wreszcie czy mamy powiedzieć Sidli, że nie wykonujecie jego rozkazów?

Po chwili ciszy dowódca oznajmił, że wpuści nas do środka. Czekaliśmy dobre kilkanaście minut zanim usunęli barykadę i wreszcie znaleźliśmy się po drugiej stronie. Ork, który ze mną rozmawiał, przedstawił się jako Zagar, zastępca wodza, Kawalerzysta szóstego kręgu. Zapytany co tu robią oznajmił, że cofali się pod naporem konstruktów, zabarykadowali się i czekają na Tildę, szamana, który ponoć wie, co zrobić z Horrorem, którego pilnują. Zażądałam więc zaprowadzenia do Horrora, tłumacząc, że nie ma czasu do stracenia, bo walki coraz zacieklejsze i w każdej chwili Horror może się uwolnić. Poprowadzono nas więc do sporego pomieszczenia, gdzie pośrodku dostrzegliśmy magiczną barierę w kształcie kopuły, sięgającą około półtora metra nad ziemię i pokrywającą taką samą kopułę z kamienia, całą pokrytą znakami podobnymi do tych na włazach. Spod spodu czuć było dziwną moc.

– Co robimy? – szepnął do mnie Borgil. – Tylko patrzeć jak ten cały szaman się tu zjawi i może być burda.

Zerknęłam na orków, przyglądających nam się z pewnego dystansu.

– Daj mi pomyśleć.

Poczułam się skołowana. Jedno wiedziałam na pewno, trzeba się pozbyć orków i spróbować ustalić co się znajduje pod kopułą. Jakim cudem pod spodem może być drugi Horror? A jeśli nie Horror to co? Jak i dlaczego wpływa na orków. I czemu ściągnął ich tutaj, żeby go zabili?

– O co tu chodzi? – mruknęłam do siebie.

Zerknęłam na Zagara.

– Zostawcie nas na chwilę samych. Ta magia wyrywa się spod zabezpieczeń, muszę ją zapieczętować zanim zjawi się Tilda, inaczej nikt z nas tego nie dożyje. Pilnujcie wejścia i natychmiast sprowadźcie tu Sidlę jak tylko się pojawi. Postaram się utrzymać bestię w zamknięciu do tego czasu.

Nie czekając na spełnienie mojego rozkazu odwróciłam się do kopuły i zaczęłam tkać wątek do ciemności. Jeśli orkowie nie wyjdą to przynajmniej nie będą widzieli co robię. Czas się przekonać, co kryje pod sobą kopuła, a czasu mamy coraz mniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s